/img0001_0001.djvu

			- 


I PRZEWODNIK 
I pO J snej Górze 
j l..ZYL' \ 
L co IAlOI PI LU o JA
 60RIE WIEDIIE
 POWINIE!''' A 


l, I 
I PAULIN 


. 'JE '1 


Jasnej tióry 
1922.
		

/img0002_0001.djvu

			Co każdy Polak 
o Jasnej Górze 
wiedzieć powinien. 


Napisał O. Aleksander 
PAULIN. 


ć{--? 

 
-
 


CZĘSTOCHOWA 
NAKŁADEM JASNEJ GÓRY 
1922. 


"
		

/img0003_0001.djvu

			Dziełko pod tytułem: "Co każdy Po- 
lak o Jasnej Górze wiedzieć powinier. a 
przejrzałem i nic przeciwnego zasadom 
wiary św. i moralności nie znelazłszy na 
ogłoszenie drukiem pozwalam 


O. Piotr Markiewicz 


Jeneralny przeor zakonu 0, o. Paulinów 


.Jasna Góra, 22 Maja 1922 r. 


Nihil obstat 
Michael Ciesielski 


Praelalus Uom. S. Slnctłt. 


NQ 1978. 


IMPRIMATUR 


d. 26 Maii 1922 ano 
Ep. Sufr. Adalbertus Owczarek 


1
2241 


BG WSP 
Ilłll
 lilII 
III II
IIIIII 
II "" II'! 
142241 


.
		

/img0004_0001.djvu

			Przedmowa 
Rozdział L 
" Ił, 
m. 


11 IV. 
11 V. 
11 VI. 
" VII. 
" VIII. 


.. 


11 


" XI. 
" XII. 


s P I S R Z E C Z Y. 


Str. 
3 
5 
12 


autora 
Stolica Kr610wej Polski 
Witanie i wprowadzanie kompanji 
Wej5cie do klasztoru, bramy i po- 
koje królewskie 16 
Wielki kościół 27 
Sala Rycerska i obrazy historyczne 39 
Kaplica Matki Boskiej 71 
Cudowny Obraz Matki Boskiej 83 
Zakrystja, skarbiec, biblioteka i re- 
fektarz . 101 
IX. Wieża Jasnogórska i parę szczegó- 
łów z czasów ostatniej wojny . 110 
X. Dziedziniec klasztorny, wały i po- 
mnik ks. Kordeckiego . . 119 
Zakończenie 127 
Pieśń do Matki Bożej Jasnogórskiej 129
		

/img0005_0001.djvu

			ODBITO W TŁOCZNI 
F. D. WILK O S Z E W S K I E CI O 
W CZĘSTOCHOWIE. 1/ ALEJA 38 
TELEfON M 
O,
		

/img0006_0001.djvu

			ł 


1 


I 
If 


.- 


.: 
q", 


t I' 


ł 
.I.... 


-.I 
.! 


- 


.. 


"I"" 


1:: 


f'ł" 
.. 


j, 


.' 
.' 
,;o. 


Widok klasLtoru JlIsnogólskkgo.
		

/img0008_0001.djvu

			r z, e dnl 0\\'7 Q. 


Wam, Bracia Rodacy, co tak Jasną Górę i Maryję 
Częstochowską kochacie, te wiersze poświęcam. Po- 
znanie przesławnych pamiątek i historji Cudownego 
miejsca przyczyni się do coraz mocniejszego przy- 
wiązania do Najświętszej Panny i zrozumienia tego 
wpływu, jaki Ona na duszę każdego Polaka wywiera, 
Dokładnej i źródłowo opracowanej historji Jas- 
nej Góry nie posiadamy, jest tylko w urywkach; 
wszystkie zaś pomniejsze opisy, bądź to Cudowne- 
go Obrazu, bądź całego klasztoru, tak się wyczerpa- 
ły, że dziś już ich niema w sprzedaży. 
Przybywający do Częstochowy coraz usilniej 
proszą o jakąś broszurę, któraby ich zapoznała z 
dziejami klasztoru, by wszystko, na co patrzą i co 
podziwiają, rozumieli i innym opowiadać m
gli. 
Ulegając tym usilnym prośbom, powybierałem 
z różnych książek szczegóły, dotyczące Jasnej Góry, 
połączyłem je swemi uwagami i w tej formie odda- 
ję do rąk umiłowanego polskiego ludu.
		

/img0009_0001.djvu

			-4- 


Oby czytanie to rozpalało serca miłością do 
Jl.:lepokajanej i pobudzało do wdzięczności za pię- 
ciowiekową Jej nad Polską opiekę. 
O. Aleksander. 


PisaIem na Skałce 
w m a i u 1921 r.
		

/img0010_0001.djvu

			ROZDZIAŁ 1. 


iSr{'iU, I t.:\ F\: 'U Ó.J,n'\V'ł,
..J PO,f,Rl0I. 


Qpis o królowaniu Maryji Najświętszej rozpocznę 
od Jej stolicy, którą sobie w Polsce obrała, i od 
Tronu, na którym od lat z górą pięciuset nad Ojczy- 
zną naszą panuje, Jest nią Częstochowa. miasto, 
'Położone w ziemi Piotrkowskiej, obecnie w woje
 
wództwie Kieleckiem, nad rzeką Wartą, WI odległości 
przeszło 30 mil od Warszawy a 24 od Krakowa, przy 
drodze żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. 
Klasztor Jasnogórski. gdzie Obraz Cudowny sil} 
znajduje. leży w zachodniej stronie miasta; idzie się 
do niego z dworca kolejowego przez długą aleję, 
stanowiącą połączenie starej Częstochowy. czyli mia
 
staJ z klasztorem. Już na kilkanaście wiorst w pro
 
mieniu widać szczyt wyniosłej wieżycy, do nieba 
strzelającej i WSK<\zującej każdemu dziecku Maryji, 
że stolica Niebieskiej Pani niedaleko. 
Widok wysokiej wieży sprawia niezwykłe wra- 
żenie, Jakaś radość, szczęście, a jednocześnie pr6.
 
gnienie obudza się w duszy, by jaknajprędzej stanąć 
na miejscu. W nocy zwykle na szczycie wieży pali 
się lampa elektryczna i zdaleka przypomina, że na 
tem miejscu przebywa Gwiazda Zaranna, rozświeca
 
ląca ciemności duszy i serca. Na widok tej lampy, 
błyszczącej na horyzoncie, w ciemne zwłaszcza no
 
ce, f.1iema bodaj człowieka, któryby swej duszy nie
		

/img0011_0001.djvu

			- 6- 


podniósł na wyżyny, nie wspomniał o swej Królowej" 
nie oddał Jej w głębi serca pokłonu i hołdu. Gdy 
kompanje przychodzą od strony Mstowa, Kłomnie 
albo Kłobucka i ujrzą szczyt wieży, wszyscy bez 
różnicy padają na kolana, niektórzy na twarz, i zda- 
leka witają już swą Panią; tam też wszyscy, którzy 
mieli jaki gniew w sercu lub obrazili swych znajo- 
mych, nawzajem się przepraszają, bo chcą czyste i 
pojednane serca ofiarować Pannie Najczystszej, we- 
dług tej zwrotki: 
"I my też zgromadzeni. 
Pokłon dajmy Maryji, 
Czyste serce Bożej Matce 
Darujmy, ach! darujmy!" 
Ci, co przychodzą na Jasną Górę po raz pierw- 
szy, na widok szczytu wieży nie mogą się od łez 
powstrzymać; a choć umęczeni podróżą i niedospa- 
ntem, czują w sobie nowe siły i biegliby raczej, niż 
szli, byleby tylko jaknajprędzej stanąć przed obli- 
czem Królowej. 
Wartoby tutaj zaznaczyć, skąd pochodzi nazwa 
miasta Częstochowy. Gdy Obraz Cudowny został 
sprowadzony na Jasną Górę, cała okolica, gdzie obe- 
cnie leży miasto, była pokryta lasami, a pomiędzy 
nimi zbudowany był warowny zamek Olsztyn, odle- 
gły 10 wiorst od Częstochowy, z którego obecnie 
tylko gruzy pozostały. Szczątki tego zamku, nie- 
gdyś sławnego w dziejach Polski, a na wieczne cza- 
sy pamiętnego z bohaterstwa Karlińskiego, który wo- 
lał jedynego swego synka poświęcić na ołtarzu Oj- 
czyzny, aniżeli wydać twierdzę wrogom. można 
dojrzeć z południowo-wschodniego bastjonu murów
		

/img0012_0001.djvu

			7- 


klasztornych. Z tego miejsca dojrzeć można i Mstów, 
niegdyś słynną siedzibę kanoników Laterańskich, dziś 
małą osadę. 
Nie Częstochowa więc, lecz Olsztyn panował 
w tych okolicach; nie w Częstochowie, ale w Olszty- 
nie gromadziły się liczne zastępy rycerstwa polskie- 
go; tam odbywały się uroczyste festyny, a i królowie 
polscy nie rzadko tam zaglądali. Dziś wszystko się 
zmieniło: Olsztyn w gruzach, a na ustronnej daw- 
mej górze - Tron Królowej Polski. 
O Częstochowie dokładniejsze wiadomości ma- 
my dopiero, gdy na Jasnej Górze ufundowany przez 
Opolczyka klasztor 00. Paulinów zaczyna ściągać 
rzesze pobożnych pielgrzymów. A stało się to tak: 
Gdy Obraz Cudowny został oddany w 1382 r. 
pod opiekę 00. Paulinom, a król Władysław Jagieł1i" 
ło, pobożny czciciel M3ryji, uposażył ich hojnie i 
'rozszerzył fundację Opolczyka, łaski i cuda, jakie 
Maryja Najświętsza hojnie na wszystkich zlewała, 
zaczęły ściągać do klasztoru zblizka i zdala liczne 
pielgrzymki. Ówczesny klasztor nie był tak obszer- 
ny, jak dzisiejszy, nie miał wałów obronnych, ani 
tylu ozdób, ale od samego początku miał dość wy- 
soką wieżę. Ponieważ cały klasztor był zbudowany 
na wyniosłem wzgórzu, więc też i wieżę było widać 
tdaleka. Okolice Częstochowy są faliste. i gdy się 
idzie od strony północnej, - klasztor, a zwłaszcza 
wieża, to się ukazuje, to za wzgórzami znika, znowu 
się pokaże i znowu traci ją pielgrzym z oczu, i tak, 
zdaje się, pięć 'razy. Zaczęli więc pątnicy pomiędzy 
sobq dawać nazwy nowemu miejscu cudownemu, a 
że to, co najwięcej w oko wpada, najczęściej się
		

/img0013_0001.djvu

			8 


przyjmie, więc też dlatego, że klasztor to się poka- 
zywał, to chował, czyli, że często się chował przed 
okiem dążącego doń pielgrzyma - nazwano to miej- 
sce Często-chowa (czyli często się chowająca z przed 
oczu). 
A jak nazywano. klasztor? W kronikach klasz- 
tornych mamy notatki, że od samego początku, tO' 
jest od 1382 roku, nazywano: "klasztor na Jasnej Gó- 
rze". Skąd się wzięła ta nazwa "Jasna Góra"? 
Najprawdopodobniej od własności" powierzchni. na 
której klasztor został zbudowany, mianowicie: cała 
góra posiada głębokie pokłady kamienia wapiennego
 
który, nie przykryty warstwą ziemi, nadawał biały 
kolor całej górze, stąd poszła nazwa "Biała Góra". 
a że ten kamień ma odcień jasny, więc i górze na- 
dano nazwę "Jasna Góra". Taka jest prawdopodo- 
bnie geneza nazwy świętego miejsca, które ponad 
inne upodobała sobie Królowa Niebios. 
Można daleko słuszniej tę górę nazwać "Jasną- 
z innego względu. Na niej bowiem zamieszkała 
Królowa, blaskiem i jasnością ponad wszystkie kró- 
lowe najświetniejsza, a łaskami swemi na dzieci pol- 
skie jasność sprowadzająca. Ci, co przychodzą na 
Jasną Górę, sami świadczą, że jeżeli w duszy panu- 
je pomrok, w umyśle ciemność, w sercu brzydota i 
pustka, zniechęcenie do życia i ludzi, jeżeli nad lo- 
sem człowieka zawiśnie chmura groźna, a przyszłość 
zdaje mu się jak noc czarna - na tej świętej Gó- 
rze u stóp Królowej Maryji zrobi mu się jasno, we- 
I 
soło, słonecznie i miło. Zdaje się, że tłomaczenie 
takie jest najodpowiedniejsze, i dlatego, kto ma czar- 
no i ciemno w duszy, sercu i sumieniu, instyktownie
		

/img0014_0001.djvu

			- 9- 


dąży na Jasną Górę, by tam przez kąpiel duchową 
czułą miłość Matki Bożej zrobiło mu się jasno. 
J nigdy nie jest zawiedzionym. 
Potwierdzają to i pątnicy, którzy w 1920 i 1921 r, 
licznie Jasną Górę odwiedzali. Pocóż przychodzili. 
czegoż żebrali u swej Panienki i Królowej, o co tak 
serdecznie prosili, jeśli nie o światło w ciemnos
 
ciach dla siebie i dla braci zaślepionych, jeśli nie 
o jasność w czynach i zamiarach? 
Przychodzili zmęczeni borykaniem się z wro- 
giem, przychodzili obojętni na sprawy ojczyste, przy
 
chodzili z mrokiem na sercu i duszy, a odchodzili 
jaśni, weseli, ufni i zapaleni. 
Odwieczne podanie mówi, że 400 lat przed 
sprowadzeniem Cudownego Obrazu święty Wojciech 
w swej pielgrzymce z Węgier do Gniezna zatrzymał 
się u stóp tej góry i rzekł, wznosząc oczy na jej 
szczyt skalisty: . To miejsce zajaśnieje łaskami Prze- 
najświętszej Dziewicy". Tyle co do samej nazwy. 
Przystąpmy teraz do opisu klasztoru zblizka. 
Od dworca kolejowego pielgrzymi przechodzą do 
klasztoru alejami; ci zaś, którzy przybyli pieszo, do
 
chodzą do klasztoru z różnych stron. 
Skoro z wagonu ujrzą szczyt wieży, jedni klę- 
kają i pozdrawiają Królowę, inni śpiewają na Jej 
cześć pieśni pobożne, inni znów w skupieniu roz- 
myślają nad tem szczęściem, że wkrótce znajdą się 
przed Tronem Panienki Najświętszej. Na twarzach 
wszystkich widać powagę, skupienie i radość. Usta- 
ją na chwilę rozmowy, jedni drugim pokazują wieżę... 
Skoro pociąg stanął, następuje wysiadanie, a 
stąd zgiełk, bieganie, nawoływanie, wreszcie szere-
		

/img0015_0001.djvu

			10 


gowanie się i cała kompanja rusza na Jasną Górę. 
Idą zszeregowani. wszyscy poważni, skupieni. Na- 
samprzód krzyż, potem sztandary, młodzieńcy, dziew- 
częta, mężczyżni i kobiety. Własna'orkiestra przygrywa 
pieśń pobożną. Przychodzą z chorągwiami, każda 
kompanja posiada sztandar z Matką Bożą Często- 
chowską. Sporo kompanji przychodzi z kSiężmi. 
I oto już idą przez miasto; idą poddani do swej 
Królowej, idą sieroce, męczone dziatki do swej Mat- 
ki Niebieskiej, idą, jak wojsko do boju gotowe, do 
swej Hetm:mki, idą z pieśnią, pełną skargi, ialu i 
tęsknoty, by przed swą Opiekunką wypłakać się, u- 
skarżyć i pod Jej płaszcz ukryć się na przyszłość. 
Przechodzą alejami i wchodzą w ulicę, osło- 
nioną po obu stronach wysokiemi drzewami; tuż za 
nią i Jasna Góra. Idą wolniej, bo 'już. zaczyna się 
pochyłość Jasnej Góry. Przechodzą i tę ocienioną 
ulicę, a przed nimi cała święta Góra, jak na dłoni. 
Tuż naprzeciw ulicy stał dawniej posąg cara Ale- 
ksandra (Moskale jakby na urągowisko postawili go 
tutaj tyłem do kościoła); w 1917 roku został posąg 
cara zwalony i Niemcy go zabrali, a na podstawie 
pomnika umieszczono figurę Matki Bożej Niepokala- 
;.-Poczętej; w 1920 zaś roku cały pomnik został 
rozebrany, gdyż zasłdniał widok na klasztor. Stąd 
skręciwszy na lewo, kompanja staje pod figurą, ocze- 
k.ljąc na przybycie jednego z 00. Paulinów, który 
w imieniu Matki Bożej wita pątników, 
Tutaj. czytelniku, rozejrzyj się dokoła i przy- 
patrz się Jasnej Górze zblizka. Figura, przy której 
stoisz, to miejsce, skąd by-vają wygłaszane prze- 
mowy na powitanie pielgrzymów. Pod nią na słowo
		

/img0016_0001.djvu

			11 - 


Boże jednają się grzesznicy z Bogiem i darowują 
sobie urazy. Jest to figura św. Prokopa. - Na dm- 
gim końcu placu podjasQogórskiego jest figura świę- 
tego Jana Nepomucena, gdzie się zbierają kompanje. 
przybywające od strony św, Barbary. Jeśli twarzą 
zwrócisz się do klasztoru, wtedy po prawej ręce, 
czyli na wschód, będziesz miał park miejski z bu- 
dynkami, jakie pozostały od czasu wystawy w 1909 
roku; poza sobą, czyli od południa, ulicę 7 Kamie- 
nic, obecnie ks. Kordeckiego. 
Na tej ulicy mieszczą się sklepy z różnemi de- 
wocjonaljami, jak również jest sporo mieszkań, w któ- 
ł'ych przyjmują pątników na nocleg. Z lewej strony 
ciągnie się ulica na zachód, a przy niej są budki, 
należąde do klasztoru; w nich również sprzedają 
różne rzeczy, do nabożeństwa służące. Plac cały 
pod Jasną Górą był do 1920 roku w bardzo opłaka- 
nym stanie. Podczas deszczów błoto i kałuże wo- 
dy utrudniały przejście, a że jest spad naturalny 
w stronę południową, więc też woda porobiła duże 
wyrwy i łożyska; w lecie zaś podczas upałów pow- 
stawały chmury kurzu wapiennego. co ujemnie od- 
bijało się na zdrowiu mieszkańców i pątników. Na 
tym placu przed wojną były porozstawiane dokoła 
stragany z jedzeniem i różnemi świętościami; nie 
brakło też dziadów, których podczas odpustów wi- 
dzieć można było całe gromady. Obecnie plac zo. 
stał oczyszczony. W 1917 roku usunięto budy skle- 
pikarskie i splantowano górkę, która zasłaniała klasz- 
tor od południa; w 1920 roku wyrównano plac, wy- 
tożoho go kamieniami, wysypano piaskiem i poro. 
biono dokoła aleje. Zasługa to w części klasztoru,
		

/img0017_0001.djvu

			- 12- 


w części miasta, a w części rządu polskiego, Sko- 
ro bowiem Moskale opuścili Częstochowę, wszyscy 
zaczęli myśleć nad przywró
eniem miejscu świetemu- 
piękna i czystości, jakie mu się należą. 


ROZDZIAŁ II. 


WITA
JHI'] ił WFR(}
\Y AJIj)
ZAl
nl/tl] 
KOMP A
JJI. 


I6dy procesja zbliża się do klasztoru, jeden ,z prze- 
wodników udaje się do kościoła, by zawiadomić o' 
przybyciu i prosić o przyjęcie. Jeden z 00. Pau- 
linów udaje się z. przewodnikiem, by, jako dworza- 
nin Królowej, w Jej imieniu przywitać i przed Tron 
Jej do Cudownej Kaplicy pątników wprowadzić. Ten 
zwyczaj jest już od niepamiętnych czasów. Witanie 
pod figurą robi na pątników wielkie wrażenie. Oni 
często spragnieni chleba duchowego, przygnębieni na 
duchu, niejedni w grzechach i występkach, zanim się 
ukażą przed obliczem Bogarodzicy, już się przygo- 
towują i serce swe oczyszczają. Pątnicy, którzy ni- 
gdy nie widzieli kapłana w białej sukni, wyznają, że 
słowo, tam pod figurą usłyszane, tak głęboko wnika 
do duszy, że nigdy się już o niem nie zapomina; to też 
każda kompanja uważa sobie za szczęście i zaszczyt, 
jeżeli jest przywitana przez białego sługę Maryji. 
Kiedy na odpusty przychodzi nieraz do 200 kompa- 
nji z różnych okolic kraju, byłoby rzeczą niemożli- 
wą każdą osobno wprowadzić, łączą się więc po kil- 
ka i razem ze sztandarami i muzyką wchodzą w pro-
		

/img0018_0001.djvu

			- 13- 


gi świątyni. Pątnicy pragnęliby, by każdą procesję 
wprowadzić pojedy
czo, i niechętnie godzą się na łą- 
czenie, gdyż pragną, by kapłan biały coś specjalnie 
do nich przemówił i ich parafję powitał. Jest to 
zrozumiałe, ale podczas wielkiego napływu ludzi 
niemożliwe. 
Opiszę tutaj sposób przyjmowania kompanji: 
Skoro kompanja zbliża się do klasztoru, kilku 
z poważniejszych pątników odłącza się od całej rzeszy 
i idzie naprzód prosić którego z Ojców o przywita- 
nie. Przywitanie rozpoczyna się zwykle od tego, że 
ci, co niosą chorągwie z klasztoru, kiedy się zbli- 
żają do zebranych pod figurą, po trzykroć je pochy- 
lają na znak pokłonu od Jasnej Góry dla gości, a i 
z tamtej strony, jako odpowiedź, również trzy razy 
pochylają się sztandary, Zwyczaj ten jest tak moc- 
no w duszy ludu zakorzeniony, że jeżeli nie mają 
chorągwi, to kłaniają się krzyżem, co przecież nie 
jest dopuszczalne. Gdy się już O, Paulin przybliży 
do figury, woła głośno na powitanie: "Niech będzie 
pochwalony Jezus Chrystus!" a po otrzymaniu rów- 
nie głośnej odpowiedzi, wchodzi po stopniach na 
podwyższenie i, spoglądając na miłych i kochanych 
przybyszów, cisnących się coraz bliżej, rozpoczyna 
swoją do nich przemowę. Oto urywek z jednej ta- 
kiej przemowy, mianej do kompanji górnośląskiej: 
"Na najświętszem w całej Polsce miejscu, wtem 
źródle życia religijnego i narodowego, u stóp tej 
krynicy łask, skąd wszyscy czerpią dla siebie siłę 
do walki i hart w cierpieniu - Was, miłych i uko- 
chanych braci, witam, jak brat Wasz, rodak Wasz, 
poprostu, gorąco a serdecznie. Witam Was w imie-
		

/img0019_0001.djvu

			1-4 


niu Królowej Anielskiej, a zarazem Królowej wszyst- 
kich ziem polskich, w imieniu całej Polski, dziś już 
wolnej i do Was, jako swych dzieci, matczyne ręce 
swe wyciągającej. Witam Was w imieniu całej Czę- 
stochowy, gdzie każdy Polak - to Wasz brat serde- 
czny. każdy dom otwiera Wam swe podwoje, a każ- 
de serce życzliwe, przyjazne i blizkie. Witajcie więc, 
powtarzam, na wolnej ziemi polskiej, Wy, potomko- 
wie królewskiego szczepu Piastów, Wy, męczennicy 
za swoją polskość i wiarę, witajcie, zmęczeni usta- 
wicznem czuwaniem nad czystością waszej mowy, 
obyczajów i obroną ziemi ojczystej, witajcie, orlęta 
nadodrzańskie, coście sztandaru wolności z rąk swych 
wytrącić wrogowi nie pozwolili, a krwią serdeczną, 
wylaną na świadectwo, że żyjecie i zabić się nie 
pozwolicie, zapieczętowali swą łączność z nami. 
Więc witajcie nam! Tutaj na Was czeka Królowa 
wasza i nasza, a czeka, by Was ujrzeć, ukoić, przy- 
tulić, w wierze i polsKOści umocnić; czeka, by za- 
brać skargi Wasze, łzy i tęsknoty Wasze, a do dal- 
szej wytrwałości zachęcić... 
Spotkacie się w tern miejscu Cudowncm ze 
swoimi braćmi ze wszystkich stron Polski, bo nie 
gdzieindziej schodzą się wszystkie dzieci ziemi pol- 
skiej. jeno u swej prawej Królowej. Poznacie tu 
dzielnych i wytrwałych Poznańczyków, poznacie bo- 
haterów za wiarę z Podlasia wszyscy się tu po- 
znają po swej mowie, wierze i miłości ku Bogaro- 
dzicy. Tu, u Jej stóp macierzyńskich, znajdziecie 
ukojenie po ciężkiej walce. jakąście przez długie la- 
ta staczać musieli w obronie Waszej wiary katolic- 
kiej i Waszego narodowego ducha. Jakichże środ-
		

/img0020_0001.djvu

			- 15 


ków nie używał przebiegły wróg, by spaczyć Wasze 
pojęcia w tym względzie, ale wy potrafiliście stanąć 
twardo w obronie ideał6w Waszych. Ostoją Waszą 
w tej walce była rodzina. fale germanizacji coraz 
bardziej wciskały się do wszystkich dziedzin żyda 
społecznego, obejmowały wszystkie placówki publi- 
czne, ale nie mogły się wedrz
ć do rodziny, na 
straży której stała G6rnoślązaczka. Ona to bo
 
hatersko stanęła na progu swego domostwa i do na- 
cierającej coraz natarczywiej nawały niemieckiej 
śmiało i z mocą odezwała się: "Do progu ci wolno. 
ale poza próg wara!" I dziatki swe od utraty 
ducha narodowego ratowała. 
Za tę mężną walkę w obronie najświętszych 
ideałów cześć Wam, bracia Górnoślązacy! Ufajcie! 
Ta Królowa Jasnogórska, która krzepiła siły Wasze 
w chwilach tak ciężkich, i nadal krzepić Was będzie. 
Zapalcie więc pochodnie wiary Waszej, przyoblecz- 
cie się w zbroje światłości, a z sercem, w 'górę 
wzniesionem, z pieśnią na ustach, pójdźcie do Tej 
Pani i Matki, która na Was czeka! U Niej wyprosi- 
cie wszystko, cokolwiek Wam jest potrzebne. Ona 
jest Obroną słabych, Pocieszycielką strapionych. 
tarczą dla swych dzieci! Ona zmiażdżyła łeb węża 
piekielnego swą stopą dziewiczą, Ona skruszyła po- 
tężne herezje, Ona swym płaszczem Jasną Górę o- 
kryła, gdy Szwed ośmielił się na nią uderzyć. Więc 
i teraz ta Matka Boża ochroni Was przed podstę- 
pem wrogów i do świetlanej doprowadzi przyszłoś- 
ci. Amen II . 
Skończywszy przemowę, zaczyna O. Paulin pieśń 
do Matki Bożej: .Gwiazdo śliczna wspaniała, Czę-
		

/img0021_0001.djvu

			16 


stochowska Maryjo!..." i zazwyczaj z jej własną or- 
kiestrą wprowadza kompanję w progi drogiej świąty- 
ni. Po przyjściu do Wielkiego Kościoła milkną 
-trąby, a cała kompanja na kolanach oddaje hołd Pa- 
nu Jezusowi, w Najświętszym Sakramencie utajone- 
mu, przez trzykrotne odśpiewanie: ..Niechaj będzie 
pochwalony Przenajświętszy Sakrament". Następnie 
wchodzi kompanja do Cudownej Kaplicy. Rzecz to 
niełatwa, zwłaszcza jeśli kompan ja liczna, a kaplica 
już przepełniona wiernymi. 
Dwoje drzwi wiedzie z Wielkiego Kościoła do 
Kaplicy: jedne niedaleko Wielkiego Ołtarza z lewej 
strony, a drugie niedaleko chóru, że zaś oba wejś- 
cia są dość wązkie, więc potrzeba sporo czasu, za- 
nim wszyscy wejdą. 
Jeżeli kompanje przybywają po południu, są na 
litanji, potem na różańcu, a jeżeli posiadają własną 
orkiestrę. to takowa gra fanfarę na zasłonięcie Cu- 
downego Obrazu o godz. 4 m. 45. Pieśń do Matki 
Bożej, tęskna i rzewna, kończy spotkanie się dzieci 
z Matką Bożą. 


ROZDZIAŁ m, 


l--Y,,;.jHCIIE 4l),o KiI.A:i";ŁTO,łłł:) SRAt
!1Y.. 
1POK{j)..H'
 Kn"ij)'fli1';WNKif
';.. 


$koro pielgrzymi z pod figury św. Prokopa przez 
plac jasnogórski skierowują się ku pierwszej bramie, 
muszą przejść przez kamieniem wyłożony i łańcu- 
. chami opasany półokrągły plac. do którego wstępuje
		

/img0022_0001.djvu

			-17 - 


'Się po dwóch stopniach kamiennych. Ongiś, ile ra- 
zy król polski przyjeżdżał na Jasną Górę, w tern 
miejscu wychodził z karocy i resztę drogi pieszo 
przebywał. by okazać, że z hołdem i w pokorze przy- 
chodzi do Królowej Królów. Podobnież robili i wiel- 
cy panowie polscy, szlachta. senatorowie, idąc do 
świątyni Maryji z odkrytą głową. Lud zaś wiejski, 
zwłaszcza z Podlasia, Wołynia, Podola lub Lubelsz- 
czyzny (tak bywało przed ostatnią wojną), przybyw- 
szy do pierwszej bramy, nie odważał się nawet iść 
pieszo, lecz wlókł się aż do Cudownej Kaplicy na 
kolanach; ten zwyczaj i dziś niektórzy zachowują. 
Ogólnie jednak z osłabieniem wiary w narodzie je- 
dnocześnie idzie zmniejszenie czci dla miejsca świę- 
tego. W obecnych czasach dużo znikło z tych go- 
rących objawów pobożności, jakimi odznaczali się 
ojcowie nasi. Co zaś do zajeżdżania przed sam 
kościół, to pierwszy raz uczynili to Niemcy, lekce- 
ważąc sobie wszelkie narodowe tradycje i zwyczaje. 
Na tym dziedzińcu, kamieniem wyłożonym, jest 
zrobiony dość ładnie z kamieni herb, czyli godło 
zakonu 00. Paulinów: palma, na niej kruk, trzyma- 
jący w dziobie bochenek chleba, a pod nią, opiera- 
jące się na pień przedniemi łapami, dwa lwy. Herb 
ten ma taką historję: 
00. Paulini. stróże tego miejsca cudownego. 
biot." początek od św. Pawła, pierwszego pustelnika, 
który za czasów prześladowania Decjusza roku 247 
po Chrystusie, mając zaledwie 16 lat, opuścił bo- 
gaty dom ojcowski i, dla ściślejszego zjednoczenia 
się z Bogiem w samotności, udał się na pustynię 
niedaleko rodzinnego miasta Teb w dolnym Egip-
		

/img0023_0001.djvu

			1B 


cie. Tam przebył 98 lat wzupełnem od swiata oder- 
waniu, mając za towarzyszów dzikie zwierzęta, a za 
pokarm owoce palmowe i chleb, który mu kruk cu- 
downie codzień przynosił. Ubranie robił sobie z li- 
ści palmowych. Gdy umarł, CI przybyły z natchnie- 
nia Bożego św. Antoni nie miał go czem pogrzebać, 
wtedy z głębi pustyni przybiegły dwa lwy i grób do 
pochowania ciała' świetego łapami wygrzebały. Ta- 
kiż sam kruk, w dziobie bochenek chleba trzymają- 
cy, jest umieszczony na szczycie wieży Jasnogór- 
skiej, głosząc dobroć Opatrzności Bożej nad tern 
miejscem i zakonem 00. Paulinów. Żywot tego 
świętego pustelnika może być dowodem. jak długo 
żyć może człowiek, jeżeli prowadzi życie umartwio. 
ne i surowe. W dzisiejszych czasach bywa iJ\aczej: 
ludzie nie chcą słuchać o żadnem ogranicze- 
niu w jedzeniu, a jeżeli to robią, to jedynie z musu. 
Surowe i umartwione życie, twarde spanie, nocne 
czuwanie, szorstkie odzienie - uważają za odbiera- 
nie sobie zdrowia i życia, i dlatego myślą jedynie 
o tern. aby żyć najwygodniej, jeść szmacznie, a ob- 
ficie. I jakie skutki tego? Czy długo żyją? Prze- 
ciwnie. Doświadczenie wykazało, że im kto bar- 
dziej sobie dogadza, tern prędzej się starzeje i prę- 
dzej umiera. Ludzie zaś, którzy dożyli późnej' sta- 
rpści, sami przyznają, że długie swe życie zawdzię- 
czają umiarkowaniu i wstrzemięźliwości. Umartwie- 
nie więc roztropne nie zabija, nie skraca życia, ale 
je przedłuża. Możemy to sprawdzić nawet na Z8- 
konach: im surowsza reguła, tern zakonnicy dłużej 
żyją. Ta uwaga w dzisiejszych czasach bardzo jest 
potrzebna i warto ją często przypominać.
		

/img0024_0001.djvu

			19 


Ten dziedziniec z palmą ma wyobrażać każde- 
mu, przybywającemu na Jasną Górę, otwarte ramio- 
na, z jakiemi Matka Boska czeka na każde dziecko 
polskie, by je zobaczyć i łas1.:ami obdarować. Prze- 
szedłszy ten dziedziniec wchodzimy w bramę Lubo- 
mirskich. Brama ta wzięła swą nazwę od fundatora 
Jerzego ks. Lubomirskiego, który r. 1723 kazał ją 
z ciosowego kamienia wystawić i przyozdobić obra- 
zem Matki Boskiej oraz figurami: św. Michała Archa- 
nioła na szczycie, a św. Pawła, pierwszego pustel- 
nika, i św. Antoniego po bokach. Od tej bramy 
przez półkolisty placyk idzie się do drugiej bramy 
zwanej bramą króla Stanisława Augusta, przyozdo- 
biOllej białem popiersiem króla i wyobrażeniem 
sztandarów. Brama ta była wystawiona na przyję- 
cie króla, który pod koniec swego panowania zamie- 
rzył odwiedzić J,asną Górę i hołd Matce Najświętszej 
złożyć. 
Tutaj trzeba sięgnąć trochę: do historji Ojczy- 
zny naszej. Choć jeszcze przed królem Janem Ka- 
zimierzem, to jest przed ogłoszeniem Matki Bożej- 
Królową Korony Polskiej, wszyscy prawie królowie, 
zacząwszy od Władysława Jagiełły, odwiedzali Jasną 
Górę i dotychczas w skarbcu, muzeum i archiwum 
jasnogórskiem istnieją dowody ich pobożności, - to 
jednak od czasu, kiedy po sławnej obronie Często- 
chowy król Jan Kazimierz uroczyście i prawnie ogło- 
sił Hatkę Bożą Królową wszystkic!) ziem polskich, 
odwiedzanie Jasnej GÓl'y stało się nie tylko aktem 
pobożności i wiary, ale obowiązkiem. jaki zaciągał 
każdy król polski względem Matki Bożej-swej Kró 
lowej. Po Janie Kazimierzu pamiętali o tern wszyscy 
2
		

/img0025_0001.djvu

			20 


królowie, jedynie król Stanisław August Poniatowski 
zaniedbał tego obowiązku. Wprawdzie przypomina- 
no mu o tern i wobec coraz gorszego położenia kra- 
ju zwracano uwagę, że nie spełnił obowiązku oddc
- 
nia hołdu prawej Królowej Polskiej na Jasnej Gó- 
rze. - król, choć obiecał wreszcie ptzyjechać i 
bramę mu nawd specjalnie wystawiono. to jednak 
obietnicy tej nie spełnił. 
Czyż więc nie mogło to wpłynąć w wyrokach 
30żych, że król ten był ostatnim... l ten król wraz 
z całym narodem poszedł w niewolę... 
Niezbadane są wyroki Opatrzności Bożej; to 
tylko jest pewnem, że, kto uważa się za tak mi')dre- 
go, iż nie dba o światło i łaskę z góry, tego prę- 
dzej czy później Bóg opuści. Jest to największa 
kara dla człowieka, bo, zostawiony samemu sobie, 
zgotuje w końcu dla siebie i drugich tylko ruinę. 
Oby się to nie powtórzyło ze zmartwychwstał
 Oj- 
czyzną naszą, oby Matka Najświętsza odzyskała 
w niej dawną cześć, miłość i panowanie! 
Poza bramą Stanisława Augusta znajduje się 
zewnętrzny szaniec, okolony murem. W czasie oblę- 
żenia Jasnej Góry, wogóle w czasach niespokojnych, 
czuwali tu żołnierze, odpierając ataki nieprzyjaci6ł, 
z południowej strony fortecy. 
Trzecia- - to brama Matki Boskiej Bolesnej. 
postawiona na miejsce dawnej, zniszczonej podczas 
ostatnich szturmów. Odnowił ją przeor Kubarski w ro- 
ku 1891 i obił figurą Matki Najświętszej z ser- 
cem prz em. Za tą bramą znajduje się 
przekop, _I. 
 dawniej był most, stykający 
się bez -/ed@p. z rami, opasującymi wały klasz- 
#
		

/img0026_0001.djvu

			21 


torne. Most ten był zwodzony, opuszczano go w dzień, 
w nocy zaś lub w niebezpieczeństwie podnoszono, 
i klasztor był odcięty. Pod nim była fosa. czyli głę
 
boki rów, napełniony wodą. Oprócz tego, dokoła 
fortecznych wałów biegły zasieki, rowy i inne, do 
obrony służące fortyfikacje. W czasie oblężenia 
Szwedów, na moście tym rozgrywały się bohaterskie 
sceny. Zamyka go, czwarta z kolei, ciężka, waro
 
wna brama, z wizerunkiem fundatora Władysława 
OpolskiegD. Już z tego mostu po lewej stronie wej
 
ścia roztacza się uroczy widok: zielone fosy, których 
stoki zdDbią, lane z bronzu, wspaniałe stacje Męki 
Pańskiej na pięknych podstawach, wzniesionych 'Z pol
 
nych kamieni-dzieło Piusa Welońskiego. Stacje te 
hardzo dobrze przedstawiają się z wałów, każda ma 
swój odrębny wygląd i upiększenie. Nietylko stacje, 
.ale i caly park poza wałami pociąga oko pielgrzyma, 
zwracając jego uwagę na mozolne zabiegi i umieję
 
tność ogrodników. klasztornych, którzy na niewdzię
 
oCznej skale potrafili urządzić piękne kwietniki i wy
 
tworzyć tak miłą dli'. oka całość. 
Przeszedłszy most i czwartą bram
, zwaną ba
 
5ztOWą, li sięgającą czasów Jagiełły, wchodzi się już 
118 dziedziniec kościelny. Z prawej i lewej strony 
mamy wejście na wały, gdzie możemy dokładnie 
podziwiać stacje Męki Pańskiej oraz cieszyć oczy 
widokiem rozległej okolicy, z jednej strony ciągną
 
cej się aż do Śląska, z drugiej zaś ku ruinom zam
 
ku Olsztyńskiego, dającym się stąd widzieć dość do
 
kładnie. Po prawej stronie dziedzińca mamy bramę 
Potockich z ich herbem; przez nią przechodzi się 
na placyk koJo kościoła do dawnej dzwonnicy. Dziś
		

/img0027_0001.djvu

			22 


na tym placyku i na częSC\ wałów wre robota. za- 
częto bowiem budować krużganki do Komunji 
wię- 
tej; wskutek tego ta strona wałów jest na czas ro- 
bót zamknięta. 
Od strony pomnika ks. Kordecl
iego, nim roz- 
poczęto budowę krużganków. było widać dwa otwo- 
ry, jakby do lochów prowadzące. Mówią starzy lu- 
dzie w Częstochowie, jako o rzeczy pewnej. że od' 
tej strony klasztoru ciągną się lochy aż do samego 
Olsztyna; tego jednak nie sprawdzono. a wśzelkie- 
próby odnalezienia podziemnego przejścia nie dały 
żadnych wyników. Na tym placyku i na części wa
 
łó
 stanie piękny budynek, przeznaczony na spowie- 
dnicę wraz z okazałymi krużgankami do udzielania 
Komunji 
w. Plany są już wykonane 'przez archi- 
tekta Szyszko-Bohusza. Pociągnie to za sobą miljo- 
nowe wydatki, lecz 00. Paulini. ufni w ofiarność 
pielgrzymów, są mocno przekonani, że za lat parę 
Jasna Góra przyozdobi się jednem jeszcze monu- 
mentalnem dziełem. 


Gdy z opisanego placyku skierujemy swe kroki 
do kościoła. wzrok nasz spostrzeże rzecz niezwykłą: 
ponad drzwiami kościelne mi są dwa słoneczne zega- 
ry, w murach zaś tkwią gęsto kule armatnie z cza- 
sów szwedzkich. Zegar ma nam przypominać, że 
czas szybko leci i że z niego trzeba korzystać, a ku- 
le przype.minają o bohaterskiej obronie przed Szwe- 
dami, Nad drzwiami widnieje również napis po ła- 
Cinie: "Dornum tuam, Domine. deaet sanctitudo.- 
po polsku znaczy ..Domo
i Twemu, Panie, świę- 
tość przystoi". Ma on przypominać każdemu, że de.
		

/img0028_0001.djvu

			23 


5wiątyni Bożej trzeba wchodzić z sercem czystem i 
skruszonem. 
Do kościoła przytyka bezpośrednio jednopię. 
trowy budynek, ozdobiony dużym obrazem Matki 
Boskiej. Budynek ten mieścił pokoje królewskie, 
-dawniej bowiem stawali tutaj królowie, odwiedzający 
Jasną Górę, Pomięci7y tym budynkiem, a wejściem 
do kościołi:J, jest wązkie pr?'ejście, prowad7ące na 
wieżę. do której wchodzi się po prawej stronie przez 
drzwi żelazne. 
Tuta; poświęcimy słów kilka, celem zapozna. 
nia się z historją pokoi królewskich. Jak )UZ wie- 
my, królowie polscy uważali sobie za obowiązek 
odwiedzić Jasną Górę i tam .!:łożyć hołd Niebieskiej 
Królowej, Pierwszym z nich był Jagiełło, ostatnim 
August III-ci Sas. Niektórzy z królów, jak Zygmunt 
m.ci, W.ładysław IV, Jan Kazimierz, Jan lIl.ci So- 
bieski oraz Sasi, w czasie swych rządów bywali na 
Jasnej Górze po kilka razy, przebywając tu nieraz 
kilkanaście dni. Ponieważ dawniej klasztor nie był po- 
łączony z miastem, jak obecnie, do starej zaś C zęsto- 
chowy był kawał drogi, więc dla przyjeżdżającego 
króla najwygodniej było zamieszkać na Jasnej Gó- 
,rze, tembardziej, że każdy z nich przybywał nie w in- 
nym celu, jeno by złożyć hołd Jasnogórskiej Pani i 
kilka dni poświęcić na modłitwę, skupienie, po- 
znanie woli Bożej. Tu w ciszy, na ustroniu, w bliz. 
kości swej Opiekunki i Pani, mógł król bez przesz- 
kody oddawać się ćwiczeniom ducha. A że królo- 
wie często przyjeżdżali ze swemi małżonkami idzie. 
ćmi. nieraz też i same królowe ze swem otoczeniem 
odwiedzały Jasną Górę, rlie można więc było przy-
		

/img0029_0001.djvu

			24 


gotować mieszkań królewskich w klasztorze, gdzie- 
mieszkają 00. Paulini, lecz jedynie poza jego obrę- 
bem - stąd powstała potrzeba wybudowania spe- 
cjalnych mieszkań dla królów na Jasnej Górze. Bu- 
dynek ten sięga czasów Jagiellońskich, kilka razy 
wszakże został strawiony przez ogień, lecz odbudo- 
wywano go na nowo, zawsze jednak w ten sposób p 
by nie stracił pierwotnej swej formy i układu. W po- 
kojach królewskich były niegdyś wspaniałe urządze- 
nia, sprawione częścią kosztem królów, częścią kosz-- 
tem klasztoru. ale niemiłosierne pożary wszystko 
zniszczyły. 
Król zazwYGzaj . zamieszkiwał JJokoje frontowe 
na pierwszem piętrze i z nich przez okno, wychcr- 
dzące na dziedziniec kościelny, patuał na swoich 
poddanych, do stóp Matki Bożej dążącyc;h. Dwór 
zaś królewski, senatorowie i inni dygnitarze zamies.l- 
kiwali część tegoż samego budynku z lewej strony, 
której okna wychodzą n:t dziedziniec klasztorny. Pod 
mieszkaniem krć!a na parterze mieściła się dawniej 
apteka klasztorna. Obraz Matki Bożej, malowany na 
ścianie pokoi królewskich-to symbol panowania Ma- 
ryji nad Polską i uznania przez króla swej zależnoś- 
ci od Królowej Nieba. Jak z frontu pokoje królew- 
skie stykają się z kościołem, tak z przeciwnej stro- 
ny łączą się wązkim, krytym korytarzykiem z Cudo- 
wną Kaplicą, dokąd król mógł bez zwrócenia na 
siebie uwagi przechodzić ze swego mieszkania i w spo- 
koju oddawać się modlitwie. O! jakże pięknie i bu- 
dująco musiało być wtedy, gdy król i jego poddani 
korzyli się wspólnie u stóp Jasnogórskiej Pani, gdy 
król dawał wzÓr pobożności i gorącej modlitwy, a
		

/img0030_0001.djvu

			25 


wielkość swą i majestat opromieniał prawdziwą mą- 
drością z góry, uproszoną za przyczyną Matki Bo- 
żej! . To też rządził i kierował państ\'lem. ja
 mu 
sumienie kazało, a zawsze z Bogiem i Królową Nie- 
bieską. Oby i dziś kierownicy państwa byli temi 
cnotami przyozdobieni --=---- byłoby wtedy więcej spra- 
wiedliwości i pokoju na świecie. 
W pokojach królewskich w czasie wojny miesz- 
kał komendant austryjacki wraz z żandarmami, gdyż 
Jasna Góra była przez Niemc6w oddana Austryjakom; 
obecnie zaś w tych pokojach 00. Paulini umiesz- 
czają księż\l, przybył'ych na odpusta. 
Na zakończenie tego rozdziału przytoczę po- 
wody, dla których Niemcy po dziesięciomiesięcznej 
opiece oddali zarząd Jasnej Góry Austryjakom, choć 
cała Częstochowa z okolicą do nich należała. Nie- 
długo po wybuchu wojny rozeszła się wieść, że b. 
cesarz Wilhelm pragnie ofiarować drogie kamienie 

!) Cudownego Obrazu. Przez ofiarowanie tych dro- 
gich kamieni na Jasną Górę, pragnął władca Niemiec 
pozyskać sympatję Polaków, wiedział bowiem, że na 
Jasnej Górze złożone jest serce narodu całego. Wieść 
ta rozeszła się w Częstochowie zaraz na początku 
wojny, a powtórzyła się z rozmaitemi upiększeniami 
w październiku 1914 roku, kiedy Niemcy szli zdoby- 
wać Warszawę. Podstęp najeźdzcy przez cały naród 
instyktownie został odczuty i spowodował oburzenie, 
które w rozmaitych miejscach przyjmowało rozmaity 
wyraz. W pasie, zajętym przez Prusaków (ponieważ 
trzeba było mieć usta zakneblowane), ograniczane 
się do wewnętrznych aktów i prywatnych poufnych 
zwierzeń; tam zaś, 
dzie byli Moskale, cały jad ob,,-
		

/img0031_0001.djvu

			26 


rzenia i żółć, przepełniającą serca, wylewano na pa- 
pier. Prym pod tym względem trzymała Warszawa. 
A że w takich razach natura ludzka nie może się 
utrzymać w granicach słuszności, tembardziej, że i 
Moskale podszczuwali, by zohydzić Niemców w oczach 
naszych, - więc też rozsiewano wieści, nie mające 
z prawdą naj mniejszego związku. 
Ośrodkiem tego wszystkiego była Jasna Góra. 
Ukazały się po wsiach i miastach setki i tysiące ulo- 
tnych broszurek i gazet, w których prześcigano się 
wzajemnie w opisie Coraz brutalniejszych gwałtów, 
jakoby dokonywanych na świętem miejscu. Mówio- 
no o okradzeniu skarbca, a pastwieniu się nad star- 
cem - przeorem, o uwięzieniu niektórych zakonników, 
wypędzeniu ich z cel i zajęciu takowych przez żoł- 
dactwo, o zbezczeszczeniu świętego miejsca rozpu- 
stą oficerów i sztabu. o masowych rozstrzeliwaniach 
na Jasnej Górze, a nawet o wywiezieniu Cudownego 
Obrazu. 


Wieści o rzekomych świętokradztwach i zbez- 
czeszczeniu Cudownego miejsca przedostały się do 
francji, Anglji i Włoch, gdzie z tego powodu pow- 
stało oburzenie, podtrzymywane przez Rosję; z dru- 
giej strony cały naród polski, błędnie poinformowa- 
ny o g'J\'ałtach, rzekomo dokonanych na Jasnej Górze, 
burzył się, gotów do zemsty za sprofanowanie miejs- 
c
--świętego. A -przecież Niemcom trzeba było przy- 
jaciół, więc też, żeby ułagodzić opinję, cesarz Wil- 
he1m, w dowód życzliwości i czci dla sędziwego mo- 
narchy katolickiego, a swego sprzymierz.eńca, ces. 
franciszka Józefa, oddał mu pod opiekę Jasną aó-
		

/img0032_0001.djvu

			21 


ł'ę, która do końca wojny pod władzą Austryjaków 
pozostawała. 
Tak więc owe nieszczęsne drogie kamienie by
 
ły dla. Niemców przyczyną rozjątrzenia Polaków i 
utraty Jasnej Góry. 


ROZDZIAł:. IV. 


'1'1' ł .!I	
			

/img0033_0001.djvu

			28 


.. 


było przywabiać do swej religji katolików, a ponie- 
waż wiedzieli, jaką czcią otacza naród polski Jasną 
Gór
 i jak sobie ceni każde słowo, na Jasnej Górze 
usłyszane,-pragnęli więc zdobyć prawo odprawiania 
nabożeństw i wygłaszania kazań na Jasnej Górze, 
obiecując stąd sobie wielkie i pomyślne skutki w "na
 
wracaniu" katolil
ów. Gdyby to było możliwem, nie 
cofnęliby się przed gwałtem, by całą Jasną Górę 
wziąć w swe ręce; twierdzili nawet, że Cudowny 
Obraz z Rusi pochodzi, więc do nich należy. Lecz 
wobec gwałtu poruszyłby się cały świat katolicki, a 
bądź co bądź, Moskalom chodziło o opinję zagranicą. 
Nie odważyli' się przeto skasować klasztoru i 
usunąć 00. Paulinów, postanowili jednak coś przed- 
sięwziąć, by potrochu, nieznacznie dopiąć celu. Umy
 
śliIi więc umieścić pod Jasną Górą popa prawosła- 
wnego i oddać mu pod opiekę i w posiadanie kapli- 
cę św. Antoniego, by tam mógł dla pątników i swoich 
wyznawców odprawiać nabożeństwa. Miało to na ce
 
lu oswajanie powoli katolików z ceremoniami pra- 
wosławnemi i przygotowywanie gruntu pod przyszłe 
gwałty rządu. Mówiono, że w Warszawie był już 
przygotowany, z polecenia cesarza, papier urzędowy 
do biskupa włocławskiego i przeora klasztoru, ale 
energiczna postawa i śmiałe przeciwdziałanie bisku- 
pa lienryka Kossowskiego uniemożliwiły szatańskie 
zakusy prawosławia i Jasna Góra została wolna od 
intruza. Coprawda nie wyrzekli się oni całkowicie 
tej myśli, lecz innymi sposobami i więcej oględnie 
dąży!i niezmordowanie do urzeczywistnienia swych 
planów, aż dopóki sprawiedliwość Boża nie wymie- 
rzyła im surowej chłosty podczas wojny europej--
		

/img0034_0001.djvu

			- 29 


skiej. Jasna Góra z Cudownym Obrazem i kaplicą 
św. Antoniego pozostaje w tej samej chwale i ma- 
jestacie - a Rosja pogrążona w otchłań nędzy i nie- 
woli żydowskiej. Taki to los spotyka każdego, kto 
krzywdą bliźniego wielkim się stać pragnie, a kłam- 
stwem prawdę zwalczać usiłuje. 
Na prawo od kaplicy św. Antoniego prowadzą do 
wnętrza kokioła drzwi, wykonane w ]858 roku, rzeź- 
bione przez brc:.ciszka zakonnego Grzegorza Woźnia- 
kowskiego. Za wyjątkiem sklepienia, które po wykoń- 
czeniu restauracji jest odsłonięte, cały kościół, prócz 
prezbiterjum. zapełnia rusztowanie. Restauracje koś- 
cioła, rozpoczęta w 1912 roku pod kierownictwem 
architekta SzilIera i prof. Makarewicza, trwała do 
końca 1914 roku; od tego czasu, z powodu przerwy 
w napływie ofiar (kompanje bowiem z wybuchem 
wojny przestały przychodzić), musiano zaniechać 
dałszych robót, aż do chwili pomyślniejszej. W roku 
bieżącym klasztor, licząc na ofiarność pątnil
ów. roz- 
poczyna na nowo roboty restauracyjne, by jaknaj- 
prędzej uwolnić wnętrze kościoła od brzydkich słu- 
pów, regli i desek, Wykończone jest sklepienie we 
wszystkich trzech nawach i prawie całe prezbiterjum 
- pozostają jeszcze ściany boczne nawy i ołtarze. 
Całość wnętrza kośc
oła jest imponująca. Ściany 
wszystkie są zdobione imitacją marmurów, czyli po- 
kryte stiukami, _ sklepienia zaś pięknymi freskami 
pędzla Karola Dankwarta, Szweda, z XVII wieku, 8 
przy tern bogato złocone. 
Objaśnienia zacznijmy od Wielkiego Ołtarza, 
gdzie jest przechowywany Najświętszy Sakrament. 
Oddawszy pokłon:Panu Jezusowi. rzućmy okiem na
		

/img0035_0001.djvu

			30 


ołtarz. Piękna grupa Wniebowzięcia Najśw, Panny, 
wykonana podobno z jednej sztuki ciosowego ka- 
mienia, przedstawia się dla oka bardzo mile. U gó- 
ry ołtarza widać sędziwą postać Boga Ojca, a obok 
z krzyżem, po prawej stronie, postać Syna Bożego, 
wyczekującego na przywitanie unoszonej do Niebios 
Bogarodzicy. Duch Święty w postaci gołębicy dopeł- 
nia aktu Wniebowzięcia. figury świętych Aposto- 
łów Piotra i Pawła w górnej części ołtarza. figury 
czterech Ewangelistów pomiędzy filarami oraz posta- 
cie aniołów wspaniale harmonizują ze sobą. a w wy- 
konaniu całości znać artystyczną rękę rzeźbiarza. 
Po prawej stronie ołtarza umieszczony jest piękny 
tron biskupi. 
Ołtarz wielki, {undacja Chomentowskiego z ro- 
ku 1126, został zbudowany zamiast spalonego w 1690 
roku. W tym nieszczęśliwym roku, w dniu 16 lipca, 
w czasie rozpoczętego nabożeństwa w uroczystość 
Najświętszej Panny Szkaplerznej, na dacha
h klasz- 
toru nagle powstał silny ogień, rozniecony wiatrem 
od północy, wkrótce ogarnął gmach cały i wszystko, 
co tylko było najwspaniaJszego w Wielkim Kościele 
i klasztorze, w popiół obrócił. Straszny żywioł stra- 
wił najprzód wspaniałe urządzenie, drogie malowidła 
i portrety w pokojach królewskich; runęła następnie 
wysoka wieża drewniana z zegarowymi dzwonami, 
a ciężarem swym przebiwszy sklepienie kościoła, 
zapuściła ogień wewnątrz. Wtedy to spalony został 
wspaniały i rzadkiej budowy organ, następnie kosz- 
towne, misternie rzeźbione stalle około ołtarza, 
wreszcie piękne obrazy, przedstawiające wszystkie, 
doznane za przyczyną Maryji łaski i cuda. Z dymem
		

/img0036_0001.djvu

			3/ 


poszedł i piękny, w kondygnacje wzniesiony, cały 
złocony, wielki ołtarz. 
Prócz wielkiego organu, były _ieszcze w prez
 
biterjum dwa małe organki, po obu stronach; dotąd 
jeszcze są po nich ślady; używano ich prawdopobnie 
podczas mniej solennych nabożeństw. 
Sklepienie w prezbiterjum i całym kościele jest 
pokryte freskami, wyobrażaiącymi adorację krzyża. 
a pośrodku widzimy piękny obraz, przedstawifljący 
ukazanie się cesarzowi Konstantynowi znaku krzyża 
na niebie, z napisem: "Pod tym znakiem zwyciężysz!- 
W roku 1915 z lewej strony prezbiterjum prze- 
bito drzwi do zakrystji, w celu swobodniejszego do- 
stępu do ołtarza, w czasie wielkich zgromadzeń pą- 
tników. W lewej stronie prezbiterjum. od wejścia, u 
góry tkwi kula szwedzka. Przejdźmy teraz do innych 
ołtarzy. 
Wychodząc z prezbiterjum. pierwszy po pr"lwej 
stronie jest ołtarz Matki Boskiej Różańcowej; drugi 
- św. Jana Nepomucena, sukienka i biret na obra
 
zie są srebrne; trzeci - św. Stanisława biskupo 
i męczennika; czwarty - św. Augustyna; piąty- 
Narodzenia Pańskiego; a szósty pod chórem w pół- 
mroku - św. Marji Magdaleny. Przeszedłszy pod 
chórem na drugą stronę, napotkamy ołtarz św. Ka- 
zimierza królewicza, a potem kaplicę św. Pawła, 
pierwszego pustelnika. Jest ona z ciosowego ka- 
mienia. wewnątrz wyłożona marmurem, w stylu Odro- 
dzenia, i posiada trzy ołtarze, Naprzeciw drzwi - 
ołtarz ś-go Pawła: na obrazie przedstawiony ten świę- 
ty jako starzec, klęczący z lilją i palmą w ręku. 
Obraz okrywa srebrna sukienka - dar Zygmunta m.
		

/img0037_0001.djvu

			32 


W bocznym ołtarzu, po lewej stronie, znajduje się 
obraz św. Antoniego pustelnika, a po prawej w oł- 
tarzu obraz św. Hieronima. Wszyscy ci święci przez 
'Iiele lat prowadzili życie pustelnicze. Kaplica ta 
jest fundacji Denhoffów, dziedziców Kruszyny, po- 
chodzi z wieku XVII; w górnych cz
ściach kopuły 
posiada przepiękne freski z życia św. Pawła. Funda- 
toro
 ie spoczywają pod tą kaplicą, gdzie \II podzie- 
miach jest kilkadziesiąt trumien; pomiędzy nimi spo- 
czywa i jeden bispup. Wejście do tej kaplicy zamy- 
ka żelazna krata, posiadająca u góry herb zakonu 
Paulinów. t. j. palmę z krukiem i dwa lwy. 
W tej kaplicy dokonywały się zwykle obłóczy- 
ny nowych zakonników, pragnących poświęcić się na 
-służbę Matki Bożej w zakonie 00, Paulinów. Tutaj 
ich przyoblekano w biały habit i nadawano nowe 
imiona, jako symbol, że przestali żyć dla świata, a 
zaczęli życie dla Jezusa i Maryji. 
Schodząc ze stopni, na przeciwległej stronie 
kościoła, nad drzwiami, prowadzącemi do krużgan- 
ków a stąd do Cudownej Kaplicy, ujrzymy scenę 
z życia św. Pawła. Przedstawia on" tę chwilę, kie- 
dy św. r ntoni odwiedza na puszczy Tebańskiej św. 
Pawła, a kruk przynosi im cały bochenek chleba. 
choć przedtem samemu św. Pawłowi przynosił tylko 
pół bochenka. Ponad tem widnieje duża palma 
i dwa lwy - godło zakonu. 
Idąc dalej, mamy w bocznej nawie po prawej 
ręce ołtarz, przedstawiający pokłon trzech królów, 
Ił potem przystajemy przed kaplicą, właściwie dwie- 
ma kaplicami: górną i dolną. Do górnej prowadzą 
podwójne kamienne schody z poręczami, a do dol-
		

/img0038_0001.djvu

			d. 


Tlej żelazne stopniej obie są zamykane żelaznemi 
kratami, Górna kaplica mieści w sobie Cudowny 
Obraz Matki Boskiej Kodeńskiej, a dolna, posiadają- 
ca trzy ołtarze, ma ściany wyłożone szklanemi wi
 
trynami, poza które mi znajdują się szczątki świę
 
tych, czyli relikwie, i dlatego nosi nazwę kaplicy 
św. Relikwii. 
O tych dwóch kaplicach trzeba wzmianki ob
 
szerniejszej. 
Kaplica górna, fundacji Jabłonowskich, których 
herb 
idnieje u góry nad drzwiami, a grobowiec 
z prawej strony mieści prochy jednego z fundato
 
rów, miała z początku nazwę Aniołów Stróżów, gdyż 
rozszerzanie ich czci zostało przez Stolicę Świętą 
-powierzone zakonowi 00. Paulinówj potem przybra
 
la nazwę Pana Jezusa Nazaretańskiego, a w końcu 
Matki Boskiej Kodeńskiej. Pamiątką pierwszej na- 
zwy jest obraz św. Michała Arch:mioła w - bocznym 
ołtarzu, bardzo dobrego pędzIaj d.1wi\iej był on w głó
 
wnym ołtarzu. Pamiątką drugiej nazwy - figura 
Pana Jezusa, obecnie znajdująca się u góry nad 
obrazem. Do tego P4łna Jezusa ludzie mają gorące 
nabożeństwo i otrzymują wielkie łaski. 
Historja obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej jest 
"bardzo ciekawa. Według zdania kronikarza hiszpań- 
skiego, Fryderyka Henryka de Ribera, z XVI wieku, 
św. Łukasz, który równie znakomicie rzeźbił, jałt 
malował, wyrzeźbił statuę, podobną do tej, jaką wi- 
dzimy na tym obrazie. Ta statua, z rozkazu cesa- 
rza Konstantyna, razem z relikwiami Apostołów 
św. Łukasza i św. Andrzeja, została przeniesiona do 
Konstantynopola roku 336. Z biegiem lat dostał'a
		

/img0039_0001.djvu

			34 



ię do Rzymu i tam zasłynęła cudownem usmlerze- 
niem dżumy, podczas której obnoszono ją po uli- 
cach. Gdy w 595 roku św. Leander w Hiszpanji 
był złożony nieuleczalną chorobą, papież posłał 
u 
tę statuę z Rzymu. i chory odzyskał zdrowie. Po. 
zawojowaniu Hiszpanji przez Maurów, chrześcijanie, 
bojąc się, aby statua nie wpadła w ręce ł"liewiernych, 
ukryli ją z ciałem św. Fulgentego w jednej z pieczar 
przy rzece Gwadalapie. Tam pozostała przez 600 
lat i odkrytą została cudownym sposobem; dziś 
w miejscu znalezienia wznosi się wspaniała świąty- 
nia. a w niej figura Matki Boskiej. 
Papież Grzegorz Wielki. chcąc mieć pamiątkę 
tej figury, kazał zrobić jej wizerunek na płótnie 
i umieścił w swej kaplicy w Rzymie. Sława o cu- 
dach tego obrazu rozeszła się po całym świecie, 
Dowiedział się o nim Mikołaj Sapieha, który od 
wielu lat cierpiał na straszne bóle w stawach. Wy- 
brał się tedy do Rzymu w roku 1634, był na posłu- 
chaniu u papieża Urbana VIII, który potem zabrał 
go z sobą na Mszę św., odprawioną przed wizerun- 
kiem Matki Bożej w.kaplicy papieskiej. Podczas Mszy 
św. Sapieha, modląc się z wielkiem skupieniem i żar- 
liwością. został cudownie uleczony. Zapłonął tedy 
taką wdzięcznością i miłością dla Matki Bożej w tym 
obrazie, że nie mógł pogodzić się z myślą, iż wkrótce 
przecież przyjdzie mu się z cudownym obrazem po- 
żegnać. Znając jednak ducha swoich czasów i cześć, 
jaką otaczali ten obraz Rzymianie. wiedział dobrze, 
iż niema takiej ceny, za którąby obraz święty do- 
hrowolnie odprzedano. Pragnąc tedy posiąść obraz. 
wyzyskał zbyt luźne sumienie i chciwość Włocha
		

/img0040_0001.djvu

			---
 
'I 

.... 1l . 
\ 
 I 
. I } 

 
"'D'" 
\ ł 
. t 
.; ,- 
1.. 
. .;- ,J 1 

ir 
l' 
., 
 
l . 
 .. 
'- :;.... 
" ',I . ! 
, 
t -
 
 i
 i 
... " 
, f 
v 
I j 
 
t 
 
 \i r 

 'ł 
.'-1 .... , .. .,...,.......,.....-
\ r 
.. . J_I 
I' I i 
f 
-- 

 ';<
. - .... 
łf , -- tłU 

 ._-....
 ł .. I , 


. 


KlIpliclI Cudownego Obrllzu 
Mlltki Boskiej Częstochowskie 
nil Jllsnej Górze.
		

/img0042_0001.djvu

			-35- 


zakrystjana i ten za wielką sumę pieniędzy potaje- 
mnie w nocy wyjął obraz z ołtarza i wydał go Sa- 
pieże, wraz z kilkunastu bardzo drogiemi relikwiami. 
Sapieha, jak złodziej, nie pożegnawszy się nawet 
z papieżem. uszedł z Rzymu z cenną pamiątką, za- 
cierając za sobą ślady. 
Po kilku tygodniach wszystko się wykryło i pa- 
pież zażądał zwrotu obrazu i relikwii; sprawa oparła 
się o króla Władysława IV, który wstawiał się za 
Sapiehą, ale papież nie dał się zmiększyć -i, prócz 
zwrotu. jako pokutę nałożył: rok więzienia, ofiarę na 
kościół i pieszą pielgrzymkę do Rzymu. Gdy Sa- 
pieże odczytano wyrok papieski, odezwał się: "Od- 
dam połowę swych majętności, nie rok, ale. więcej 
będę siedział w twierdzy. do Rzymu pieszo pójdę. 
wszystko zrobię, ale Obrazu Cudownej Matki Bożej 
nie oddam". Papież rzucił na Sapiehę ekskomuni- 
kę, ale ten i wtedy nie uległ. W Polsce tymcza- 
sem zaczęły się spory religijne i kwest ja małżeństwa 
króla z protestancką księżniczką: Sapieha na sejmie 
przybrał postawę tak zdecydowaną i śmiałą w obro- 
nie katolicyzmu, że ujął sobie biskupów i legata 
papieskiego. który go przedstawił papieżowi, jako fi- 
lar religji katolickiej w Polsce. Z drugiej strony Sa- 
pieha był zbyt pobożnym, aby mu nie ciążyła Idą- 
twa papieska. To też r. 1635 pojechał do Rzymu 
i tak ujął papieża swem bezgranicznem umiłowaniem 
Cudownego Obrazu, że papież nietylko zdjął z nie- 
go ekskomunikę, ale i darował mu skradziony cbraz. 
Wróciwszy z Rzymu. Sapieha z wielką pompą 
i uroczystością umieścił Cudowny Obraz w kościele 
w Kodniu, który przez ten czas. dla przyjęcia tak 
3
		

/img0043_0001.djvu

			- 36- 


wielkiego gościa, odnowić kazał. Roku 1680 kościół 
w Kodniu zgorzał, ale obraz uratowano; w sześć lat 
potem stanął już tam kościół nowy. W roku 1725, 
bullą papieża Innocentego XIII, obraz ten został uko
 
ronowany, a w 1875 roku, t. j. w 150 lat po korona
 
cji, przywieziony na Jasną Górę i umieszczony w tej 
kaplicy. Obraz ten bywa nazywany albo Matki Bo
 
skiej Gwadalupańskiej, albo Gregorjańskiej, albo Ko- 
deńskiej. Z Kodnia usunęli Cudowny Obraz Moskale, 
którzy zabrali wspaniały kościół i zamienili na cer
 
kiew, obraz zaś kazali zapakować i bez żadnych ce- 
remonji i procesji przewieźć do Częstochowy. Po- 
dlasiacy mają wielkie nabożeństwo do tej Matki Bo- 
żej, gd.yż z ich okolic pochodzi i, gdy są na Jasnej 
Górze, zawsze ich pełno w kaplicy. Taka to histo- 
rja tego obrazu. 
Obecnie obraz ten czeka tylko chwili, by mógł 
wrócić do swego miejsca, t. j. do Kodnia, bo spra- 
wiedliwy Bóg w tej wojnie pokarał suro.vo Moskali 
i wypędził z granic Polski, a biskup podlaski zgłosił 
już swe prawa do tego obrazu w celu przeprowa- 
dzenia go na dawne miejsce, gdzie będzie otoczony 
większą czcią' i nabożeństwem. 
Kaplica dolna należy do naj starszych części 
kościoła jasnogórskiego. W niej umieszczone są za 
szkłem relikwie świętych, a jest ich bardzo wiele, 
i niektóre sięgają pierwszych wieków chrześcijaństwa. 
Na ołtarzu św. Walentego, z prawej strony, w sre- 
brnych relikwiarzach są dwie głowy: św. Honorata 
i ŚN. Kandydy, sprowadzone w 1682 roku z wielką 
uroczystością na Jasną Górę. ..Skąd jest aż tyle 
relikwii?" pomyśli sobie niejeden. Pochodzi to stęd,
		

/img0044_0001.djvu

			37 


'Że ilekroć mOZ'11 panowie jeździli do Rzymu, prawie 
zawsze przywozili od papieża relikwie; podobnież 
i sam papież niejednokrotnie na prośbę Polaków 
przysyłał kości błogosławionych i świętych. Skoro 
więc relikwie doszły do Polski, zwykle cząstki tako. 
wych ofiarowywano na Jasną Górę. Gdy pątnicy 
wchodzą do tej kaplicy, l
ażdy wyszukuje kości swe- 
go patrona, a znalazłszy, c3łuje pobożnie z pra- 
gnieniem, by B0g za przyczyną Najśw. Panny raczył 
-obudzić w nim tego ducha pobożności i świętości. 
jakim pałał ów święty. Z kaplicy tej, ciemnej i w zie- 
mi ukrytej, wieje duch bohaterski pierwszych chrz
- 
SCIJan, którzy, modląc się w takich podziemiach. 
katakumbami zwanych, zapalali się tak wielką mi- 
łością wiary świętej, że chętnie w jej obronie krew 
przelewali. 
Wyszedłszy z kaplicy relikwii, po prawej stronie 
'mamy ołtarz św. Franciszka Ksawerego; święty przed- 
stawiony jest tu, jalm apostoł Indji, udzielający chrztu 
poganom. Pod statuą znajduje się obraz św. Dyda- 
ka, pomazującego ślepemu oczy oliwą z przed ołta- 
rza Matki Boskiej. 
Obraz w następnym ołtarzu przedstawia św. Łu- 
kasza, malującego wizerunek Matki Bożej. W górze 
-pobożne dziewice proszą świętego, żeby im odmalo- 
wał Oblicze Matki Bożej; niżej jest obraz Tadeusza 
Judy, Apostoła. Widzimy w końcu ołtarz św. Anny. 
W górze - Najśw. Panienka wśród grona aniołów; 
w środku św. Anna z maleńką Maryją, a niżej - 
obraz, przedstawiający św. Wincentego Ferraryusza t 
wskrzeszającego zamordowane i na kawałki pokra- 
jane dziecko.
		

/img0045_0001.djvu

			.38 


Po obejrzeniu i poznaniu ołtarzy i kaplic, trze- 
ba teraz zbadać sklepienie i freski, jakie tam się 
mieszczą. Wspominałem już o freskach w prezbi- 
terjum. więc je tutaj pominiemy, a zwrócimy swój 
wzrok na sklepienie -w głównej nawie. Ponad chó- 
rem w środku jest przepiękny obraz, przedstawiają- 
cy w dali, na tle jasnych promieni, Jasną Górę, a 
pod nią - nawała szwedzka. pobita potęgą Często- 
chowskiej Pani. Drugi wyobraża króla Jana Sobie- 
skiego i jego maUonkę Marysieńkę, którzy na kola- 
nach ofiarowują spuszczającej się ku nim Matce 
Bożej dary serc i dusz swoich; król Jan III na od- 
budowanie i upiększenie kościoła, spalonego za je- 
go panowania, dał hojną ofiarę, dlatego zamiesz- 
czono tutaj jego podobiznę. 
Na samym środku sklepienia jes na miedzia- 
nej blasze malowany obraz Matki Boskiej Często- 
chowskiej. oprawiony w złocone ramy; pochodzi on 
z końca XVII wieku, t. j. z czasów odbudowania 
spalonej świątyni, gdyż na obrazie nie widać ko- 
ron. Z tego obrazu nadzwyczaj miłego. o spokoj- 
nym i anielskim wyrazie twarzy, spogląda na swe 
dzieci Maryja i wita je, zanim wejdą do kaplicy. 
Wszystkie inne freski opiewają łaski i cuda, za 
przyczyną Matki Bożej dokonane, lub też są to figu- 
ry i symbole Jej cnót i doskonałości. Na uwagę za- 
sługuje kilka w nawie głównej. Jeden przedstawia. 
jak Matka Boska uwalnia niewinnego z więzienia 
i otwiera 'mu bramy; drugi - jak Maryja karmi gło- 
dnego żebraka; trzeci - jak chłopcu, powieszonemu 
przez swawolę rówieśników i uduszonemu, Maryja 
życie powraca; czwarty - jak młodą dziewczynę, za
		

/img0046_0001.djvu

			-39 - 


rzekome czary niewinnie na śmierć przez spalenie 
na stosie osądzoną, Maryja osłania swą suknią i od 
śmierci wybawia; piąty - jak Maryja wyciąga toną- 
cych w morzu; szósty - jak Maryja Najświętsza 
w postaci gwiazdy morskiej przyświeca samemu ma- 
larzowi Dankwartowi, kiedy ten. po rozbiciu okrętu 
na morzu Baltyckiem. bez Jej pomocy nie uszedłby 
niechybnej śmierci, i wiele innych. Całe skle- 
pienie ma piękne ozdoby gipsowe na tle złoconem. 
Wielki kościół ma 112 łokci długości. 36 sze- 
rokości i 50 wysokości. Co do czasu powstania bu- 
dowy, można go podzielić na dwie części: część, da- 
'wniej zbudowana. jest węższa i rozciąga się od 
Wielkiego Ołtarza do sygnaturki; część druga. zbu- 
dowana później. podzielona jest filarami na trzy na- 
wy. W środkowej. znacznie wyższej od bocznych, 
mieści się ambona i chór z małym organem, gdyż 
dawny wielki, sprawiony przez prymasa Szembeka 
w 1725 roku, popsuł się i został rozebrany w 1910 
roku. O sprawieniu nowego myśleli 00. Paulini, 
ale wojna pokrzyżowała ich plany. 
Poznawszy kościół. przejdziemy teraz na Salę 
Rycerską. 


ROZDZIAŁ V. 


SAiJA-łł- n.1:CIEIlł.SKA. I OBRAZY 
HiSTORYCZNE. 
Szerokie, wygodne schody prowadzą z parteru, 
t. j. r; dolnych korytarzy, do widnej, od strony pół- 
nocnej oświetlonej szeregiem okien sali, nazwane
		

/img0047_0001.djvu

			- 40- 


Salą Rycerską. Na samo wspomnienie "rycerska
 
każdy spodziewa się tutaj ujrzeć jakieś starożytne 
zabytki rycerstwa polskiego, lub wogóle coś, co ze' 
stanem rycerskim jest związane. a tymczasem spo- 
tyka salę, co prawda okazałą, obrazami i portretami 
białych zakonników przyozdobioną. ale pozatem oko 
nie dostrzega nic rycerskiego. A przecież nazwa 
.sala rycerska« musi mieć jakiś powód i przyczyn,.- 
Zaraz wyjaśnię: 
Na sali tej. w czasie pobytu królów pol- 
skich na Jasnej Górze. odbywały Stę narady z se- 
natorami i szlachtą nad stanem' i obroną Rzeczy- 
pospolitej. Takie obrady miały kilka razy miejsce' 
za Jana Kazimierza po odpędzeniu Szweda od Czę- 
stochowy, gdy król wrócił ze Spiżu. Jeden z obra- 
zów, mianowicie szósty od ołtarza, przedstawia ta- 
kie posiedzenie króla Jana Kazimierza ze szlachtą.. 
A że wtedy każdy szlachcic był rycerzem, bo nosił kara- 
belę. i na szlachcie spoczywał przywilej i obowiązek 
bronienia Ojczyzny, więc też nazwano takie obrady 
obradami króla z rycerstwem polskiem. a salę, na 
której się odbywały. "salą rycerską". Możnaby 
i z innego względu nazwać tę salę "rycerską-, a' mia- 
nowicie, że na niej są porozwieszane portrety bia- 
łych rycerzy. co prawda, nie rycerzy oręża, ale ry- 
cerzy ducha. Cały bowiem szereg tych dostojnych 
męzow, których portrety oglądamy na tej sali. to 
pionierzy prawdy. miłośf;i Ojczyzny i wielkiego po- 
święcenie dla Kościoła i Jasnej Góry. Jest tam por- 
tret bohatera w białej sukni, O. Augustyna Korde- 
ckiego, który. aczkolwiek nie umiał władać bronią i 
wojskowe
o rzemiosła się nie uczył, to jednak
		

/img0048_0001.djvu

			- 41 - 


w obrońcach Jasnej Góry hartował ducha rycerskje
 
go. a choć w Polsce wszyscy o skuteczności oporu 
przeciwko Szwedom zwątpili, on nie zwątpił i pod 
okiem Matki Bożej zwyciężył. 
Jest tam również podobizna błogosławionego 
Stanisława Oporowskiego, pogromcy herezjarchów 
i sprawcy licznych cudów; O. Izydora Krasuskiego. 
dzielnego obrońcy twierdzy Jasnogórskiej podczas 
drugiego napadu Szwedów w 1702 r. (on to rozpo
 
czął budować wyniosłą wieżę na Jasnej Górze); 
O. Konstantyna Moszyńskiego, późniejszego biskupa 
Inflanckiego, który wystarał się o koronację Cudo
 
wnego Obrazu w 1717 r. i kilkakrotnie był obiera
 
ny na prowincjała; O. Andrzeja Gołdonowskiego, 
męża uczonego, światłego, za którego staraniem 
powstał kościół św. Barbary, a przy nim nowicjat 
00. Paulinów w 1646 roku; O. Tobjasza Czechowi
 
cza, 5 razy obieranego na prowincjała, za którego 
rządów klasztor i kościół padly ofiarą pożaru. a po
 
tem były na nowo'" odrestaurowane. Wszyscy ci 
biali rycerze mają brody i zarost, gdyż zakon 00. 
Paulinów, pochodzący od św. Pawła, pierwszego pu- 
stelnika, zacho'Wywał dawne zwyczaje, ale od po- 
czątku XIX wieku, t. j. od czasów księstwa War
 
szawskiego, zwyczaj ten zaczął zanikać i obecnie 
ojcowie zarostu nie noszą. 
Na tej sali w dniu 28 lipca 1920 roku około 
2500 Górnoślązaków z Rozborku i okolic pod Byto
 
miem otrzymało błogosławieństwo od 18 biskupów 
polskich, którzy wtedy mieli zjazd na Jasnej Górze. 
Piękną i rzewną była chwila, kiedy tylu pasterzy 
wzniosło swe prawice, by błogosławić na dolę i nie-
		

/img0049_0001.djvu

			- 42- 


dolę wierny Kościołowi i Ojczyźnie górnośląski 
lud. Poczciwi Górnoślązacy płakali, widząc tylu pol
 
skich biskupów l i pokrzepieni ich błogosławieństwem, 
z nowemi siłami szli do domów swoich. Przy tej 
sposobności Ks. Kardynał
Prymas serdecznie. choć 
krótko. przemówił do uradowanych drogich gości, 
życząc im łaski 
 nieba i jaknajszybszego z 'nami 
połączenia. 
Sala ta dawniej służyła do dysput teologicz
 
nych i filozoficznych w uroczystości św. Tomasza i 
św. Katarzyny. a obecnie służy jako spowiednica 
i miejsce do słuchania Mszy św. w niedzielę i świę
 
ta dla uczącej się młodzieży. Okna Sali Rycerskiej 
wychodzą na ogródek, z figurą Matki Boskiej, zwa- 
ny wirydarzykiem Najświętszej Panny. Obok ołta- 
rza 2 lewej strony są drzwi do cel zakonników 
i tamtędy idzie się do biblioteki. drzwi zaś szklane 
z drugiego końca prowadzą do rozmównicy. Za sa
 
lą z praw
j strony, od wejścia ze schod6w, jest 
. 
chór z barjerą; tam podczas uroczystości grywała 
orkiestra, lub śpiewały chóry. Tamtędy prowadzą 
schody na wyższe piętra. lecz dziś, wejście jest za
 
murowane. 
Przypatrzmy się teraz tym obrazow, dużym, 
u góry półkolistym. których jest dziewięć. Obrazy te, 
dzieło nieznanego malarza, prawdopodobnie kt6re
 
gaś z braci zakonnej, zdradzają dużo talentu i po
 
chodq z połowy XVIII wieku. Jest tu przedstawio
 
na historja Jasnej Góry w najważniejszych jej chwi.. 
lach. Zaczniemy od ołtarza.
		

/img0050_0001.djvu

			SPROW AIł)
ENIE 
-UUDOW
IE1;O @l'm1RtA
1U MATKIl BOSKIEJ 
'NA JA
M
 GÓRĘ W :i3
2 R. 


estatni król z rodziny Piastów. Kazimierz Wiełki, 
umarł. nie zostawiwszy potomka płci męskiej. Po 
nim zasiadł na tronie polskim siostrzeniec jego. Lu- 
dwi.k. król węgierski. Ten wyjątkowe powziął zau- 
fanie do krewniaka swego. Władysława, księcia Opol- 
skiego, darząc go wysokiemi dostojeństwy w Polsce 
i czyniąc go panem ziem polskich i ruskich. Pomię- 
dzy innemi darował mu starostwo olsztyńskie z oko- 
licami Częstochowy. W roku 1382. kiedy umarł król 
Ludwik. dobroczyńca księcia Władysława. a Ruś pod- 
daną została pod panowanie książąt litewskich, ksią- 
żę Władysław musiał ustąpić z nadanej mu krainy 
ruskiej i wrócić do swych posiadłości na Śląsku. 
Pomiędzy drogocennemi rzeczami, jakie uwo- 
ził z sobą z zamku Bełzkiego, znajdował się także 
prastary Obraz Cudowny Matki Boskiej. Oddawna 
książę pragnął przenieść do księstwa swego na Ślą- 
sku tę świętą pamiątkę chrześcijaństwa i umieścić 
w grodzie Opolu. Kiedy już' wszystkie przygotowa- 
nia były poczynione do drogi i obraz włożono na 
'wóz. wspaniale urządzony, nie można było ruszyć 
z miejsca. Książę, padłszy na kolana. ,błagał Pana 
Zastępów, za przyczyną Maryji, o radę, jak ma po-
		

/img0051_0001.djvu

			-«- 


stąpić. Wtedy po dwakroć odebrał we śnie objawie
' 
nie, aby Obraz Cudowny złożył na Jasnej Górze 
pod Olsztynem. Idąc za wolą Bożą. z łatwością już 
zabrał Obraz i, przybywszy na cudownie wskazane 
miejsce, umieścił wizerunek Bogarodzicy w starym.. 
drewnianym kościołku. Za zezwoleniem Jana z Ra
 
dlic, biskupa krakowskiego, sprowadził z Węgier za
 
konników świętego Pawła, pierwszego pustelnika, 
zwanych Paulinami, i tych na Jasnej Górze osadzil. 
Było to dnia 9 sierpnia 1382 roku. Paulini otrzy
 
mali nowowzniesiony klasztor i kościół z kaplicą, 
w której umieszczono Cudowny Obraz Najświętszej 
Panny. Nadto książę Władysław hojnie upos
żył 
klasztor nadaniem mu wsi Częstochówki i Kawodrzy, 
oraz rozmaitych dziesięcin z kilkunastu wsi, w róż
 
nych powiatach położonych. Po księciu Opolskim 
król Władysław Jagiełło otoczył szczególniejszą opie
 
kOl klasztor Jasnogórski i w roku 1393 nadał mu Ii
 
czne przywileje, podarował wsie Grabówkę. Szarlej
 
kę i Lgotę, w roku zaś 1414 jeszcze dołączył wieś 
Kalej w powiecie Krzepickim, wkładając na Ojców 
Paulinów obowiązek odprawiania codziennie jednej 
Mszy $więtej za siebie, za królowę, Jadwigę, za 
drugą żonę swą Annę i za wszystkich poprzednich 
królów polskich. 


NAP AD HUSYTÓW NA JASN
 GÓR.Ę 
R. Jl4UIO. 


Sława Częstochowskiego Obrazu, rozszerzając się 
coraz głośniej i dalej, nie tylko z Polski, lecz i z są
 
sie dniego $ląska, Moraw, Prus i Węgier. zwabiała t y-
		

/img0052_0001.djvu

			45 - 


siące pielgrzymów. Przybywając tutaj, ubożsi przy- 
nosili miedziane grosze w ofierze na światło, lub 
skromne zapasy w naturze na potrzeby 00. Pauli- 
nów; bogatsi pozostawiali srebro, złoto i klejnoty. 
8 wszyscy wynosili światło rozumu. moc ducha, hart 
woli i pokój Boży w sercach swoich. A że ludzie 
w owe czasy łatwo ulegali bujnej wyobraźni. nic 
więc dziwnego, że wiadomość o nagromadzonych 
skarbach na Jasnej Górze przybrała tak wielkie roz- 
miary. iż wzbudziła pożądliwość znanych w owe cza- 
sy rycerzy-rozbójników. Onito wykonali pierwszy 
napad na Jasną Górę w 1430 r. pod dowództwem 
Fryderyka Ostrogskiego, księcia ruskiego. z liczną 
zgrają łotrów, podających się za Czechów-Husytów. 
Husyci była to sekta, która powstała w Czechach 
na początku XV stulecia. zbuntowała się przeciw 
zwierzchności i zaczęła burzyć kościoły i klasztory. Ci 
kacerze, pod dowództwem Mikołaja Trocznowa i Żyż- 
ki, zniszczyli ogniem i mieczem całą krainę czeską. 
a w niej 550 kościołów i do 115 klasztorów. Ich to 
zwolennicy napadli na Jasną Górę, kilku zakonników 
zamordowali, innych rozproszyli i wszelkie koszto- 
wności i ozdoby złupili. Z kolei rzucili się święto- 
kradzko na obraz Matki Bożej. wyrwali Go z ołta- 
rza i, włożywszy na wóz, chcieli z sobą zabrać. Nikt 
w okolicy, wówczas wyludnionej, pomocy dać nie 
mógł. Zdawało się, że Obraz Cudowny zabrany zo- 
stanie przez kacerzy. Atoli Sama Królowa Niebios 
stanęła w Swej obronie. Stał się cud, bo zaledwie 
przywieziono Obraz na miejsce, gdzie dziś stoi ko- 
ściół św. Barbary. konie, ciągnące wóz, pomimo 
wszell
ich wysiłków, ruszyć dalej nie mogły.
		

/img0053_0001.djvu

			- 46- 


Wtedy jeden z bezbożników w gnięwie rzuca 
Obraz z gwałtownością o ziemię i rozbija go na trzy 
części; nadbiega drugi bluźnierca, uderza po dwa
 
kroć szablą w prawy policzek wizerunku Maryji i czy
 
ni na Nim, do dziś widzialne, dwie szramy. Kiedy 
trzeci raz się zamierzył. nie mógł zgiąć podniesio
 
nej ręki, padł na ziemię i wyzionął ducha. Inni zło
 
czyńcy, widząc karę Bożą, pouciekali. 
Na miejscu. gdzie Obraz stanął nieporuszony, 
wytrysło źródło czystej wody, którą obraz obmyto. 
lródło to do dziś dnia przy kościołku św. Barbary 
istnieje. Tu na pamiątkę postawiono najprzód krzyż 
drewniany, potem statuę kamienną, a wreszcie w ro- 
ku 1646 wzniesiono kościół Świętej Barbary z no- 
wicjatem, dla mających chęć poświęcić się na służ- 
bę Maryji w zgromadzeniu 00. Paulinów, Chociaż 
niektórzy napad Husytów na Jdsną Górę oznaczają 
na rok 1430, to jednak jest rzeczą pewną, że nastą- 
pił on przed rokiem 1424, w tym bowiem roku Wła- 
dysław Jagiełło wydał na uchwale w Wieluniu suro- 
we kary na Husytów. a także zakazał dostarczania 
do Czech broni i żywności. Uchwała ta wywołaną 
zapewne została napadem na Jasną Górę. rabunkiem 
i znieważeniem Obrazu Cudownego. Król Jagiełło 
zbezczeszczony Obraz oddał pod dozór biskupa i 
Senatu krakowskiego. a następnie rozkazał najbie- 
glejszym mistrzom malarstwa i rzeźby uszkodzony 
Obraz do pierwotnego przywrócić stanu. Ci z ła- 
twością spoili rozbite części, ale znaków od cięcia 
szabli w żaden sposób zamalować ani zatrzeć nie 
mogli. Tak król jak i Stany poznali w tern widoczny 
znak Boży, aby to zdarzenie pozostało upamiętnio-
		

/img0054_0001.djvu

			- 47- 


nc na Obrazie i było z jednej strony groźbą i upo- 
mnieniem dla bluźnierców Maryji. a z drugiej strony 
pobudką do głębokiej czci i uwielbienia Jej Naj- 
świętszego Imienia. Złota blacha na Obrazie po- 
chodzi z tego cz'asu, jako dar Jagiełły. 
Król i Stany, ozdobiwszy pięknie Obraz. roz- 
kazali uroczyście w procesji odnieść go z powrotem 
na miejsce przeznaczenia, na Jasną GÓrę. Cóż to 
za piękna musiała być procesja przez wzgórza i bło- 
nia krakowskie! Przeszło dwadzieścia mil ciągnący 
się pochód przeszedł przez Olkusz, Pilicę, Żarki i 
Olsztyn. Był to prawdziwy tryumf ł{rólowej po tak 
strasznej. barbarzyńskiej zniewadze. Od owej chwi- 
li sława Cudownego Obrazu bardzo się wzmogła, 
Zaczynają odwiedzać Go naj dostojniejsze osoby. 
Z ziemi krakowskiej rozpoczynają się coroczne 
pielgrzymki do świętego miejsca, na pamiątkę cudo- 
wnego ocalenia Obrazu. A gdy wieść o cudzie ro- 
zeszła się po Śląsku i Czechach, i stamtąd wicrfti 
poczęli biedz ku Jasnej Górze, dla skladania hołdu 
Maryji. Tym sposobem złość szatańska i kacerska, 
czyhająca na ujmę czci Maryji, została z hańbą od- 
parta i przyczyniła się jeno do uwielbienia i do 
rozsławienia wizerunku Bogarodzicy na Jasnej Górze. 


POŻ.ł.R NA.. JASNEJ GÓRZB 
R. Jl$
@. 
IK ok 1690 był bardzo ciężkim i bolesnym dla Jasnej 
Góry. Dnia 16 lipca w samą uroczystość Matki Bo- 
skiej Szkaplerznej, w czasie nabożeństwa, wybuchł 
pożar. Rozdmuchane silnym północnym wiatrem.
		

/img0055_0001.djvu

			- 48- 


'płomienie ogarnęły gwałtownie cały gmach. Zgorza- 
ły królewskie pokoje, ozdobione portretami królów, 
łI wysoka wieża drewniana. w której mieścił się ze- 

arl spadając na kościół, przebiła jego sklepienie. 
Płomienie dostały się do wnętrza kościoła i strawi- 
ły wspaniały i kosztowny wielki ołtarz. Również pa- 
dły pastwą płomieni ołtarze boczne, pięknie rzeź- 
bione stalle, wspaniały organ, a także obrazy i ma- 
lowidła, przedstawiające tak c,udi'\, zdziałane za przy- 
czyną Maryji, jak i sceny z żywota świętego Pawła, 
pustelnika. 
Kaplica zaś Matki Boskiej, pomimo, że z dwóch 
stron uderzał na nią ogień, ocalała wewnątrz. W cza- 
sje tego pożaru Ojcowie Paulini, troszcząc się prze- 
dewszystkiem o bezpieczeństwo Obrazu, przenieśli 
Go do kościoła św. Barbary. Rozhukany żywioł tak 
był groźny, że dosięgnął nf1."Jet trzykrotnie klasztoru 
św. Barbary, ale trzyltrotnie został stłumiony. dzięki 
wysiłkom ludzi dobrej woli, przy cudownej pomocy 
Najświętszej Maryji Panny, która stanęła w obronie 
swego Wizerunku. chwilowo tam pomieszczonego. 
Wkrótce po pożarze. szczera ofiarność wiernych 

prawiła. że Ojcowie Paulini byli w możności zrzą- 
dzone szkody szybko naprawić i budowle zniszczo- 
ne odbudować. 


W trzy miesiące po pożarze. w samą uroczy- 
stość Wszystkich Świętych, z wielką okazałością, 
przy licznym napływie ludu. sam biskup krakowski, 
Jan Małachowski, na swych rękach przeniósł Obraz 
na uświęcone miejsce do kaplicy. Dla wszystkich 
wiernych, przybywających tak w ten dzień, jak i przez
		

/img0056_0001.djvu

			49 - 


'Cał
 oktawę, na Jasną Górę, legat papieski wyjednał 
u Ojca Świętego odpowiedni odpust. 
W pięć lat po pożarze powstała z popiołów 
prześliczna świątynia. Odnowiono wewnątrz i ze
 
wnątrz kościół i kaplicę, w której sklepienie przy
 
.ozdobiono piękną sztukaterją. W prezbiterjum wiel
 
kiego kościoła wzniesiono dwa chóry naprzeciwko 
siebie, a na jednym z nich umieszczono organ o 12 
głosach. Wymurowano wielki ołtarz. który, 28 lipca 
1696 roku, pokonsekrował biskup Małachowski, 
umieściwszy w nim relikwie świętych męczenników: 
MarcelIego, Aniceta, Honorata i Adrjana. Na zewnątrz 
zbudowano wspaniałą wieżę. 
Nie można pominąć szczególniejszego faktu, który 
miał miejsce w czasie pożaru. Oto, kiedy wynoszo
 
no Obraz z kaplicy, Oblicze Maryji przybierało wy
 
Taz smutku i boleści tak wyraziście, że lud i kapła
 
ni, widząc to, nie mogli powstrzymać się od jęków 
i płaczu, gdy przeciwnie, przy wnoszeniu Obrazu 
z powrotem do kaplicy, ObHcze to jaśniało radością 
i weselem. Do cudów należy także policzyć i to. 
że przy niesieniu ratunku w czasie pożaru nikt nie 
poniósł naj mniejszego szwanku, chociaż ludzie. nie 
mogąc znieść gorąca rozpalonego miedzianego da- 
chu, zeskakiwali z wysokości kilkudziesJęciu łokci. 
Kiedy wieść o tak srogim pożarze rozeszla się 
po kraju, znakomitsze domy polskie pospieszyły 
z pomocą Zgromadzeniu Ojców Paulinów, 8 król 
Jan Sobieski w liście z dnia 27 lipca wyraził współ
 
czucie klasztorowi i zapewnił pieniężne wsparcie.
		

/img0057_0001.djvu

			- 50- 


.WI'..ADYS.....A W IV 
JiA. JASNEJ GÓRZE R. Jt8
J.. 


Jtról Zygmunt lll, gorliwy katolik, wiele dobrego 
czynił klasztorowi Jasnogórskiemu. Z jego rozkazu 
obmurowano dokoła klasztor i przyozdabiano coraz 
bardziej świątynię. 
Syn jego Władysław IV, wstępując 
 ślady oj- 
ca, umiłował to miejsce i przy każdej zdarzoneJ 
posobności chętnie przybywał na Jasną Górę, dla 
oddania czci Najświętszej Pannie. 
Obraz ten wyobraża właśnie przybycie króle- 
wicza Władysława w roku 1621 na Jasną Górę dla 
złożenia Najświętszej Pannie gorącego podziękowa- 
nia za cudownie odniesione zwycięstwo nad Turka- 
mi pod Chocimem. W trzy lata potem. jadąc na 
zwiedzanie dworów zagranicznych, jako też, w po- 
wrocie z tej wycieczki, Władysław umyślnie drogę 
skierował na Częstochowę, aby się pomodlić u stóp 
Cudownego Obrazu. 
Kiedy wstąpił na tron i po koronacji powracał 
z Krakowa do Warszawy w roku 1633. nie omiesz- 
kał zatrzymać się po drodze na Jasnej Górze. Po- 
święcając czas modlitwie, przy odjeździe złożył na 
ołtarzu Matki Boskiej złoty łańcuch. wysadzany 
djamentami, a nadto przyrzekł fundusz - na dokoń- 
czenie murów klasztornych. Żegnając się z zakon- 
nikami, przemówił do nich w te pamiętne słowa: 
.. Wiedzcież, Ojcowie moi, iż lubo nagłe sprawy pań- 
stwa i grożące krajowi niebezpieczeństwa wywołują 
mnie stąd, nigdy się jednak od tej mojej Opiekunki 
Świętej nie oddalam. W Warszawie i w KrAkowie.
		

/img0058_0001.djvu

			- 
1 - 


czyli też w obozach przebywam. zawsze tu do Niej 
myślą i sercem się zwracam i przed tym Najcudow- 
niejszym Obrazem spólnie z wami w modłach moich 
i litaniach się korzę, błagając o przyczynienie się 
Jej za nami do Boga. Gdziekolwiek będę się znaj- 
dował. tu zawsze obecnym być nie przestanę." 
Kiedy w roku 1634, bawiąc w Prusach polskicl1, 
zachorował ciężko na kamień, a lekarze, nie mogąc 
poznać choroby. nie decydowali się na sposób le- 
czenia, Władysław IV w modłach szukał ulgi, której 
rzeczywiście doznał, jak sam utrzymywał, za przy- 
czyną Matki Boskiej Częstochowskiej i na podzięko- 
wanie ofiarował na Jasną Górę złote wotum. 
W roku 1642 przepędził trzy dni na Jasnej Gó- 
rze wraz z królową Cecylią Renatą, oraz z braćmi 
swymi, królewiczami: Janem Kazimierzem i Karolem 
Ferdynandem. Tutaj modlił się gorąco, śpiewając ra- 
zem z zakonnikami Godzinki i Nieszpory. i z całym 
orszakiem przystępował do Stołu Pańskiego. 
Przygotowując się ciągle do wyparcia Szv'edów, 
którzy w tym czasie bardzo srogo grasowali na Śląs- 
ku, jakby tchnięty przeczuciem, upominał zakonni- 
ków, aby się mieli na baczności przed napadem tych 
inowierców. Jeszcze dwa razy odwiedził król Wla- 
dysław IV Jasną Górę: raz w roku 1644 po śmierci 
swej małżonki Cecylii Renaty, zgasłej w Wilnie, kIe- 
dy ciało jej przewożono do Krakowa, drugi raz w 
dwa lata później, t. j. w roku 1646, kiedy jechał do 
Krakowa na koronacyę drugiej swej małżonki, Maryi 
Ludwiki Gonzagi, córki księcia Ma
tui. Oboje kró- 
lestwo dwa dni spędzili tu na modlitwie. Wtedy z 
polecenia króla została poświęcona na Jasnej Górze
		

/img0059_0001.djvu

			52 - 


nowa chorągiew dla pułku. który towarzyszył królo
 
wi. Zapadłszy w ciężką chorobę, z której już miał 
nie wstać. tylko w modłach do Najświętszej Panny 
Częstochowskiej szukał ulgi. 
Taką to była pobożność wielkiego i szlachf't
 
nego króla 


OJBr-r-,Ę
EFjiłE 

ASl'U E:..D GÓ1RiY "P'RZE
 SZWEDÓW 
R. :il$55. 


ł-ł ojne dary królów i możnych panów, przybywaią
 
cych często na Jasną qórę dla oddania czci Maryji, 
pozwoliły Ojcom Paulinom doprowadzić klasztor i 
kościół do świetnego stanu. Lata 1654 i 1655, jak
 
kolwiek smutne i ciężkie chwilowo dla Jasnej G.5ry. 
prz}czyniły się do jej sławy i uczyniły ją tern droż
 
szą sĘrcu każdego, szczerze wierzącego w opiekę 
Maryji. 
W roku 1654 wybuchł znowu pożar. który zni
 
szczył wieżę kościelną drewnianą. Ta, upadając. 
ciężarem swym zrujnowała sklepienie kościoła i ka
 
plicy św. Pawła; dzięki jednakże energii księdza Kor
 
deckiego. szkody szybko zostały naprawione. Ale 
stokroć była cięższą klęska, która spotkała Jasną 
Górę w cztery miesiące po pożarze. a z której 
przecież wyszedł klasztor, przy cudownej pomocy 
Królowej Niebios. zwycięsko. 
Dnia g czerwca 1654 roku, podczas zachodu, 
widziano na słońcu krzyż, z prawej strony serce. 
mieczem przeszyte. z lewej zaś rękę uzbrojonQ, trzy
 
mającą jabł
o i zmieniającą się w cztery mniejsze
		

/img0060_0001.djvu

			53 


ręce. a następnie w miotłę, nad słońcem zawieszo
 
n
. Znaki 

 napełnily trwogą całą okolicę, jaho 
przepowiednie nieszczęść. Wkrótce spełniły się one. 
Karol Gustaw, król szwedzki, zerwawszy ukla.. 
dy o wieczyste przymierze z królem polskim i pra
 
gnąc posiąść tron polski, przy pomocy zdrajców Hie- 
ronima Radziejowskiego i Janusza f{adziwiłła, w cią- 
gu trzech miesięcy zajął prawie cały kraj bez walki, 
ił kroI Jan Kazimierz musiał szukać schronienia na 
Śląsku w Głogowie. Srodze zaczął sobie poczynać 
król -szwedzki, jak również i rozpasane żołdactwo, 
które. wyznając religję protestancką, nie oszczędza- 
ło świątyń l
atolickich, Wśród ogólnego popłocnu, 
jedna Jasna Góra, ufna w pomoc Bożą, ośmieliła 
się stawić opór pędzącej fali wrogów, a opór ten 
ocucił cały kraj z odrętwienia i pobudził do obrony. 
Jan Kazimierz ostrzegł k:asztor Jasnogórski o gro- 
żącem mu niebezpieczeństwie ze strony Szwedów. 
Napad wrogów miał być tern gwałtowniejszy, że nie- 
przyjaciel spodziewał się złupić bo
aty skarbiec ki a- 
.sztorny. 
Pragnąc przedewszystkiem uchronić Cudowny 
Obraz Matki Boskiej, Ojcowie Paulini po naradzie 
ogólnej postanowili, aby ksiądz Bronowski, prowin- 
cjał, wywiózł Obraz do Lublińca na Śląsk, do zam- 
ku hrabiego Jędrzeja Celarego. 
Wkrótce atoli Szwedzi zjawili się pod Jasną 
Górą. Generał Burhard Miller miał zająć twierdzę 
Jasnogórską z polecenia Karola Gustawa. W tym 
celu wyprawił najprzód Jana Wejharda. hrabiego 
Wrzeszczowicza, katolika, rodem Czecna, z cztere- 
ma tysiącami wojska. aby ten, jako znajomy klasz-
		

/img0061_0001.djvu

			,54 


torowi, namową lub pod	
			

/img0062_0001.djvu

			55 


w uroczystej procesji po wałlIch Najświęt'zy Sakra- 
ment. Jak wielką była odwaga broniących twier- 
dZYI świadczy fakt, że pewnej nocy Piotr Czarnie- 
cki z 60 walecznymi ochotnikami zrobił wycieczkę 
do obozu szwedzkiego i sprawił w nim bardzo dot- 
kliwe spostoszenie. Rozjątrzony tem niepowodze- 
niem. Miller zażądał od głównego wodza Wittember- 
ga nowych posiłków i dział oblężniczych. Przez ten 
czas zaś. dopóki takowych nie otrzyma, starał fię 
różnymi sposobami skłonić zakonników do poddania 
klasztoru. Atoli ni słodkie słowa obietnic, ni groź- 
by nic nie pomo
ły. Nie pomogło i to, .że wysła- 
nych do niego zakonników uwięził, że groził im 
śmiercią. Poselstwo owych zakonników, przedsta- 
wione na obrazie, tak opisuje znakomity powieścio- 
pisarz Sienkiewicz: "Przodem szedł ksiądz Maciej 
Błeszyński, lektor filozofii, niosąc pismo .z pieczQ- 
cią; za nim postępował ojciec Zacharjasz Małachow- 
ski, z rękami skrzyżowane mi na piersiach, ze spu- 
5zczoną głow4 _ i z twarzą lekko pobladłą. Generał 
przyjął ich w otoczeniu sztabu i wszystkich znamie- 
nitych pułkownik.5w i. odpowiedziawszy' uprzejmie 
na pokorny ukłon ojca Błeszyńskiego, wyjął mu 
szybko list z ręki, rozerwał pieczęcie i począł czytać. 
Lecz wnet strasznie zmieniła się twarz jego: 
fala krwi uderzyła mu do głowy. oczy wyszły na 
wierzch. kark napęczniał i straszliwy gniew zjeżył 
mu włosy pod peruką. Przez chwilę mowę nawet 
mu odjęło, ręką tylko wskazał na list księciu heskie- 
mu, który przebiegł go oczyma i, zwróci.... szy się do 
pułkowników. rzekł spokojnie: "Oświadczają mnisi 
tylko tyle. że dopóty nie mogą liię wyrzec Jana Ka-
		

/img0063_0001.djvu

			56 - 


Zlmlerza, dopóki prymas nowego króla nie ogłosi. 
czvli, inaczej mówiąc, nie chcą uznać Karola Gu- 
stawa" . 


Tu rozśmiał się książę heski, Sadowski utkwił 
szyderczy wzrok w MilJerze, a Wrzeszczowicz po- 
czął brodę szarpać z wściekłości. Groźny szmer 
oburzenia powstał wśród reszty obecnych. 
Wtem Miller począł uderzać dłonią po I(olanie 
i krzyczeć: Rata! rata! 
Wąsate twarze czterech muszkietów ukazały się 
we drzwiach. 
- Wziąć mi te golone pałki i zamknąć!- 
krzyknął generał. 
- Waść panie Sadowski otrąbisz mi pod klo- 
sztorem, że niech aby z jednego działa dadzą z mu- 
rÓw ognia. obydwóch mnichów każę natychmiast 
powiesić! 
Prowadzono tedy obu księży: ojca Błeszyńskie- 
o i ojca Małachowskiego wśród szyderstw i nai- 
grawań żołnierzy. Muszkieterzy zawdziewali im swe 
kapelusze na głowy, a raczej na twarze tak, aby 
oczy były zasłonięte, i umyślnie naprowadzali ich na 
rozmaite przeszkody, a gdy który z księży potknął 
się lub upadł, wówczas rozlegał się wybuch śmiechu 
wśród gromad żołnierstwa, upadłego zaś podnoszono 
kolbami i, niby podpierając go, bito po krzyżu i ra- 
mionach. Inni rzucali na nich nawozem końskim, 
inni chwytali w dłonie śnieg i rozcierali go na ton- 
surach lub wpuszczali księżom za habity. Odcze- 
piono sznurki od trąbek i przywiązano ojcom do 
szyi, potem żołdacy chwycili za drujli koniec i, uda-
		

/img0064_0001.djvu

			-- 57 


jąc. że prowadzą bydło na jarmark, wykrzykiwllli 
w głos ceny. 
Oni obaj szli cicho. z rękami złożonemi na 
piersiach, z modlitwą na ustach. Zamknięto ich 
wreszcie w stodole. drżących od zimna. sponiewie
 
ranych; naokoło zaś stanęły straże z muszkietami. 
Pod klasztorem otrąbiono już rozkaz. a raczej 
groźbę Millera. 
Zlękli się ojcowie. zdrętwiało ze zgrozy wojsko 
całe. Działa umilkły. Rada zebrana nie wiedziała. 
co począć. Zostawić ojców w barbarzyńskich rękach 
niepodobna; posłać drugich, to ich Miller znowu za- 
trzyma. Wszelako w kilka godzin później sam on 
przysłał posłańca z zapytaniem. co mnisi myślą uczy
 
nić? Odpowiedziano mu, że póki ojców nie uwolni. 
żadne układy nie mogą mieć miejsca. bo jakże za- 
konnicy mają wierzyć, że generał dotrzyma im wa
 
rllnków, jeżeli, wbrew kardynalnemu prawu narodów. 
więzi posłów. których nietykalność barbarzyńskie na- 
wet ludy szanują. 
Na to oświadczenie nie było prędkiej odpowie
 
dzi, straszna niepewT10Eć zaciężyła więc' nad klasz. 
t,?rem i zmroziła zapał w obrońcach. 
Wojska zaś szwedzkie. ubezpieczone przez za- 
trzymanie jeńców. pracowały gorączkowo nad zbli- 
żeniem się do niedostępnej dotąd twierdzy. Sypano 
na gwałt nowe szańce, stawiano kosze z ziemią. u- 
stawiano armaty. Zuchwałe żołnierstwo podsuwało 
się pod mury na pół strzału z rusznicy. Wygrażali 
kościołowi i obrońcom. Wpół pijani żołdacy krzy. 
czeli, wznosząc ręce ku murom:
		

/img0065_0001.djvu

			- 58 


- Poddajcie klasztor, albo wiedzcie. że wasze 
mnichy wisieć będą! 
Inlli bluźnili strasznie przeciwko Bogarodzicy 
i wierze katolickiej. Oblężeni. ze względu na życie 
ojców, słuchać musieli cierpliwie. Kmicicowi wście- 
kłość zapierała oddech w piersi. Darł włosy w czu- 
prynie, szaty na sobie i, łamiąc ręce, powtarzał do 
pana Piotra Czarnieckiego: 
- Ot, mówiłem, mówiłem, naco układy ze zło- 
dziejami! Teraz stój, cierp' a oni lizą w oczy, a 
bluźnią... Matko Boża, zmiłuj się nademną, daj mi 
wytrwanie!.. Na Boga żywego' niezadługo na mu- 
ry zaczną leźć! Trzymajcieże mnie, okujcie mnie. jak 
zbója, bo nie wytrzymam' 
Tamci zaś zbliżali się coraz bardziej i bluźnili 
coraz śmielej. Tymczasem zaszedł nowy wypadek. 
który do rozpaczy przywiódł oblężonych. Pan kaszte- 
lan kijowski. poddając Kraków, wymówił sobie, że 
wyjdzie z całem wojskiem i pozostanie wraz z niem 
na Śląsku aż do końca wojny. Siedemset piechoty 
z tych wojsk gwardyi królewskiej, pod wodzą pułko- 
wnika Wolffa. stało tu w pobliżu nad granicą i, ufa- 
j
c traktatom, nie miało się na baczności. 
Owóż Wrzeszczowicz namówił Millera, ażeby 
tych ludzi zagarnął. Ten wysłał samego Wrzeszczo- 
wicza z dwoma tysiącami rajtaryi, którzy, nocą prze- 
szedłszy granice, napadli na uśpionych i zabrali ich 
co do jednego. Sprowadzonych do obozu szwedz- 
kiego kazał Miller umyślnie obwodzić naokoło muru. 
aby okazać księżom, że to wojsko, od którego spo- 
dziewali si.ę odsieczy, posłuży właśnie do zdobywa- 
nia Częstochowy.
		

/img0066_0001.djvu

			I 


- 59- 


. Przerażający też dla oblężonych był widok tej 
świetnej gwardyi królewskiej, wleczonej około mu- 
rów; nikt bowiem nie wątpił, że ich pierwszy zmusi 
Miller do szturmu. Popłoch zaczął ogarniać wojsko; 
niektórzy żołnierze łamali broń, wołając. że niema 
już rady, jeno trzeba się poddawać jak najprędzej. 
Serca upadały i w szlachcie. Niektórzy z nich znów 
wystąpili do Kordeckiego z prośbami. aby miał litość 
Tlad i
h dziećmi. nad świętem miejscem, nad Obra,. 
zem i nad zgromadzeniem zakonnem. 
Z trudem powaga przeora i pana Zamojskiego 
zdołała przywrócić spokój. Ksiądz Kordecki miał prze- 
.dewszystkiem na myśli uwolnienie uwięzionych oj- 
ców i chwycił się najlepszego sposobu, napisał bo- 
wiem list do Millera, że chętnie dla dobra Kościoła 
owych braci poświęci. Niech więc jenerał skazuje 
ich na śmierć; będą potem wszyscy wiedzieć, czego 
się po nim można spodziewać i jaką wiarę przywią- 
zywać do jego przyrzeczeń. 
Miller tryumfował, bo sądził, że dopnie swego. 
Nie odrazu jednak uwierzył słowom Kordeckiego i 
jego gotowości poświęcenia zakonników. Więc jed- 
nego z nich, księdza Błeszyńskiego. wysłał do klasz- 
toru, zobowiązawszy go najprzód przysięgą, że wró- 
ci sam dobrowolnie bez względu na to, jaką odpo- 
wiedź przyniesie. Zobowiązał go również przysięgą, 
że podnosić będzie potęgę szwedzką i wykaże nie- 
podobieństwo oporu. Zakonnik powtórzył wszystko 
wiernie, lecz oczy jego mówiły co innego, 8 w koń- 
cu rzekł: 
- Lecz życie niżej ceniąc. niż dobro Zgroma- 
dzenia, czekam na postanowienie rady. a co wy u-
		

/img0067_0001.djvu

			- (50 


chwalicie, najwierniej nieprzyjacielowi z powrotem 
oznajmię. 
Kazano mu odpowiedzieć, że zakon pragnie u
 
kładów, ale nie może wierzyć jenerałowi, który po
 
slów więzi. Na drugi dzień przyszedł do klasztoru 
drugi z wysłanych ojców Małachowski i z podobną 
odszedł odpowiedzią. Wówczas obaj usłyszeli
wyrok 
mierci. 
Było to w kwaterze MilJera, w obecności szta
 
bu i znamienitych oficerów. Wszyscy oni patrzyli 
w twarze zakonników, ciekawi, jakie też wyrok wy
 
wrze na nich wrażenie, i z największem zdumieniem 
ujrzeli na obydwóch radość tak wielką, tak nieziem- 
ską, jakby najwyższe zwiastowano im szczęście. Wy
 
bladłe policzki zakonników zarumieniły się nagle, 
oczy napełniły się światłem i ojciec Małachowski 
rzekł drżącym ze wzruszenia głosem: 
- Ach! czemuż dzisiaj nie umieramy, skoro 
ofiarą za Boga i króla paść nam przeznaczono!... 
Miller kazał ich natychmiast wyprowadzić. Po
 
zostali oficerowie spoglądali jedni po drugich, nako
 
niec któryś ozwał się: 
- Z podobnym fanatyzmem trudna walka. 
A książe Heski na to: 
- Podobną wiarę mieli tylko pierwsi chrześci
 
anie... Toś waćpan chciał rzec? 
Następnie zwrócił się do Wrzeszczowicza, 
- Panie Weyhard - rzekł, - radbym wiedzieć, 
co pan myślisz o tych mnichach? 
Nie potrzebuję sobie nimi głowy zaprzątaćr 
odrzekł zuchwale Wrzeszczowicz - pan jenerał już 
o nich pomyślał.
		

/img0068_0001.djvu

			- 61 


Wtem Sadowski wystąpił na środek izby i sta- 
nął przed Millerem. 
- Wasza dostojność nie każesz tych mnichów 
stracić! - rzekł stanowczo. 
- A to czemu? 
- Dlatego, że wówczas o jakichkolwiek u \tła- 
dach mowy już nie będzie, że załoga twierdzy za- 
płonie zemstą. że ci ludzie prędzej wszyscy padną
 
niż się poddadzą. 
Wittemberg przysyła mi ciężkie działa. 
- Wasza dostojność nie uczynisz tego, - mó- 
wił z mocą Sadowski, - - gdyż to są posłowie. któ- 
rzy w zaufaniu tu przybyli! 
- Ja też ich nie na zaufaniu każę powiesić
 
tylko na szubienicy. 
Echo tego czynu rozlegnie się w całym kra- 
ju, wzburzy wszystkie serca i odwróci je od nas. 
- Daj mi waćpan pokój ze swemi echami!... 
Słyszałem już o nich sto razy. 
- Wasza dostojność nie uczynisz tego bez 
wiedzy Jego Królewskiej Mości! 
- Waćpan nie masz prawa mi przypominać 
moich obowiązków względem króla! 
- Ale mam prawo prosić o uwolnienie ze służ- 
by, a powody Jego Królewskiej mości przedstawić. 
Chcę być żołnierzem, nie katem!... 
Książe Heski wystąpił z kolei na środek izby i 
rzekł ostentacyjnie: 
- Panie Sadowski. daj mi twą rękę. Pan je- 
steś szlachcic i uczciwy człowiek! 
- Co to jest? co to znaczy?! - ryknął Miller
 
zrywając się z siedzenia.
		

/img0069_0001.djvu

			62 - 


JeneraleI - rzekł zimno książe Heski - po- 
zwalam sobie mniemać, że pan Sadowski jest uczci- 
wym człowiekiem, i sądzę, że nie masz w tern nic 
przeciwnego dyscyplinie. 
Miller nie lubił księcia Heskiego, ale jak wielu 
ludziom niższego pochodzenia, tak i jemu impono- 
wał w naj.vyższy sposób ów chłodny, grzeczny. a za- 
razem pogardliwy sposób mówienia, właściwy ludziom 
wysokiej godności. Miller starał się nawet mocno 
przyswoić sobie ową manierę. co mu się zresztą nie 
udawało. Pohamował jednak wybuch i. rzekł spokoj- 
niej: 
- Mnichy będą jutro wisieć, 
- To nie moja rzecz-odrzekł książe Heski- 
ale w takim razie każ wasza dostojność dziś jeszcze 
uderzyć na te dwa tysiące Polaków, którzy są w na- 
szym obozie, bo jak tego nie uczynisz, to oni jutro 
uderzą na nas. Już i tak bezpieczniej szwedzkiemu 
tolnierzowi iść między stado wilków. niż między ich 
namioty. Oto wszystko. co chciałem powiedzieć. a 
teraz pozwalam sobie życzyć waszej dostojności po- 
wodzenia... 
To rzekłszy, wyszedł z kwatery. 
Miller pomiarkował. iż zapędził się zbyt daleko. 
Lecz rozkazów nie cofnął, i tego samego dnia 
jeszcze zaczęto wznosić szubienicę na oczach całe- 
go klasztoru. Jednocześnie żołdacy korzystając z za- 
wartego zawieszenia broni, cisnęli się jeszcze bliżej 
murów, nie przestając szydzić, urągać, bluźnić, wy- 
Plwać. Całe tłumy ich wdzierały się na górę; stali 
tak gęsto. jakoby zamierzali iść do szturmu. 
Wtem pan Kmicic, kt6reeo nie okuli, jak oto
		

/img0070_0001.djvu

			- 63- 


prosił, nie wytrzymał istotnie i gruchnął z działa 
w największą kupę tak skutecznie, że pokotem po- 
łożył tych wszystkich żołnierzy, którzy się naprze-- 
ciw wylotu znajdowali. Było to jakby hasło, bo na- 
raz, bez rozkazów, a nawet wbrew im, zagrały wszy- 
stkie działa, huknęły rusznice i garłacze. 
Szwedzi, wystawieni ze wszech stron na ogień, 
z wyciem i rykiem uciekać poczęli od twierdzy. gę- 
sto po drodze trupem padając. 
Czarniecki przyskoczył do Kmicica. 
A wiesz, że za to kula w łeb? 
- Wiem. wszystko mi jedno! Niech mnie!... 
- To w takim razie mierz dobrze! 
Kmicic mierzył dobrze. 
Wkrótce jedna
 zabrakło mu celu. Wielkie po- 
ruszenie stało się tymczasem w obozie szwedzkim. 
lecz było tak jasnem, że pierwsi Szwedzi zgwałcili 
zawieszenie broni, iż Miller sam w duchu przyzna- 
wał słuszność Jasnogórcom. 
Co więcej! Kmicic ani się spodziewał, że swy- 
mi strzałami uratował prawdopodobnie życie ojcom, 
bo wskutek nich Miller stanowczo przekonał się. te 
zakonnicy w ostatnim razie istotnie gotowi są dla 
dobra kościoła i klasztoru poświęcić dwóch współ- 
braci. Strzały wbiły mu do głowy i tę myśl. te 
jeśli włos spadnie z głowy posłów. tedy już nic in- 
nego, prócz podobnych grzmotów, nie uslyszy ze 
strony klasztoru. l nazajutrz zaprosIł obydwóch 
uwięzionych zakonników na obiad. następnego za! 
dnia odesłał ich do klasztoru... 
I ciężkie dziale oblężnicze i 
klasztor czynione dla.. podminowania 


podkopy, pod 
go, nic nie po-
		

/img0071_0001.djvu

			04 


mogły. bo Najświętsza Panna osłaniała cudownym 
płaszczem Jasną Górę. Oblężenie trwało już prze- 
szło miesiąc. Nastąpiła uroczystość Boiego Naro-- 
dzenia. 
Dzień ten cała załoga' klasztorna obchodziła 
uroczyście. Dawano salwy z dział Narodzonemu 
Dziecięciu, splewano kolendy, a muzyka, chodząc 
od celi do celi zakonników, składała im życzenia 
. Wesołych świąt". 
Na te dni świąteczne Miller pozornie przyrzekł 
-po-zostawić klasztor w spokoju. Ale ni2 doti'zymał 
słowa i w samo południe rozpoczął ze wszystkich 
stron gwałtowny atak. Długo trwał straszliwy huk 
dział, aż umilkł. Okazało się, że wielkie działo o- 
blężnicze pękło. Przytem, jak niektórzy opisują, Szwe
 
dzi widzieli cudowną Niewiastę, która, zstępując 
obłoków na wały twierdzy Idasztornej, wymierzała 
przeciwko nim działa oblężonych. W nocy Miller o
 
puścił Częstochowę z całem wojskiem. Wprawdzie, 
drażniony przycinkami, że zląkł się jakiegoś widma 
niewiasty, jeszcze trzy razy próbował napaść na Ja
 
sną Górę, ale sromotnie musiał ustępować... 
Obraz ten przedstawia szturm Szwedów: nad 
kościołem unosi się Matka Boska, po obu bokach 
św. Paweł i św. Antoni, kule, odbijając się od murów, 
zabijają samych Szwedów, a na niebie widać znaki. 
Od tego czasu Marya na Jasnej Górze otrzy
 
mała nazwę Zwycięskiej, a Jasna Góra wraz z zako
 
nem 0.0. Paulinów weszła w ścisły związek z Ojczyzną. 
Obraz Cudowny sprowadzono znowu na Jasną 
-Górę na dzień Zmartwychwstania Pańskiego 1656 r. 
i umieszczono na właściwem miejscu w kaplicy.
		

/img0072_0001.djvu

			-O;) - 


KR(
1f1 JAn iI
A
IMI'[IERZ MA JASNEJ 
GÓ11\
E R.. lHm5S.. 


7!awsze pobożny Jan Kazimierz, jak najgorętszą 
czcią pałający ku najświętszej Dziewicy Maryji, po 
cudownej obronie, za Jej przyczyną, Jasnej Góry i 
i całego kraju. jeszcze z większą gorliwości/ł śpie
 
szył do Częstochowy, do Cudownego Obrazu. 
W dniu 3 marca 1658 roku po raz trzeci przy
 
był na Jasną Górę. gdzie zastał już i żonę swą, 
królowę, z wielu dygnitarzami duchownymi i świe
 
ckimi. W czasie tego pobytu odbywały się na sali, 
zwanej Ry.cerską, narady sejmowe, na których ob
 
myślano środki zabezpieczenia kraju od napadów 
nieprzyjacielskich. Do narad tych wzywano i Ojców 
Zakonnych. 
Pomiędzy innemi, postanowiono' wzmocnić 
twierdzę Jasnogórską. Sam król z królową dla za
 
,chęty poddanych woził w taczkach ziemię pod ba
 
stjon południowo-wschodni, który też na tę pamiąt
 
kę nosi nazwę bastjonu królewskiego. 
W końcu stycznia 1661 roku przepędził kr6J 
-ośm dni na Jasnej Górze. W czasie tej bytności 
widziano monarchę prawie zawsze modlącego się, 
.fi często nawet leżącego krzyżem w nocy przed Cu
 
.downym Obrazem. 
W dniu 4-go lutego przyjmował przysięgę po
 
-słuszeństwa od kozaków Zaporoskich. Na drugi dzień 
przyjmował posła od cara Aleksego Michajłowicza. 
W dniu odjazdu złożył przed Cudowny Obraz 
chorągiew, zdobytą na kozakach, i buławę hetmana 
kouckiello Cieciury.
		

/img0073_0001.djvu

			-66- 


W kilka miesięcy potem, znów po odhytym sej- 
mie w Warszawie, przybył Jan Kazimierz na Jasnlł 
Górę. Przebył dwa dni wyłącznie na modlitwie. a 
po odbyciu spowiedzi i przyjęciu Komunji Świętej 
w dzień Wniebowzięcia Panny Maryji powrócił do 
Warszawy. 
W czasie pierwszej bytności na Jasnej Górze Jan 
Kazimierz został zapisany do konfraternii zakonnej 
przez ówczesnego prowincjała Zakonu, księdza Za- 
rembę, który doręczył królowi dyplom, datowany 
8 stycznia 1649 roku. 


ZA-
LłJBINY KRÓLA- MICHAŁA 
KORYIUrTA Z ELEONOR-\'9 
A.RCTKSIĘŻNICZK
 AUSTRY ACK
. 
R. :t670. 


ł!o zrzeczeniu się tronu przez Jana Kazimierza, wy- 
brano na króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego 'N 
roku 1659. Pałając wielkiem nabożeństwem do Ma- 
tki Boskiej Częstochowskiej, król Michał przybył w 
w następnym roku 1670 na Jasną Górę, ażeby tu 
przed Cudownym Obrazem zawrzeć związek małżeń- 
ski. Przez kilkanaście dni czyniąc przygotowania. 
do uŚwietnienia tego obrzędu, w dniu 26-go lutego 
wyjechał monarcha do wsi Konopisk. o kilka mil po- 
łożonej od Częstochowy, na spotkanie swej narze- 
czonej Eleonory. która przybywała wraz z matką, sio- 
strą i licznym dworem. W uroczystym pochodzie 
któremu towarzyszyło rycerstwo i panowie, wprowa- 
dzono dostojnych gości do kościoła Jasno
órskieao 
przy huku dzial i odgłosie muzyki.
		

/img0074_0001.djvu

			-67 - 


W progu świątyni powitał ich stosowną prze- 
mową Prowincyał, ksiądz Jan Stradowski, na czele 
cdego zakonu. 
Nazajutrz, 27-go lutego, odbył się wspaniale 
obrzęd zaślubin. Para królewska, poprzedzana przez 
trzech Marszałków i otoczona wysokimi dygnitarza- 
mi państwa, podążyła przez główną nawę kościoła do 
kaplicy Matld Boskiej. Tam nuncyusz papieski. Ga- 
Jeato Mareschotti, w asystencyi licznydl dostojni- 
ków Kościoła, odprawił uroczystą Mszę Świętą, po 
której pobłogosławił parę królewską. 
Uczta weselna odbyła się w pięknie przyozdo- 
bionym malowidłami i sztukater.yami refektarzu kla- 
sztornym. Trwała od piątej po południu do dziesiątej. 
Następne dni poświęcono modlitwie i zwiedza- 
niu klasztoru i skarbca; wieczorami zaś przypatrywa- 
no się pięknej il!uminacyi i paleniu sztucznych ogni; 
Nareszcie w dniu 1 marca, otrzymawszy błogo- 
sławieństwo, dostojni goście rozjechali się: król Z 
królową do Warszawy. a cesarzowa z córką z powro- 
tem do Wiednia. Przed wyjazdem, dla wyrażenia 
swej czci Bogarodzicy, król ofiarował wielkie złote 
wotum, królowa swą ślubną koronę dyamentową i 
płaszcz książęcy, a cesarzowa monstrancyę w kształ- 
ci,e kolumny z kryształu de Roche i parę lichtarzy. 
wysadzanych drogimi kamieniami. 
Dary te znajdują się w skarbcu klasztornym.
		

/img0075_0001.djvu

			- 68- 


WYPRA W li KRÓLA JAWA- S@.lli3IJE
KIEGO 
PO
 WIIEIDIE
 R.. 1L.B
3. 


l';aglony prośbami cesarza Leopolda, w 1683 roku '! 
lipcu, król Jan III, spiesząc pod Wiedeń. wstąpił do 
Częstochowy, aby u stóp Cudownego Obrazu prosić 
Najświętszej Panny o pomoc w walce z Turkami. 
Poseł austryacki. hrabia Wilczek, i nuncyusz pa- 
pieski, Pallavizini, na kolanach błagali króla, aby 
szedł bronić zagrożonego chrześcijaństwa l wołając: 
. Królu! ratuj Wiedeń! ratuj Chrześcijaństwo." 
W nocy z 24 na 25 lipca przybył na Jasną Gó- 
rę król z królową i synami: Jakóbem. Aleksandrem i 
Konstantym. Nazajutrz, jako w dzień imienin naj- 
starszego syna Jakóba, odprawione zostało z wielk'l 
okazałością przy huku dział uroczyste nabożeństwo, 
na któr
m znajdow3ła się cała rod,lina królewska. 
W dniu 26 wszyscy odbyli spowiedź i przyjmo- 
wali Komunję Świętą w kaplicy. poczem ksiądz pro- 
wincyał Czechowicz, udzieliwszy królowi błogosła- 
wieństwa, podał- mu obraz Najświętszej Panny, ma- 
lowany na miedzi, i szablę bogato oprawną. 
Rozrzewniony tym darem, król przycisnął ze 
łzami do serca Obraz Bogarodzicy, a z ofiarowanej- 
szabli wziął tylko klingę, pochwę zaś i rękojeść zo- 
stawił. mówiąc, że na wojnę potrzebne jest tylko że- 
lazo. Do dzisiaj pochwa ta przechowuje się w skarb- 
cu klasztornym. 
Tego samego dnia opuścił król Jasną Górę. spie- 
sząc przez Kraków pod Wiedeń. Wkrótce cudowna 
pomoc Maryji ujawniła się w świetnem zwycięstwie,
		

/img0076_0001.djvu

			t.i9 


które w dniu 12 września tegoż 1683 roku odniósł 
król nad Turkami. 
Przed Cudownym Obrazem odprawiały się uro- 
czyste dziękczynne nabożeństwa za oswobodzenie 
chrześcijaństwa. 
Tak król ja!d panowie, wyrażając Bogu wdzięczność 
za okazaną cudownie pomoc, ofiarowywali bogate łupy, 
zdobyte na Turkach, różnym klasztorom i kościołom. 
W klasztorze Jasnogórskim do dziś przechowują 
się pamiątki z tych czasów, jako to: sztandar dwu- 
buńczuczny, cztery buławy dowódzców tureckich, 
dwie misiurki, łuki, sajdaki. strzały, zegar astrono- 
miczny, puhar, dwie wielkie tace srebrne z namiotu 
samego Kara Mustafy i cenne makaty. Ze zdobytych 
chorągwi król posłał do Rzymu do lwścioła Santa 
Maria della Vittoria, a drugą do Świętego Domu Mat- 
ki Bożej w Loretto. 
Donosząc o odniesionem zwycięstwie papieżo- 
wi Innocentemu XI, użył król Jan krótkich wyrazów 
Cezara. lecz nie sobie, jak Cezar, a Bogu przypisu- 
jąc zwycięstwo: "Vcni, vidi, Deus vicit"-pisze król. 
Tenże papież Innocenty XI, dla uwiecznienia 
zwycięstwa. ustanowił święto pod nazwą Imienia Ma- 
ryji, potwierdzając tern przekonanie Jana III-go. że po- 
wodzenie swego oręża winien jedynie Królowej Niebios. 


"tWn-"!'m@ .J,'V AJ!J17litEI
nlJE R;E1LJ:IKWlIJ 
@WJiJ	
			

/img0077_0001.djvu

			- 70__ 


Górze. Ażeby z tej jubileuszowej uroczystości wier- 
ni mogli osiągnąć duchowny pożytek. na prośbę księ- 
dza prowincyała Tobiasza Czechowicza, papież Iimo- 
centy XI, bullą z dnia 1 lipca tegoż roku. nadał od- 
pust zupełny tym. którzyby, czy to w sam dzień Na-' 
rodzenia Matki Boskiej. czy też w oktawie tej uro- 
czystości, spowiadali się i Komunję Świętą przyjęli 
Dla uświetnienia obchodu jubil
uszowego, Aleksaw 
der DenhoH. opat Cystersów Jędrzejowsldch. ofiaro- 
wał Jasnej Górze relikwie Świętych: Honorata i Kan- 
dydy, kt6re był otrzymał z Rzymu. 
W wigilję Narodzenia Matki Boskiej wieczorem, 
z kościoła parafjalnego w Starej Częstochowie, wy- 
:ruszył wspaniały pochód. 
Relikwie święte złożono na. tryumfalnym, umy- 
:Unie na ten cel zbudowanym wozie. który cif.!gnęło-- 
S7eść pięknych białych koni. Orszakowi towarzyszył 
ksiądz -Mikołaj Oborski. sufragan krakowski, w asy- 
stencyj przeszło 700-kapłanów. 
Wiernych, tak z kraju i zagranicy, przybyło na, 
tę uroczystość do 140,000. 
Król Jan Sobieski. nie mogąc przybyć do Czę- 
stochowy. n"apisał list co przeora, datowany z Tar- 
nowa 28 sierpnia. w którym wyraża radaś.: z powo- 
du dojścia do skutku tak wielkiej uroczystości. 
Nie od rzeczy będzi
 przypomnieć na tern miej- 
scu, że jeszcze w roku 1614 wprowadzone były uro- 
czyście na Jasną Górę reli!:wie Świętych, a miano- 
wicie: głowy Euzebiusza kapłana i Donata dyakona. 
ł! także święte szczętld innych Męczenni!l:ów. 
Dla pomieszczenia tych drogich szc7ątków zbu- 
dowano kaplicę, nazwaną do dzisiaj kaplicą Relikwii
		

/img0078_0001.djvu

			'71 - 



więtych. W tej kaplicy zaprowadzono w roku 1626 
Arcybractwo Aniołó.v Stróżów, na które przywilej wy- 
jednał ból Zygmunt III u papieża Urbana VIII. Pierw- 
szy też król Zygmunt whsnoręcznie zapisał się do 
tego Arcybractwa z małżonką swą Konstancyą, z do- 
mu Arcyksiężniczką A"Jstryjacką, która na tę pamiąt- 
kę podarowała kościołowi Jasnogórskiemu omat. wła- 
sną ręką robiony. 


W samym kącie, nad szkl'l<\eml drzwiami, pro- 
NadzącelT\i do rozmównicy, j
st jeszcze p()dobiz!\B. 
,ojca lbrdeckiego, stojącego z krzyżem w ręku i1B 
wałach, li obok niego armata. Ten pomnik to dzie- 
ło czasów późniejszych. 
Przez obejrzeł'lie Sali Rycerskiej, portret()w 
'1 obrazó.v na tej sali. poznaliśmy choć w krótkości 
historję Jasnej Góry, a to n3m wiele dopomoże do zro- 
zumieni
mja innych pamiątek. Opuszczamy więc tę 
-salę i po h,amiennyo:h schod'lch wstępujemy pi'zez 
uodwJin
 drzwi do górne
() krużganku, gdzie jEst 
'amieszczon.l kaplica św. Józefa. 


ROZDZIAŁ VI. 


-{A "ł..B:iD&. MATKI IIł;a
KłIJE"J. 


Idąc górnym krużgankiem, mamy po prawej stronie 
małą, cichutką kapliczkę św. Józefa z ołtarzem te- 
goż Świętego. Święty Józef przedstawiony jest w srebr- 
nej sukni, a 1J13Iowidta na murze i nad drzwiami ka- 
,licy wyobrażają zdarzenia z Jego życia; wykonane
		

/img0079_0001.djvu

			- 72 -- 


są przez braciszl
a zakonnego. Po lewej stronie 
przez drzwi kratkowane wchodzi się na lewą galerję 
Cudownej Kaplicy. skąd bardzo dobrze widać całe 
jej wnętrze. Na tej galerji codziennie w godzinach 
popołudniowych Ojcowie śpiewają litanię do Matki 
Boskiej przy odsłoniętym Obrazie. 
Gdy b. cesarz Wilhelm zwiedzał Jasną Górę, 
uwagę jego zwróciły znajdujące się w tej galerji 
staBe dębowe. przeszło 200 lat mające, jak równiei 
sklepienia Cudownej Kaplicy, które pod względem 
artyzmu zasługują na szczególniejszą uwagę, a wy- 
konane są w stylu barokowym. 
Wychodzimy z tej galerji i, idąc na lewo, mi- 
jamy chór ze szklanemi drzwiami, mając na prawo 
ciemny korytarz, prowadzący na chór wielkiego koś- 
cioła i do pokoi królewskich, z lewej zaś strony ga- 
lerję Cudownej Kaplicy. Na dopiero co opuszczo- 
nym przez nas l
rużganku znajdują się Stacje Męki 
Pa
skiej, gdzie wierni odprawiają drogę krzyżową 
w czasie niepogody, a także są konfesjonały do słu- 
chemia spowiedzi w cza
ie odpustów. Patrząc z pra- 
wej galerji na Kaplicę Cudowną, zwrócimy uwagę i 
przypatrzymy się dwom wielkim obrazom, umiesz- 
czonym nad kratą (z dołu mniej dobrze je widać)
 
O nich pomówimy obszernie później. Na tej galerji. 
za zakratowaną przegrodą jest ołtarzyk Pana Jezu- 
sa i małe organy, służące do codziennego przygry- 
wania godzinek, jak również ławki. gdzie siedz't 
śpiewacy. W tem miejscu dawniej znajdowała się 
loża królewska, i tam królowie polscy słuchali Mszy 
Swiętej, przed Cudownym Obrazem odprawianej. 
LoŁa ta była połączona, jak już wiemy. wązkim ko-
		

/img0080_0001.djvu

			- 73- 


rytarzem z pokojami królewskimi, tak że o każdej 
porze dnia i nocy mógł król przychodzić tutaj, nie 
będąc przez nikoga spostrzeżonym. Korzystali z te- 
go pobożniejsi królowie i tutaj całe godziny trawili 
na kolanach, sam na sam z Bogiem i Matką Naj- 
świętszą. upraszając światło i rozum do rządzenia 
kierowania rozległymi krajami Rzeczypospolitej. 
Stąd po szerokich schodach schodzimy na dół 
i stajemy w dość ciemnym przedsionku, z trzema 
drzwiami, z których jedne na prawo prowadzą na 
Wielki Kościół, drugie prosto do Zakrystji, a trzecie 
na lewo do Cudownej Kaplicy. Z zapartym odde- 
chem i w jakimś poważnym nastroju wchodzi każ- 
dy Polak do tego Sanktuarjum narodowego, gdzie 
przechowuje się naj droższy skarb - Cudowny Obraz 
Matki Boskiej Częstochowskiej. 
Poważny, ale łagodny mrok zalega to najświęt- 
sze miejsce. gdyż światło pada tu z góry. Kilka 
żelaznych stopni prowadzi od drzwi do posadzki. 
Zaraz na prawo oko nasze spocznie na wielkim krzy. 
żu, przed którym zawsze sporo modlących się, bo 
przed nim, jak przed Krucyfiksem na Wawelu. wiele 
osób doznało łask i pociech. 
Historja tego krzyża jest taka: 
Kiedyś wisiał on na ścianie w refektarzu, tj. w sali 
jadalnej dla zakonników. Podanie głosi, że przed trzystu 
laty. gdy w ostatni wtorek zapustów, według zwyczaju, 
urządzono klerykom ucztę w tym refektarzu, a roz- 
bawiona młodzież nie zauważyła uderzenia godziny, 
przeznaczonej na modlitwę, i w dalszym ciągu się 
bawiła, - nagle rozległ się w sali głos: "Fratrcs, si- 
lentiumI" co znaczy: "Bracia. milczenie!" Na razie
		

/img0081_0001.djvu

			-74 - 


klerycy nie mogli poznać, skąd to wołanie poch 'idzi, 
i wzajemnie się posądzali, lecz gdy wołanie powtó- 
rzyło się raz drugi i trzeci, zauważyli, że usta wi- 
szącego na krzyżu Chrystusa poruszają się. Od tego 
czasu usta Chrystusa, dotąd zamknięte, pozostały 
rozchylone. Gdy doniesiono o tern przełożonym, 
figurę. jako cudowną, przeniesiono na to mie.jsce 
i umieszczono w ołtarzu, na srebrnej blasze, gdzie 
wyrażona jest Męka Pańska. przez co cały ołtarz 
przypomina bardzo ołtarz królowej Jadwigi na 
Wawelu. Blachy do tego ołtarza wykonał złotnik 
Szabel w 1855 roku. Przed ołtarzem zwiesza się 
srebrna lampa, dar księcia Lubomirskiego, a około 
ołtarza wisi brewe papieża Piusa VI, mocą którego 
ołtarz ten został poświęcony szczególniej za dusze 
w czyścu. Jak niegdyś w refektarzu, tak i tutaj, 
zdaje się mówić Pan Jezus do' każdego. który wcho- 
dzi do kaplicy: umilczenie!" - bo ustać ma tutaj 
wszelki gwar, zamęt i rozproszenie, a dusza wznieść 
się winna ponad poziom szarych swych trosk - do 
wyżyny nieba. 
Jeśli czytelnik wchodzi do kaplicy w zwykły 
dzień, może ją spokojnie i dobrze obejrzeć. w cza- 
sie zaś odpustów panuje tu tłok nie do wytrzymania. 
Ci. co pierwszy raz wchodzą do tego świętego 
miejsca, a naczytali się o niem i nasłyszeli dużo, 
pytają się sami s
ebie, czyiby ta ciemna, cicha i na 
rier
vszy rzut 01,13 brudna kaplica miała być miej- 

cem. gdzie króhwie i wielcy panowie w prochu się 
korzyli. gdzie tyle tysięcy ludzi zdrowie i łaski naj- 
różnorouniejsze otrzymywało, gdzie ryc
rstwo i he- 
tmani nasi wyjednywali błogos.ławieństwo na śmier-
		

/img0082_0001.djvu

			-75 - 


teiny z wrogiem bój. - tem miejscem, skąd wyszła 
myśl obrony Częstochowy, a zarazem całej Ojczyzny? 
1 odpowiem z całą stanowczością: '" Tak! To, 
co było w dawnej Polsce wielkie, świ,
te i niezwy
 
ciężone. stąd brało natchnienie, siłę i wytrwanie. 
I dzisiaj nie jest inaczej. Jak żelazo, pociągane 
magnesem, tak każdy instyktowo dąl:Y w głąb kapli
 
-cy, gdzie poza gęstą, żelazn
 kratą. w słabym, prze
 
kradającym się przez górne okienka, dnia blasku, 
w srebrnych ramach ołtarza, w bogatem obramowa- 
niu wotów jdśnieje Obraz Najświętszej Panny. 
Blask nieopisany bije od bogactwa zawieszo
 
"łych klejnotów, od brylantów sukieTlki i koron; 
zwieszają się sznury korali i pereł, złote serca i 
ryngrafy, krzyże wojskowe i g
zy od kontuszy; klej- 
noty wdĆJw, co ślubowały tutaj nie zdejmować już 
nigdy żałobnej szaty; klejnoty dziewic, co radosne 
szły potem za kraty surowych zakonów Bogu życie 
poświęcać; wota pocieszonych, wota uzdrowionych. 
A wśród tego blasku, złota i różnobarwności- 
twarz Maryji, zczcrniała przez wieki, ,7.l'ltarta, o ry- 
sach ledwie dostrzegalnych. Wpatruje się więc w Nią 
każdy, wzrok wytęża, a w miarę, jak modlitwa go- 
rętszą się staje, zdaje mu się. że oblicze się ożywia. 
nabiera wyrazu, i widzimy Je słodkiem, podeszajq- 
'cem. miłującem. Blizny na twarzy znaczą się ostro 
- nie zatarła ich żadna farba, bo Panna Najświęt- 
sza chciała zachowdć te stygmaty na wjzerunku, 
jako dowód swej ku nam miłości. Wystarczy przez 
chwil kijka pozostać w kaplicy i wsłuchać się w te 
,głośne modly. westchnienia, skargi i szepty. aby zro
 
zumieć, czem Matka B..,ska jest dla narodu polskiego.
		

/img0083_0001.djvu

			- 76- 


Rzewnym jest moment. kiedy obraz zasłaniają. 
Na chórze gra trąbka jakby bótltą, doniosłą pobud
 
kI) żołnierską, jakby "baczność". a wnet za nią jęczy 
bęben, jak na alarm, na trwogę... Z pod ramy obra
 
zu wysuwa się srebrna blacha zasłony i opuszcza 
się wolno, wolniuteń l w... Wszyscy padają na kola
 
na. Na chórze kotły jęczą. trąbka gra rzewną po
 
żegnalną melodję a lud, zebrany w kościele, wy- 
bucha płaczem i łkaniem... Zasłona przysłoniła ko- 
rony. Lud wyciąga ręce, oczy wytężają się z po- 
dwójnem napięciem, chcą drogie rysy zupełnie 
w siebie wchłonąć, zabrać je do skarbca duszy. jak 
cudowne lekarstwo na smutki. na troski, na rozpacz 
i zwątpienie. Niejeden widzi je po raz ostatni. 
Niejeden życie całe marzył o ujrzeniu Cudownego 
Obrazu. którego kopję miał od dzieciństwa nad łói
 
kiem i poznał ten Obraz razem z twarzą swej mat
 
ki, - i oto ogląda go dzisiaj - starzec, pochylony 
Jatami, więc chce drogie rysy w osłabionej wyryć 
pamięci. Przecież on potrzebuje je odtworzyć w du. 
szy w chwili konania. 
Zbiegli się tutaj tułacze ze wszystkich krań- 
ców Polski, ze wszystkich stanów, niejeden szedł o 
głodzie i chłodzie. Każdy miał tyle Jej powiedzieć. 
o tyle Ją prosić... 
l oto mu Ją zasłaniają!... 
Stójcie! ja tym oczom chcę odsłonić jeszcze: 
jedną ranę mej duszy... 
Stójcie! może te usta kochane poruszą się sło- 
wem pociechy... 
Zasłona przysłoniła już twarz, przysłoniła dłoń
		

/img0084_0001.djvu

			-- 71 - 
I 



wjętą... jeszcze rąbek szaty i zapadła... Na chórze 
kotły jękły ostatnim akordem. 
Gdy kClplica opustoszeje z ludu, można dopie- 
ro spokojnie oglądać nagromadzone w niej bogactwa 
i zabytki przeszłości. O Cudownym Obrazie będzie 
rozdział osobny, a tutaj zajmiemy się tylko kapli- 
cą, jej znaczeniem i pamiątkami. 
Wszystko, co wieki nagromadziły na Jasnej Gó- 
rze, nicby nie znaczyło. gdyby nie było Cudownej 
Kaplicy, a ktoby w tej kaplicy nie był. może śmiało 
powiedzieć, że nie był na Jasnej Górze - bo tutaj 
jest ognisko całego życia religijnego. 
Każda rzecz, każda ściana. każda cegiełka i ka- 
żdy pyłek ma swoją historję. a wszystko razem sta- 
nowi piękną harmonijną całość na opiewanie potę- 
gi Maryji. Ileż tu wylano łez. ileż skarg. próśb i ża- 
lów zaniesiono za przyczyną Malki Bożej do nie- 
ba, ileż tu cudów dokonało potężne orędownictwo 
Mluyji, ileż tu miljonów ludzi przeszło przez tę ka- 
plicę od 5 wieków!... Tegoby całe tomy nie spisały. 
Nawet sam wygląd kaplicy, zakurzonej, pyłem pokry- 
tej, przemawia do duszy. 
Kaplicę Matki Boskiej możemy podzielić podo- 
bnie, jak Wielki Kościół, na dwie części: mniejsza" 
jakby prezbiteryum, mieszcząca w sobie Cudowny 
Obraz, została wzniesiona przez króla Władysława 
Jagiełłę; większa zaś oddzielona kratą żelazną, wy- 
budowana była znacznie później, bo dopiero 1644 
roku. Długość całej kaplicy wynosi 50 łokci. szero- 
kość 30, wysokość 40. Wnętrze mniejszej części ka- 
plicy cudownym iście sposobem pozostało prawie 
nienaruszone podczas wielokrotnych pożarów Jasnej
		

/img0085_0001.djvu

			78 


Góry. Ołtarz z Cudownym Obrazem jest darem Je
 
rzego Ossolińskiego, kanclerza koronnego, i przecho
 
wał się znakomici
. Nawet Jiońskie brokaty, któremi 
obite są ściany prezbiteryum nie są bardzo znisz
 
czone. Ossoliński prag'1C}ł wznieść oltarz ze srebra, 
:y napływie 400.000 osób. Obraz Cudow
 
ny zakrywa srebrna tablica, misternie rzeźbiona, ma- 
jąca wyobrażenie Trójcy Świętej; jest to wotum 
Dzinłyńskich z r. 1ó75. Poprz
dnio Obraz zasłania
 
ny bywał firankami. Piękne cyborjum nd ołtarzu spra
 
wione zostało w 1891 roku. Ołfarz zdobi sześć srebr
 
nych aniołów i zwierciadła; dawniej były tu koszto- 
wne buławy Sobieskiego i Żółkiewskiego (obecnie 
są w skarbcu), piękne srebrne antf'pendjum z her
 
bem Ossolińskich (Topór) i korona królewska nad 
Obrazem. Na ołtarzu i na bocznych ścianach wi
 
dzimy pełno najróżnorodniejszych wotów. a wszyst
 
:
ie one świadczą o łaskach, cudach i dobrodziej
		

/img0086_0001.djvu

			79 


stwach Matl,i Bożej. Srebrne "logi i ręce - to po
 
dzi€;kowanie za uleczenie chorób w tych członkach; 
srebrne oczy-za przywrócenie wzroku ślepym; ma
 
łe serduszka. srebrne i złete - to dowód. jak Mat
 
ka Boska tutaj sprCił zmysłowe, twarde. światowe i 
zepsufe przemieniała w serca Boże, czyste i ofiarne' 
podwójne serca świadczą. jak do rodzin. gdzie roz- 
terka i swary serca małżonków rozdzielały, Hatka 
Najświętsza wniosła pokój, szczęście i miłość; po- 
stacie małych dzieci - to wotum za uzdrowienie 
pacholąt i t. d.. i t. d, 
Każda rzecz i wotum ma swoją historję, a. 
wszystko to czcigodne. drogie. poJski
 i z głębi 
wdzięcznego serca pochodzące. Każdy dar dla Mat- 
ki Bożej i wotum kaide przez pewien czas wisi tu- 
taj, a potem zabił;rane jest do skarbca. Tych cen- 
nych rzeczy byłoby bardzo dużo, ale. jak się dowie- 
my przy opisie skarbca. skarby jasnogórskie nieraz 
były zabierane bądź to przez złoczyńców. bądź na 
potrzeby państwa, bądź też klasztoru. 
I dzisiaj niema przerwy w składaniu wotów, i 
dzisiaj niema tygodnia. a czasem i dnia, żeby coś 
nie przyniesiono Matce Bożej-bo, jak dawniej tak 
i dzisiaj, jedni\kowo jest hojna i łaskawa. 
Gdyby \do mógł dokładnie obejrzeć wszystkie 
wota, znaJdujące się w skarbcu i kaplicy. odnalazł- 
by nie mało cennych zabytków przeszłości; gdyby 
zaś każde mogło powiedzieć..z jakiem uczuciem wia
 
ry i miło
ci było składane na tym ołtarzu, usłysze- 
libyśmy chór najbprdziej podniosły ze wszystkich. 
jnkie kiedykolwiek na ziemi rozbrzmiewały. 
Ołtarz otoczony jest siedmiu lampami, spusz
		

/img0087_0001.djvu

			- 80 


-czająceml Się Z góry; dalej jest ich jeszcze czte- 
ry, po dwie z każdej strony. Ci, co te lampy spra- 
wili, chcieli powiedzieć nam - swym potomkom, 
że choć zejdą do grobu, jednak ich serca, jak ta 
hmpa, nie przestaną nigdy się palić ogniem miłości 
dla Maryji. Jedną z nich. środkową, złoconą, ofiaro- 
wał król Jan Sobieski w roku 1669, drugą - Kon- 
stancja Grudzińska w 1642 r., trzecią-ks. Henry. 
kanonik krakowski, w 1650 r., czwartą--królowa l'1.a- 
rja Ludwika, piątą-król Leszczyński, szóstą-Tarło. 
siódmą-Michał Potocki 1'141 r. 
Dawniej ściany pokryte były wspaniałymi aksa- 
mitami genueńskimi z XVI wieku, ofiarowanymi przez 
królewicza Jakóba Sobieskiego. Kaplica zamykalla 
jest żel.uną kratą, wykonnną w Gdańsku w 1644 ro- 
ku, która dawniej sięgała na 8 łokci wysokości; od czasu 
zaś dokonanego tutaj świętokrad.ltwa dopełnioną 1.0- 
stała ażurowem zakońcl.eniem pod samo sklepienie. 
Na ścianie, nad kratą znajduje się duży obrilz, 
przedstawiający odstąpienie Szwedów od Jasnej Gó- 
ry w 1655 roku; był on malowany w 5 lat po oblę- 
żeniu. Wyżej, w półkolu, umiesz czony jest drugi 
'<)braz, wyobrażający Maryję z Dzieciątkiem Jezus, 
pod stopami leżą strącone b
:stje siedmiogłowe, a 
obok stoi prorok Izajasz. Ten drugi obraz przed- 
stawia Matkę Bożą, jako pogromicielkę herezyi: jak 
bowiem w raju dziewiczą swą stopą starła łeb smo- 
kowi, tak i w Kościele Bożym ściera głowy wsz.yst- 
kim herezyarchom. Ci, których na tym obrazie smok 
ogonem opasowuje - to wszyscy, co przeciw Koś- 
dołowi Chrystusowemu występowali. 
Druga część kaplicy podzielona jest filarami na
		

/img0088_0001.djvu

			- 81 - 


trzy n
wy. Środkowa, znacznie wyższa, jest bogato 
ozdobiona prześliczną gipsowę sztukaterją, zdobiącą 
obrazy tJ'eści symbolicznej, wyjętej z pisma Ś.vięte- 
go. Na ścianach wiszą obrazy, przedstawiające 7Y- 
de Najświętszej Panienki - są to dzieła artystl)W 
szkoły francuskiej. W górze kaplicy, z trzech stron, 
porobiono galerje. W galerji środkowej umieszczo- 
no chór dla muzyltantów i śpiewaków, oraz organy, 
zbudowane przez organmistrza królewskiego, Kos- 
mowskiego, w 1721 roku. W roku 1854 organy te 
były odnowione i ozdobione figurami Aniołów i św. 
Cecylji. . 
W lewej nawie jest ołtarz Matki Boskiej Bole- 
snej. Rzeźba przedstawia Bożą Hatkę. trzymającił 
na swem łonie zdjęte z krzyża ciało Jezusa Chry- 
stusa. 
Inne dwa boczne ołtarze, umieszczone przy fi- 
hrach. zbudowane zostały w 1762 r. Piękne olejne 
()brazy, znajdujące się w tych ołtdrzacR, przedsta- 
wiają: z prawej strony Narodzenie, a z lewej Ofia- 
rowanie Pana Jezusa. Obrazy te - są to kopje 
włoskich mistrzów. i pomimo pewnych usterek w ry- 
sunku, zaliczyć je można do najlepszych obrazów 
na Jasnej Górze, 
Pokrótce więc poznaliśmy historję i pamiątki 
tego naj droższego na Jasnej Górze miejsca. Ta ka- 
plica - to perła wszystkich zabytków. Cała Jasna 
Góra bez niej byłaby zbiorem budynków. może 
j pięknym, bogatym. ale bez ciepła, bez magnesu, 
co serca ludzkie pociąga. Każdy więc, kto zwiedza 
Jasną Górę. uważa sobie za pierwszy obowiązek na- 
wiedzić kaplicę.i pokłon oddać Najświętszej Pannie.
		

/img0089_0001.djvu

			- 82- 


Każda rzl;'Cz przemawia tutaj do pątnika, a gdy- 
by człowiek miał tak delikatne i wra7liwe ucho, by 
t.
 głosy dosłyszeć, nie wytrzymałby, lecz w gorącej 
i żarliwej modlitwie szukaJ by utulenia przy sercu 
Panienld Najświętszej. W kaplicy tej dokonywują 
się cuda codziennie, może nie tyle fizyczne, ciele
 
sne, widzialne, ale duchowe i moralne. 
Przychodzi w Jej progi grzesznik zatwardziały 
rozpustnik, bluźnierca, człowiek zrozpaczony, zgorzk
 
niały, samolub, a wychodzi inny: pojednany z Bo- 
giem, obmyty z grzech owego brudu, z sercem, mi
 
łością i weselem przepełnionem, a dla bliźnich czu- 
łem i ofiamem. Tego dokonywuje Maryja. Ona to- 
posyła do ltonfesjonałów dusze, zdaje się, bezna- 
dziejnie upadłe, które jednak za wpływem Jej łaski 
odzyskują ufność, a z nią pragnienie oczyszczenia' 
się i poprawy. 
Tam, w tej kaplicy, i posadzka woła na przy
 
bysza, bo pod nią spoczywają proc.hy czcigodnych' 
Ojców. a między nimi wielkiego l\ordeckieI10. 
Kto z tej kaplicy nie wynii'sie odświeżenia 
duszy, umocnienia wiary, ugruntowania w miłości 
Boga, Matki Bożej i Ojczyzny. ten, choć żyje. na- 
prawdę duchowo żyć przestał, ten już tak ostygł, 
że żaden płomień duchowy w nim iskry nie wy- 
krzesze. 
Przechochimy teraz do opisu samego Cudo- 
wnego Obrazu Natki Boskiej.
		

/img0090_0001.djvu

			. _ 
 =.,,;_ IIII.II.II.II.'I.II.hllll.II.'IIII.II.II.,r.'I.II.IJ'111;11111 111111"1', II 111111.. I II '11111 .. '1..'11 
 111I11I1;IIUI"I..IIIIUlllllllrlIIIIHllllnlrlllll..l..lnIJlIUII.I'i ";='''
 
r....'.'......,.,.....,.....,.........".,." ".....,.,.".........'.".....".....'" ,.'.". "j , 
" 
" 
" 


.. 


"'"' 
..d 
'7 . 
£ 
--1" 



 \ 
., 
l' 
L 
 
ł i. 
 ,r 
Q'.,.:t, 
r-'" 
l ,,11: 
f.V 
\. 
 
,. '." 


ołr:;:I 


J 


",' 


...... 
1 


,. 


"I'';'':'; 
. 


, .. 
. ...''''
 


.' 
"K"

 



 - 
 '" 
...ł. ... J .... ,,;!'t..
 . : 
. "'-"$
 
1

I:;'
",
f 
.i 1!'*" l:4 L 
< 
 
,- .. 
'/. 


" 
, 
" 



 


.
 


I, 



\:;o 
.<10, 


....fl 


r- 
'. 
!:" 


" 


... 


....
" 


, "b 


;' u 


- 
 

 Cudowr y Obrllz ! 
 
. 
 ! ;_ _ Metki B::>sk iej CzęsłochGwskiej " 
n D J 8 S n e i Gór Z e. 
 
! 
 

 
 

 1111111111'111111111111"1111111111"11'1111111111111111111,11111'11111111I11I11'.'IIIIIIII'llr.IIIIIIIIIIIII,'IIIIUIIIIIIIIIIIII[l1111I11I11;'111111111,,111111 
 

 - 
'!!1...'ltIIllll1łllł1lnIUI1l1l\lnlnIIlII1111111IUll1ll1lnllll,111111111,nl'llilll"".".".'I.".,I.,I.'.,r.'IIIIIII..rlllllllll111.U.II.,..,._.I-ł.....U....N..
		

/img0092_0001.djvu

			- 83- 


ROZDZIAŁ VII. 



łIH[})OWltiY OBRA.Z MA.TKI BOSKIEJ.. 


pjjagnesem Jasnej Góry, skarbem kaplicy jest Cu- 
downy Obraz Matki Boskiej. Dla Niej Najświętszej. 
powstała: kaplica. i kościół, i skarbiec, i wieża, i wa- 
ły - słowem, wszystko. czem Jasna Góra była, jest 
i będzie; to też poznanie dziejów Obrazu jest chyba 
ze wszystkich pamiątek rzeczą dla każdego najpożą- 
dańszą. 
O powstaniu Obrazu i jego dziejach do roku 
1382. t. j. umieszczenia na Jasnej Górze, niema pe- 
wnych i ścisłych wiadomości; to jednak, co jest 
w podaniu i przekonaniu ludzi wierzących, powtó- 
rzę dosłownie za autorem II W obronie czci Jasno- 
góry" , Marja
em Jast1'Zębcem. 
Powstanie Obrazu Matki Boskiej Częstochow- 
skiej odnosi tradycja wieków, utwierdzona zapiskami 
Ojców Kościoła. do tej epoki życia Najświętszej 
Panny. o której poeta Marjan Gawalewicz w prze- 
cudnych swych "Legendach" powiada: 
"Została Natka sama na ziemi. z boleścią swo- 
ją. ze łzami swemi: dwie tylko chwile radosne miała: 
gdy na świat przyszedł Syn Jej jedyny i gdy w dzie . 
trzeci po Jego zgonie zmartwychwstałego znowu uj 
rzała. Przez lat czternaście przy świętym Janie 
mieszkała smutna, cicha i skromna Boski
go Syn 
j\latka wybrana; 7iemsłtą pielgrzymkę Swoją kończy- 
ta w modłach, w wspomnieniach. w dusznej tę
kno- 
(. e, wpatrzona w niebo. gdzie Syn Jej mieszka, wpa- 
trzona w ziemię, co łzy Jej piła. a Jego krwawp 
6
		

/img0093_0001.djvu

			- 84- 


ślady nosiła. Choć siedem mieczów tkwiło w Jej 
łonie, chociaż w cierniowej żyła koronie, choć Jej 
do krzyża Syna przybito, w sercu nie miała cierp- 
kiej goryczy ani do świata, ani do ludzi; ich przyja- 
ciółką, ich opiekunką, ich dobrodziejką była do zgo- 
nu i po wiek wieków pozostać miała. A choć krwa- 
wemi łzami płakała. łzy te na kwiaty ziemia zmie- 
niała. 
Choć całe niebo z swym majestatem czekało 
na nią. jak na królowę, ona z litości wielkiej nad 
światem, z ludźmi wolała przebywać w smutku i, 
sama żałość tłumiąc swą wielką, była im Matką Po- 
cieszycielką. Na ludzką nędzę dokoła siebie patrząc 
pełnemi od łez oczyma, chciała ból wszystek poznać 
na ziemi, aby cierpiących być Matką w niebie... 
I zadumana odtąd boleśnie, ze smutkiem 
w oczach, z chmurą na czole, . szła już' przez życie 
tak, jak Ją we śnie na cyprysowym malował stole 
Apostół Łukasz ewangielista, - od ziemskiej zmazy 
wolna i czysta!.....".) 
O stworzeniu wizerunku Najświętszej Panny 
przez św. Łukasza Apostoła piszą szeroko różni Oj- 
cowie Kościoła. Sława piękności i cnót Maryji, oraz 
coraz silniej ugruntowująca się wiara, że była Matką 
Boga. rozchodziła się szeroko, wzbudzając ciekawość 
całego ówczesnego świata. Między innemi przecho- 
wał się -list św. Ignacego, biskupa Antyocheńskiego, 
późniejszego męczennika, do św. Jana Apostoła, 
w którym pisze: 
" "Jeżeli mi się godzi, ku Tobie, do Jerowlim- 
skiej krainy chcę się udać i widzieć świętych, ktorzy 


*) .Królowa Niebios. Gawalew;cza. ro>dz. XII,
		

/img0094_0001.djvu

			- 85- 


tam są: a osobliwie Maryję Józefową. o której po- 
wiadają, że jest wszystkim przedziwna, wszystkim 
pożądana; kogoby bowiem nie cieszyło widzieć Tę 
i rozmawiać z Tą, która prawdziwego Boga zrodziła, 
jeżeliby był naszej wiary i zakonu przyjaciel". 
Uczony Dyonizyusz Carthusia pisze w pracach 
swych l że wszyscy wierni pragnęli widzieć Najświęt- 
szę Pannę, tłumnie cisnąc się do domu św. Jana. 
Ci zaś z chrześcijan, którzy, mieszkając dalej, nie 
mogli podążyć do Nazaret. pragnęli oglądać choć wi- 
zerunek Matki Chrystusowej. Stąd też pisze Kani- 
zys z (Ub. 5 c. 22): 
"Gdy tedy wielu ludzi pobudzony umysł, aby. 
Pana Boga swego, w niebie królującego, Matkę przed 
sobą widzieli i widząc słusznie czynili; nie wszyscy 
jednak zewsząd do Niej przybyć i swojemu pragnie- 
niu zadośćuczynić mogli, a tę wieczystą pamiątkę, 
tak przytomni, jako i nieprzytomni (obecni i nieo- 
becni) dla swej pociechy zachowali, a jedni drugim 
też wzajemnie udzielali". 
Idąc przeto za ogólnem żądaniem i własnem 
pragnieniem, 120 panien, otaczających N. Pannę w 
Jeruzalem i tworzących pod jej przewodnictwem ro- 
dzaj pierwszego zakonu niewieściego, nalegało na 
św. Łukasza, biegłego w sztuce malarskiej, o wyma- 
lowanie portretu N. Panny. jako Matki i Mistrzyni 
swojej, na stoliku cyprysowym, znajdującym się w 
domu św. Jana, przy którym Matka Boża zwykła by- 
ła pracować. O fakcie tym świadczy Sykstus Seneń- 
ski (Bibliot! lib. 2, lit. L.): "Błogosławiony Łukasz, 
po napisanym przez siebie Chrystusa Zbawiciela Ży- 
wocie, obraz Jego i Matki Jego pędzlem i farbami
		

/img0095_0001.djvu

			- 86- 


wymalował". A rzymski pisarz Nicefor (Iib. 15. cap. 
14) dodaje jeszcze: .Najświętszej Matki obraz św. 
Łukasz sam swojemi rękami wymalował, gdy jeszcze 
żyła i tablicę widziała, a zatem przyjemności twarzy 
swojej sama weń tchnęła". 
A o licu tem świętem tak wyrażają się staro- 
żytni pisarze (lib. adversus Marcionem i Nicefor lib. 
2, cap. 23): 
.Była Maryja we wszystkich rzeczach poważna. 
mało i to potrzebne rzeczy mówiąca. do słuchania 
łacna i wielce przyjemna, cześć i poszanowanie wszy. 
stkim oddająca. Wzrostu że nieco mierną wysokość 
przeehodziła. Przystojnej w mówieniu wolności do 
wszystkich używałaj bez śmiechu i bez zmięszania 
się, a bez gniewu najwięcej. Koloru była do psze- 
nicy podobnego, włosu żółtego, oczu bystrych i przy- 
żółtawych, a nakształt oliwkowego koloru źrenice w 
nich mającaj brwi Jej były powiesiste i przystojnie 
czerniawej nos przydłuższy. wargi kwitnące i słów 
słodkich pełne. Twarz nieokrągła, ani kończata. ale 
nieco przydłuższaj ręce także i palce przydłuższe. 
Była naostatek bez wszelkiej wyniosłości. szczera 
i bynajmniej twarzy niezmyślająca" . - "Pokorę zna- 
mienitą kochająca, szatami, które nosiła swojskiego 
koloru kontentowała się. co i teraz $więtej Głowy 
Jej welon pokazuje. i że na wszystkich Jej rzeczach. 
wielka od Boga dana Jej była wdzięczność". 
O tablicy zaś. czyli stoliku, na którym obraz 
był wymalowany jest takie podanie: Kiedy młodziu. 
chny Jezus z Matką swoją i Józefem św. mieszkał 
w Nazaret, zaprawiał się do pracy ciesielskiej przy 
św. Józefie. o czem Justyn Męczennik pisze: "Jezus,
		

/img0096_0001.djvu

			- 87- 


między ludźmi będąc, czynił roboty, a praktykując 
z Józefem św.. czyli też po śmierci tegoż, sam zro- 
bił ten stolik dla potrzeby domowej. Skoro zaś 
umarł Jezus na krzyżu, Najświętsza Panna, oddana 
za Matkę Janowi św. i do domu jego w Jeruzalem 
na pomieszkanie dożywotnie. snać ten ubogi sprzę- 
cik swój domowy z Nazar.et zabrała, na którym pó- 
źniej obraz hył wymalowany. Jakoż później podczas 
spisu rzeczy domku z Nazaret okazało się. że tego 
stolika brakowało.. 
Czy można wyobrazić sobie bardziej wzniosłe 
początki Obrazu, więcej nadziemskie pochodzenie 
przedmiotu, przechowanego do naszych czasówl 
Chrystus Pan Boskiemi rękoma, dziecięcemi jeszcze, 
wykonywa go, dając przykład obowiązku pracy. Ma- 
ryja Najświętsza spędza przy nim długie godziny, 
w rozmyślaniach, w smutkach i tęsknocie. Na tej 
cyprysowej desce spoczywały co chwila święte ręce, 
które Boga-Człowieka niańczyły; wsiąkła w nią nie- 
jedna łza, gdy po ukrzyżowaniu Chrystusa sama sia- 
dywała przy nim Matka Boleściwa. Wreszcie za do- 
brem natchnieniem czystych dziewic stół ten dosta- 
je się w ręce św. Łukasza, Ewangielisty, malarza i 
ten spędza nad nim długie godziny, wpatrując się 
w święte oblicze Maryji, uwieczniając je swą sztu- 
ką, prowadząc z nią rozmowy, które miały stać się 
z czasem ważnym przyczynkiem do stworzenia Ewan- 
gelii, bo któż lepiej, jak Matka Najświętsza, mógł 
objaśniać dziejopisa Kościoła Chrystusowego o ta- 
jemnicy Zwiastowania, Wcielenia, Narodzenia Chry- 
stusa Pana. ucieczki do Egiptu i lat Jego dziedę- 
cych?
		

/img0097_0001.djvu

			- 88- 


Ale też opieka Boska czuwa wyraźnie nad świę- 
tym obrazem, wybawiając go znajprzeróżniejszych 
niebezpieczeństw. 
Rzymianie zdobywają Jerozolimę, dwukrotnie 
przypuszczając szturmy takie, że według słów dziejo- 
pisów "kamień na kamieniu nie pozostał". Jednak 
dom Zebedeuszowy św. Jana, gdzie się znajdował 
obraz, ocalał, stawszy się niewidzialnym i niedostę- 
pnym dla niewiernych, z powodu otaczających go 
promieni, które dla nieprzyjaciół groźnemi błyskawi- 
cami się zdawały. 
W 288 lat później, roku 326. św. Helena cesa- 
rzowa, matka Konstantyna Wielkiego, pałając gorą- 
cem pragnieniem odnalezienia najświętszych relikwji, 
mimo podeszłego wieku i uciążliwych na owe czasy 
podróży, udaje się do Jerozolimy i tam z Bożą po- 
mocą odnajduje jedną po drugiej św. pamiątki: od 
żłóbka - kolebki, do krzyża - trumny. Wtedy i obraz 
został odnaleziony. Św. Helena zwróciła się do 
zgromadzenia 120 panien, które wiernie przechowy- 
wały tradycje swych poprzedniczek, towarzyszek Mat- 
ki Bożej, i odnalazła u nich obraz św., przechowy- 
wany w wieIkiem poszanowaniu. Obraz ten wraz 
z innemi relikwiami odwiozła cesarzowa Helena sy- 
nowi swemu, Konstantynowi Wielkiemu. zakładające- 
mu nową stolicę w Bizancyum. Konstantyn Wielki, 
wedle słów Nicefora (lib. 8 cap. 16) na Synodzie 
Nicejskim, postanowił' wybudować kościół przy pała- 
cu bizantyńskim dla tego obrazu w Konstantynopolu 
pod imieniem Maryji, i nazwał miasto,nowym Rzymem. 
Obraz ten zasłynął u mieszkańców łaskami i cu- 
dami. Naśladowali Konstantyna i późniejsi Cesarze
		

/img0098_0001.djvu

			- 89- 


Wschodni przez kilkaset lat, i kiedy Saraceni oble- 
gali miasto, obraz N. Panny był obnoszony przez 
znakomitych panów i senatorów z procesją po uli- 
cach i wałach, a Saraceni przerażeni pierzchali. 
Wyszedł też święty obraz szczęśliwie z nie- 
bezpizcznego okresu, gdy za panowania cesarza Iza- 
ur.r ka część chrześcijan oderwała się od Kościoła 
Chrystusowego, wychodząc z założenia, że poszano- 
wanie obrazów ma w sobie coś bałwochwalczego. 
Prąd ten. zwany obrazoburstwem, pociągnął znisz- 
czenie mnóstwa obrazów świętych, cennych tak ze 
względu na związek swój z historją Kościoła Kato- 
lickiego, jak z artystycznego punktu widzenia. 
W burzliwych tych czasach obraz przechowy- 
Wii"y był w samym pałacu cesarskim przez żonę ce- 
sarza, Irenę, i córki jego, które pozostały wierne 
wszystkim przepisom Kościoła. Skoro cesarz lzauryk 
był zrzucony z tronu przez współzawodniczego z nim 
Nicefora. cesarzowa Irena została zesłana na wygna- 
nie. Wówczas w sprawy te wmięszał się Karol Wiel- 
ki, król franków. który posłał Jiczne wojska do Bi- 
zancyum, zwyciężył Saracenów i r. 801 położył kres 
długim wojnom i niepokojom. 
Wśród licznych łupów, jakie frankowie wywie- 
źli z Konstantynopola, za najcenniejsze uważali re- 
likwię i pamiątki, związane z życiem Chrystusa. By- 
ły niemi: wyżej opisany obraz Matki Boskiej, malo- 
wany przez św. Łukasza, wraz z historją jego po- 
wstania, spisaną przez współczesnych, giezło 'Z Gro- 
bu Pańskiego, suknia Najśw. Panny. dwa paski; ręką 
Matki Boskiej zrobione dla siebie i Chrystusa, prze- 
pasanie Pańskie na krzyżu, korona cierniowa, włó- 


.
		

/img0099_0001.djvu

			--90- 


cznia, część krzyża św. i zawój :głowy Św. Jana w 
więzieniu. 
Nieocenione te skarby wiozły wojska liczne ku 
granicom państwa frankońskiego, aby złożyć je w ka- 
tedrze Akwizgrańskiej. gdzie z czasem i zwłoki Ka- 
rola Wielkiego spocząć miały. Wśród rycerstwa jed- 
nym z najmężniejszych miał być książe Leon Ruski, 
który niemało do zwycięstw Karola Wielkiego 
ię 
przyczynił. Otóż wspaniałemu temu pochodowi za- 
biegli drogę posłowie z Rusi, dając znać Leonowi o 
Tatarach, państwo jego mieczem i ogniem pustoszą- 
cych i prosząc, aby pospieszył przeciwko nim. Znie- 
wolony tak wielką i nagłą potrzebą, Leon wybierać 
się począł, a Karol okazywał mu wielkie współcza- 
cie, tak dla nieszczęścia jego na Rusi, jako i z wdzię- 
czności Za pomoc, której w Ziemi św. od niego do- 
znałi pragnąc go też wynagrodzić za prace i usługi 
wyświadczone, prosił, aby sobie wybrał ze skarbów 
jego, cobyl mu się podobało. Leon, jak głosi legen- 
da, prosił jedynie o obraz N. Panny, przez Nicefo- 
ra w Konstantynopolu ofiarowany. Zdumiał się król 
na tę niespodziewaną prośbę i począł się cofać z 
obietnicą. Ale Leon mocno nalegał, upominając się 
o dotrzymanie słowa królewskiego. i wreszcie skło. 
niwszy się nizko do nóg królowi, wymógł na nim, że 
musiał mu darować obraz N. Panny. 
Leon, uszczęśliwiony tak wielkim zaszczytem i 
skarbem, ruszył z wojskiem ku ojczyźnie swojej na 
Ruś. prowadząc obraz św. między licznem wojskiem, 
na zamek Bełzk
, gdzie go ozdobiwszy złotem i dro- 
giemi kamieniami, ustawił w jednym z największych 
pokoi. przemienionych na kaplicę. Potem wezwał ka-
		

/img0100_0001.djvu

			- 91- 


'płanów, zalecając im, aby pilnując i oddając cześć, 
byli Jego strażnikami. 
Śledząc ściśle za historją. dojść musimy ao 
wniosku, że ów książe Ruski Leon, czyli Lew, nie 
może być identycznym ze Lwem Ruskim, znanym z 
walk z Litwą i Polską za Leszka Czarnego. Wystar
 
czy zestawić daty zgonu: Karol Wielki 814 r.. zaś 
Lew Ruski 1301. 
Takim sposobem Czerwona Ruś przyszła do po
 
siadania obrazu Matki Boskiej na zamku Bełzkim, 
w którym przebywał tamże przez 579 lat, dopóki ro
 
dzina książąt Daniłłowiczów panowała na Rusi. 
Roku 1352 Kazimierz Wielki przyłącza skołata- 
ną niesnaskami panujących i bojarów, a spustoszo- 
ną napadami Tatarów, Ruś do Polski, niosąc jej wyż- 
szą kulturę i osłonę od wrogów. 
Gdy zaś po śmierci Kazimierza Wielkiego na 
tronie polskim osiada Ludwik Węgierski, który. prze- 
bywając wciąż poza granicami naszego kraju, rządy 
w Krakowie i poszczególnych prowincjach Polski prze- 
kazywał to matce swojej Elżbiecie, to różnym krew
 
nym swoim, Ruś, zwana Czerwoną. dostaje się we 
władanie Władysława księcia Opolskiego, dotychcza- 
sowego palatyna Węgier. 
Władysław musiał Beb" jak i - inne zamki. w 
których pozamykali się bojarowie ruscy, zdobywać 
orężem. Wziąwszy go, przedewszystkiem udał się 
oddać pokłon cudownemu obrazowi. zaraz też za- 
rządził przeniesienie go do najwspanialszej komnaty 
i otoczenie przepychem. Ale wkrótce nastąpił na- 
pad Tatarów. którzy oblegli zamek Bełzki. Władysław 
napad skutecznie odparł. aie nie wątpił. że ten nie- 


.
		

/img0101_0001.djvu

			92 


raz jeszcze się powtórzy; pojmując więc. w jakiem 
niebezpieczeństwie znajduje się cenna relikwia, po- 
stanowił wywieść ją do rodzinnego swego miasta O- 
poJa, na Śląsku położonegó. Przysposobiono przeto 
odpowiednio wspaniały wóz, zaprzągnięty w sześć 
przepysznych rumaków, które jednak żadnym sposo- 
bem nie chciały ruszyć z miejsca. Władysław Opol- 
ski, upatrując w tym niezwykłym wypadku jakiś żnak 
od Boga, pospieszył do kaplicy, zanosząc gorącą 
prośbę, aby wola Opatrzności odpowiednio go obja- 
śniła. Na modlitwie trwał tak długo, aż sen go zmo- 
rzył. Podczas snu objawiła mu się Matka Boska, 
wyrażając pragnienie, aby jedyny jej rzeczywisty wi- 
zerunek spoczął na Jasnej Górze, niedaleko od zam- 
ku Olsztyńskiego. Władysław, uznając sen ten za ob- 
jawienie, natychmiast wydał rozporządzenie, aby 
obraz wieziony był na Jasną Górę, a wówczas ko- 
nie ruszyły i wóz potoczył się szczęśliwie ku Mało- 
polsce. 
Stanął Książe Władysław z obrazem św. na Jas- 
nej Górze we środę po św. Bartłomieju 1382 roku 
przed kościołem drewnianym pod wezwaniem Wnie- 
bowzięcia N. Panny i w asystencji dworzan i nieli- 
cznych włoścjan z procesją wprowadzony był do o- 
wego kościółka. 
Tegoż dnia Książe Opolski podpisał erekcję. 
nadając dochody na pobudowanie kościoła i klasz- 
toru Jasno-Górskiego. 
Następnie, za poradą króla Ludwika, sprowadził, 
16 braci zakonu św Pawła, pierwszego pustelnika. z 
klasztoru Nosztre w Węgrzech, słynących życiem 


.
		

/img0102_0001.djvu

			9.3 


świątobliwem. i zalecił im być strażnikami tegoż 
obrazu św. 


Na Cudownym Obrazie, jak wiemy, Si) dwa cię
 
cia szablą na twarzy i znak na szyi od strzały, pu- 
szczonej przez Tatarzyna na zamku Bełzkim. Strza
 
la wpadła przez okno i trafiła w obraz. Te stygma
 
ty na swym wizerunku chce Matka Najświętsza za
 
trzymać na wieczne czasy, gdyż przy odnowieniu 
Obrazu za Jagiełłę kilkakrotnie starano się szramy 
te zatrzeć i 7am310wać, a jednak potem znowu się 
ukazywały. 
Dla przyozdobienia Obrazu są dwie sukienki: 
jedna brylantowa, a druga koralowa. Brylantowa 
jest wartości nieokreślonej, na nią ,_łożyły się pra- 
wie wszystkie 'rodziny polskie. Koralowa - korala- 
mi wyszywana na złotej lamie, niekosztowna, lecz 
cenna ze względu, że korale złożyły wieśniaqki 
z kieleckiej ziemi. Była jeszcze i sukienka perłowa. 
a wśród pereł wiele było cennych, jako osobliwość, 
np. perła w kształcie twarzy, serca, jajka, a dalej 
olbrzymia perła królewicza Konstantego Sobieskiego. 
Ta sukienka została przez zbrodniarza zdarta i Zl'a- 
bowana w 1909 roku. 
Zmiana sukienki dokonywuje się w Wielki 
Czwartek. a to dlatego, że w ten dzień niema w Cu- 
downej Kaplicy żadnego nabożeństwa. Ojcowie Pau- 
lini rano o godz. 4
ej wyjmują Cudowny Obraz z oł- 
tarza i na rękach swoich przenoszą do skarbca, tam 
zdejmują suk:enkę i korony. oczyszczają ją. wkłada- 
ją inną i wśród serdecznych modlitw wstawiają z po- 
wrotem na swoje miejsce. Ci wszyscy, którLY niosą
		

/img0103_0001.djvu

			-94 - 


Obraz, lub zbliska przypatrują się, wyznają, że chwi- 
la ta robi wraienie, nigdy nie zatarte. 
Obecne korony złote, brylantami sadzone. po- 
chodzą od papieża Piusa X, który pełen współczucia 
dla zbolałego narodu, przysłał mu dar swego serca 
i pamiątkę swej ku niemu miłości. Dawne korony, 
ofiarowane przez papieża Klemensa XI w 1717 roku, 
wraz z sukienką zostały skradzione w 1909 roku. 
Korony podtrzymują dwie pary aniołków. 
Koronacja Cudownego Obrazu. pierwszą poza 
gl'anicami Włoch, odbyła się w 1717 roku, a cere- 
monji dokonał biskup Jan Krzysztof Szembek. Uro- 
czystość odbyła się wspaniale, przy tak wielkim na- 
pływie wiernych, że kronika klasztorna podaje, ii 
w tych dniach samych komunikantów wydano 148 
tysięcy. Druga koronacja w 1910 roku ściągnęła do 
Jasnej Góry z górą pół miljona wiernych; korona- 
cyjnego aktu dokonał biskup włocławski, ks. Stani- 
sław Ldzitowiecki. Uroczystość swą wspaniałością 
przeszła wszystkie, jakie dotychczas miały miejsce 
na Jasnej Gorze. 
Niejeden, wpatrując się w Cudowny Obraz po- 
myślał sobie: dlaczego ta twar:z: Matki Najświętszej 
taka ciemna. że ledwie dostrzec można? Na Gór- 
nym Sląslm Niemcy tę własność Cudownego Obrazu 
wyzyskiwali, by zniechęcić Górnoślązaków do piel- 
grzymek na Jasną Górę; mówili im bowiem: "Pocói 
tam idziecie do Tej Czamej Matki Boskiej i co Ona 
wam da, nic Ona już dla was nie zrobi", i t. d., a 
nieraz na zebraniach bluźnili i ośmieszali Cudowny 
Obraz, że jest czarny. 
Dłl,lgo zastanawiałem się, jak sobie wytłoma-
		

/img0104_0001.djvu

			- 95- 


maczyć dlaczego wizerunek r1atki Bożej jest tak 
ciemny, i wreszcie przyszedłem do przekonania, 
z którem z wami się dzielę. Obraz malować musiał 
człowiek. kt6ry znał i widział Matkę Bożą. Już bo- 
wiem w piśmie św. znajdujemy słowa, określające 
własności zewnętrzne twarzy Matki Boskiej i Koś
 
dół do Niej stosuje te słowa: "Czarna'ciem, ale 
piękna", (pieśń nad pieśniami 1-4). Choć więc te 
słowa mogą być brane w znaczeniu przenośnem 
i duchowem, to jednak zarówno oznaczać mogą pię- 
kność cia
a i kolor twarzy. A czyż to nie spl'awdza 
się i na Jasnogórskiej Panience? Choć Obraz cie- 
mny i czarny, czyż jednak jest gdzie Matka Boża 
piękniejsza, więcej kochana. I}awiedzana i więcej 
łask wyjednywająca? 
Z obrazu bardzo łatwo można poznać malarza, 
który go wykonat Doświadczenie uczy. że Niemiec 
inaczej namaluje Matkę Najśw., aniżeli fl'ancuz lub 
Włoch; Włoch zaś inaczej, aniżeli Polak lub Rosja- 
nin, a Chińczyk czy Japończyk jeszcze innaczej. 
Skąd to pochodzi? Wytłomaczyć łatwo. Ponieważ 
Matka Boska była nietylko najświętsza co do duszy 
- bez plamy i skazy, ale i co do ciała była naj- 
piękniejszą z niewiast, więc też malarz. tWOl'ZąC 
w swej wyobraźni Jej postać, jaką ma przelać na 
płótno, bierze wzory z najpiękniejszych niewiast 
i to z niewiast swojego narodu. bo miłość swego 
ludu i ziemi ojczystej ma żywy oddźwięk w dzie- 
łach artysty. Stąd pochodzi, że Włoch np., malując 
Natkę Najświętszą, przedstawi Ją przeważnie z de- 
likatną, białą cerą, oczyma i włosami czal'nymi. Po- 
dobnież i Francuz tak namaluje, a to dlatego. że
		

/img0105_0001.djvu

			- 96- 


kobieta z takimi przymiotami ciała jest ideałem pię- 
kności w pojęciu Włocha i Francuza. Holenderczyk 
i Niemiec namaluje Matkę Bożą z włosami jasnemi. 
lub nawet złotawe mi, oczami niebieskiemi, a kolor 
twarzy, choć biały, będzie miał jednak inny odcień. 
Polak namaluje z kolorem twarzy białym, przy pc. 
wnym odcieniu blado-różawym, z błękitnemioczy- 
ma i włosami blond. Krótko mówiąc. Włoch nama- 
luje najpiękniejszą włoszkę. Francuz - najpięlmiej- 
szą francuzkę, Niemiec - najpiękniejszą niemkę, 
Polak - polkę i t. d. 
A przecież Matka Najświętsza była tylko jedna, 
a jaką była, podają nam niektórzy pisarze kościelni. 
Przytem, pochodząc z żydowskiego narodu, nosiła 
jego zewnętrzne cechy. Nicefor, iak już wiemy, pi- 
sze, że Matka Najświętsza miała twarz koloru psze- 
nicznego (t. j. żółto-jasnego). włosy żółtawe. oczy 
bystre przy żółtawe, źrenice koloru oliwkowego, brwi 
powiesiste i przystojnie czemiawe, nos przydłuższy, 
wargi kwitnące, twarz nie okrąglą, lecz nie lmńcza. 
stą - tylko nieco przydłuższą. Obraz więc, najle- 
piej odpowiadający tym własnościom, jest najwięcej 
oryginalny i sięga czasów, kiedy Matka Najświętsza 
jeszcze żyła. A właśnie Obraz Matki Boskiej na 
Jasnej Górze ma te cechy: kolor twarzy żółty, oczy 
bystre, źrenice czarniawe, twai'Z podługowatą, a 
wszystkie szczegóły harmonijnie i symetrycznie do- 
stosowane. Ten więc, kto Cudowny Obraz malował, 
musiał Matkę Najświętszą widzieć i znać, a t\'adycja 
przychodzi nam z wyjaśnieniem i głosi, że był nim 
św. Łukasz. . 
Ale żeby to pl'zynajmniej był żółty kolor Mat-
		

/img0106_0001.djvu

			- 97 


ki Bożej na obrazie, to dobl'ze, ale jest on zupełnie 
ciemny i nawet rysów twarzy dostrzec nie można? 
To się tłómaczy wiekami, jakie ten Obraz przetrwał. 
Kilkanaście stuleci ma już za sobą, a ileż mógł 
pl'zechodzić chwil. dla konserwacji bardzo nieoopo- 
wiednich. Przez kilka wieków był na Wschodzie, 
gdzie dotychczas panuje zwyczaj palenia jakna]wię- 
cej świec przed obrazami, - dym więc i kurz zro- 
biły swoje. Dalej jest t	
			

/img0107_0001.djvu

			-98- 


niebezpieczeństw'o zagrażało klasztorowi i była oba
 
wa, aby nie znieważono Cudownego Obrazu. Raz 
był przewieziony do Głogowa, a raz w okolice Lu
 
blińca. 
W tych faktach każdy wierzący odczuć musi 
szczególniejszą miłość Bogarodzicy do Górnośląza- 
ków. Oni jeszcze na 90 lat przed sprowadzeniem 
Cudownego Obrazu zostali odłączeni od macierzy i 
dostali się pod panowanie Czechów, a Matka Boża. 
jakby tęskniąc za nimi i pragnąc mieć swe oczy na 
nich zwrócone, ze swego Obrazu {latrzy na zachód, 
jakoby na dowód, że choć odcięci zostali od Matki- 
Ojczyzny. Matka Niebieska z oczu ich nie spuszcza. 
A ta okoliczność, że Cudowny Obraz dwa razy i to 
w czasie największego niebezpieczeństwa był pl'ze
 
noszony nie gdzieindziej, tylko na Górny Śląsk. nie 
jestże wymownym dowodem, iż Matka Boska Górno- 
ślązaków szczególniej ukochała? l czyż oni nie mają 
teraz prawa szczególniejszego do Jej opieki? Nie- 
zawodnie! Górnoślązacy spełnili zadanie doskonale, 
bo Cudowny Obraz wśród. nich pl'zebywając, bez 
szkody wrócił na swoje miejsce. Czyż więc Górny 
Śląsk w swych potrzebach, uciskach i niebezpieczeń- 
stwach nie będzie się zwracał do Tej, której Obl'az 
ze czcią przechowywał? O tak. Bo też skoro tylko 
państwa zwycięskie uchwaliły plebiscyt, na Górnym 
Śląsku pierwsza myśl zrodziła się. by oddać swe 
losy pod opiekę Panienki Najświętszej. Kiedy Obraz 
Cudowny był w niebezpieczeństwie. Matka Boża na- 
t:::hnęła. by Go wywieźć na Górny ,
ląsk, pod stnż 
umiłowanych a wiernych Górnoś]ązaków, skoro zaś 
Gómy Śląsk znalazł się w niebezpieczeństwie utra-
		

/img0108_0001.djvu

			o: 


.) 


..... 


'
 


\ 


\ 


-- 
'-''''-! 

. 


br. Antoni 
O. Dominik 


l- 


\ 
. 


ł 


_ ---łłł"" .--. -- 


::'\ 
. 
;;. 



 
..ł 


t
.,r 
1'" 
-- 


,_.
 


...... 


-- 



- 
" 


( -
 




 
- 
 \ 
'J..:' \ 
". 
,
 
.., 
_. 


.... 



r
 
Ił" ... 
.
 


 
'" , 
-, 


- 


-1 "{ 
-..- 
."
 l 

 ------:' 
\ 
 
 


'" 



 


- 


......... 


-., 


-" 


-. 


l 


->; ł .h...'-' __ 
\. : ,


 -... 


} 
... 



:
 
I 


I 
, 



 



, 


"1'\ 


-; 



. 


......"",., ---ł-" 


"." ';,,- 


-A 


=-- . 

 ---- 


" 


......,,;;: 
. - 
- 


-//,' 


- " 


,
.. 


':., 
..., 


;r
 ',). 
- '" 


'\ 


¥ 


" 


T 


.. 


.... 


0, Czesław 0, S"J
z, ,
u 
0_ Wincenty O. Grzegorz 0, Piotr Pneor Jeneralny 0, Pius O. \\, aJery 
br. Placyd br, Robert br. Stefao 


O. Gerard .,,
-= __:" 
Bernard 
 oJ
		

/img0110_0001.djvu

			- 99- 


cenia wolności na wieki - przychodzi w procesjach 
i tuli się pod skrzydła swej Matki-Królowej. a Ona 

o błogosławi i zapewnia, że na dalszą niewolę nie 
pozwoli. Ol jakże cieszyć się powinni wszyscy Gór- 
noślązacy i ufać Tej Matce, która ich w ciągłej swej 
trzyma opiece. 
Na tern miejscu, uważam za stosowne przyto- 
czyć jeden z cudów, jaki Matka Najświętsza uczyniła 
pewnemu Górnoślązakowi, i choć tych cudów było 
tysiące, ten jednak jest największy. Powtórzę go za 
O. Ambrożym Nieszporkowiczem, który ten cud przy- 
tacza w swej książce: .Odrobiny stołu królewskie- 
go., wydanej w 1682 roku. 
.Mieszkaniec lubliński (t. j. z Lublińca na Gór- 
nym Śląsku). z małżonką i czeladzią wyszedłszy 
z domu, dwóch synaczków. dwuletniego w kolebce 
i czteroletniego, w mieszkaniu zostawił. Starszy, 
jako widział ojca w jatkach. baranom i cielętom 
podrzynającego gardła, także śpiącemu w kolebce 
bratu nożem gardło poded,nął. Potem zaś, widząc 
d7iecko bez ducha i krwią oblane, a chłosty się bo- 
jąc, schronił się ze stos drew nałożonych w kcmi- 
nie. Przychodzi matka i, nie zajrzawszy do koleb- 
ki. podpala drwa, które. dobrze wysuszone, płomie- 
nisto gorejąc, dymem duszą dziecię, a potem pło- 
mieniem palą. Nieszczęśliwa matka porywa z ognia 
syna. a ratunku żadnego umarłemu dać nie mogąc, 
jeszcze z płomienia nieostudzonego łzami ciepłemi 
chłodzi. Przestąpi próg, obaczy krwią płynący z ko- 
lebki potok, i pocit;chy nie znając z żalu na pół 
obumiera. Nadchodzi mąż, w domu tragiczne wido- 
wisko znajdzie, a rozumiejąc, że śmierci synów jest 
7
		

/img0111_0001.djvu

			-100 - 


matka przyczyną, żonę bijąc. zabija. Na widok tylu 
trupów. a rady pociesznej sobie dać nie mogąc. do 
przyjaciół się udaje, z których namowy. nadiudzką 
powzięwszy w przyczynie Matki Bożej ufność. w tru- 
mnie wiezie trupy do Częstochowy. Dosyć daleką 
odprawiwszy drogę. podczas nieszporów godziny tu 
przybywa, przed obrazem matkę z synami stawiA. 
aż gdy przyszło do Matki Niepokalanej hymnu w do- 
mu Zacharjasza śpiewanego "Magnificat n . owego 
'wiersza: "Albowiem uczynił mi wielkie rzeczy, któ- 
ry możny jest i święte Imię Jego", jak ze snu obu- 
dzeni, z matką powstają synowie. przy wielkiej ludu 
z różnych miejsc zgromadzonego frekwencji. Tak 
uwieloiona jest zaprawdę znacznym cudem przyczy- 
na Matki Boskiej, która niewidzianym przedtem 
przywróconem do żywota dobrodziejstwem w r. P. 
1540 pokazała. jako to sobie upodobała miejsce. 
Ten cud był symbolem całego Śląska. Jak w tej 
rodzinie duch ciemności poczynił takie spustoszenie. 
a Matka Boża była przyczyną zmartwychwstania, 
tak się działo i na całym Górnym Śląsku. Duch 
wraży, niemiecki niczego nie oszczędzał, by tylko 
zabić ducha polskiego na Śląsku. dusił. kneblował, 
niszczył, zarzynał i zdawało się, że dopiął celu, fi 
tymczasem skutek był wręcz przeciwny: im więcej 
prześladowań. tem bliższe było wybawienie i zmar- 
twychwstanie Śląska, bo naród wierzył. bo Maryja 
była mu Królową i pod Jej opieką ożył i zmatwych- 
wstał. Oto jak Matka Boża kocha Górnoślązaków! 
Nawet z procesji, które były na Jasnej Górze, 
wielu oświadczyło, że wracają do domu z Często- 
chowy ożywieni. umocnieni i całym sercem do Pol-
		

/img0112_0001.djvu

			101 - 


ski przywiązani, nie mówiąc już o licznych nawró
 
ceni ach i łaskach pojedyńczych, których każdy bar
 
dzo dużo stąd wyniósł. Sprawdziło się na każdym 
prawie Górnoślązaku, że na Jasnej Górze pód opie
 
ką Matki Boiej ciemności, zwątpienie, lęk ustępo
 
wały. a zamiast nich jasno i wesoło robiło się 
w duszy. 


ROZDZIAŁ VIII. 


ZAKR YG\TJA 9 
1i:"-RIIUlE	
			

/img0113_0001.djvu

			102 


się przez ciżbę ludu, gubił patenę lub dochodził do 
ołtarza z poszarpanym ornatem. 
A teraz wracam do opisu zakrystji. Jest to 
duża, dobrze oświetlona i wysoka sala, mająca 34 
łokcie długości i 17 szerokości, wybudowana z wła- 
snych funduszów zakonu i poświęcona przez bisku- 
pa Stempkowskiego w 1653 roku. W zakrystji znaj- 
duje się ołtarz św. Wacława. Jest ona ozdobiona 
wizerunkami czterech Ewangelistów i obrazami z pu- 
stelniczego życia św. Antoniego i świ*;tej DyrnpHny. 
Nad lawaterzem, czyli kranem do mycia rąk. na le- 
wo po wejściu do zakrystji jest obrBz. przedstawia- 
jący sąd nad grzesznikiem, za świętokradzkie przy- 
jęcie Komunji Świętej: w obecn:Jści Pana Jezusa i 
Matki Bożej Hostya Św. wychodzi z jego ust, a aniol 
ścina mu głowę. W zakrystji przez cały czas piel- 
grzymek cisną się różnobaawne tłumy, niosąc do 
poświęcenia obrazy, różańce, medaliki lub ofiary na 
Mszę św., odbierane przez siedzącego kustosza Za- 
konu. 
. Z zakrystji jest wejśc'e do Skarbca, w którym 
mieści się wiele pięknych, drogocennych ei cieka- 
wych pamiątek. Skarbiec jest położony nad zakry.' 
stjl} i idzie się doń po schodach. Obecnie, dla wy- 
gody zwiedzających, urządza się drugie wejście 
z wałów. 
Skarbiec Jasnogórski jest bezwątpienia najbo- 
gatsz ym ze skarbców w całej Polsce, a jednak nie 
przechował się on w tej ś\\-ietności, na jaką długie 
wip.ki najwyższej czci tego miejsca się s
ładl'lły. 
Wiele rzeczy przeszło na ołtarze, zdobiąc ich stro- 
JU; zewnętrzną, niejedno spieniężone zosŁało za zgo-
		

/img0114_0001.djvu

			103 - 


Ją przełożonych na powetowanie strat, wyrządzo- 
nych przez po łary, niejedno uniesione było w cza- 
sie najazdów. Tak np. pisze historja, że w czasie 
pobytu Prusaków na Jasnej Górze okradziono ze 
srebrnych su
ien ołtarze Pocieszeni:1 Matki Boskiej _ 
i św. Antoniego w dniu 13 listopada 1793 r., oraz 
kilkanaście kosztownych w.Jtów, niedługo przedtem 
ze skarbca na ołtarze przeniesionych. Poszukiwania 
pozwoliły odkryć sukienki, zakopane w ziemi. Po- 
kazało się. że sprawcami hyli dwaj żołnierze z pru- 
skiej załogi. Obaj wtrąceni zostali do więzienia, 
w którem życia dokonali, jeden w ciągu kilku mie- 
sięcy, drugi po kilkunastu latach. 
Przez największe niebezpieczeństwo przecho- 
dził skarbiec Jasnogór3ki r. 1806, podczas gospo- 
,darki fra:1cuzów na Jasnej Górze; dzięki tylko ener- 
gii ówczesnego przeora Olchowskiego i interwencji 
generała Henryka Dąbrowskiego. skarbiec ocalał. choć 
wiele bardzo kos.!:tow'1ych rzeczy 7abrano. 
Z pomiędzy zabytków rzuca się nasamprzód 
w oczy krzesło. wykładane kością słoniową. Miało 
-ono należeć do Kazimierza Wielkiego, prawdopodo- 
bnie jednak pochodzi z czasów późniejszych. Obok 
tego krzesła stoi piękny barokowy klęcznik Kacpra 
l\arlińskiego, bohatera zamku Olsztyńskiego. Może 
klęcząc na nim szukał pociechy w modlitwie po do- 
'konaniu ciężkiej dld serca ojcowskiego ofiary, po- 
święcenia syna na ołtarzu Ojczyzny. 
Widzimy tu zbiór różańców i paciorków, zło- 
złożonych w różnych czasach przez pobożne oso- 
by. Najważniejszym jest duży kryształowy różaniec 
i laska pielgrzymia-dary księcia Mikołaja Radziwił-
		

/img0115_0001.djvu

			- 104 - 


ła, zwanego Sierotką. Znakomity ten mąż, odbywszy 
trudną pielgrzymkę do Ziemi Świt;;tej. pięknie ją o- 
pisał, poczem życie swoje gorliwej służbie dla do- 
bra Ojczyzny poświęcił. Wracając jednak z długiej 
pielgrzymki, którą odbył w 1582-1574 roku, przede- 
wszystkiem spieszy na Jasną Górę podziękować Naj- 
świętszej Maryji za opiekę w podróży; tutaj składa 
kij pielgrzymi, na którym wspierał zwątlone ciało 
w drodze i Różaniec. na stórym się modlił u Gro- 
bu Chrystusa. 
Z innych zauważyć należy jaspisowe różańce 
Stefana Batorego. Jana Sobieskiego i Michała Kory- 
buta Wiśniowieckiego, oraz sześć dziesiątków pa- 
ciorków srebrnych, misternej roboty, - dar Gra- 
nowskiej. 
Bardzo stare i ciekawe okazy sztuki znajdują 
się między szatami kościelne mi. Przedewszystkiem 
niezrównanej ceny dla Polaków jest ornat Królowej 
Jadwigi ze złotej lamy, haftowany perłami. własno- 
ręczna praca świętej królowej. Przednia i tylna ko- 
lumna zdobne są postaciami Najśw. Panny i św. Ja- 
na. nad którego głową orzeł z kielichem w dziobie; 
Pan Jezus i Jan Chrzciciel w dziecięcym wieku. Je- 
dyny to przedmiot pracy rąk Jadwigi, którego auten- 
tyczności nikt nie zaprzecza. 
Najstarszą szatą z zachowanych w skarbcu jest 
ornat obrządku wschodniego, z którego tylko tył 
pozostał. Na czerwonej ciężkiej materji srebrem j 
perłami wyszyte: krzyż, postacie N. Panny i Aposto- 
łów, oraz herb przedstawiający tarczę, podzieloną 
na trzy części. na niej trzy róże i siedem ptaków. 
Ornat miał sprowadzić Władysław Opolski wraz z Cu-
		

/img0116_0001.djvu

			- 105 - 


dawnym Obrazem; on też dzielił los jego w czasie 
napaści rozbójników-rycerzy, podających się za Hu- 
sytów. 
Nietylko Jadwiga z królowych naszych pozosta- 
wiła na Jasnej Górze ślady swej pracy. 
Konstancja, druga żona Zygmunta III. złożyła 
tu r. 1626 kosztowny ornat z herbem państwa i 
szwedzką koroną. 
Marja-Józefina. żona fryderyka Augusta III, 
ofiarowała w 1748 własnoręczny ornat. na złotem 
tle srebrną łuszczką wyszywany. 
Wspaniałe są też ornaty po .trzech synach Ja- 
na Sobieskiego, wychowanych przez ojca w wielkiej 
czci dla Jasnej Góry. 
Osobistym też, jako zabytek sztuki. jest ornat, 
ofiarowany przez ro:łzinę Denhofów 1690 roku po po- 
arze. Na czerwonym aksamicie starannej roboty wy- 
pukła postać Niepokalanego Poczęcia Najśw. Panny 
z dwoma aniołami ponad nią. 
Wśród różnych szat kościelnych spotykamy się 
cillgle z niemiernie artystycznymi haftami i jubiler- 
ską pracą braciszka Makarego Szypkowskiego. żyją- 
cego w pierwszej połowie XVIII wieku. 
Przechodząc między szatami, na każdym kro- 
ku spotykamy jakąś cenną pamiątkę przeszłości. 
Godnym uwagi też jest krzyż, będący własnoś- 
cią według podania św. Karola Boromeusza. 
Dalej ołtarzyk hebanowy z srebrnemi ozdoba- 
mi, przed którym św. Kazimierz królewicz odprawiał 
codzienne modły. Po smlerci królewicza, który 
zga
ł, jak wiadomo, w kwiecie wieku. ojciec jego.
		

/img0117_0001.djvu

			106 - 


Kazimierz Jagie!lończyk, ołtarzyk ten 1484 roku tu 
przywiózł. 
Zy
munt I złożył na Jasnej Górze dwa cenne 
przedmioty, wykonane własnoręcznie: krzyż srebrny 
z cząstką drzewa Krzyża świętego, przyozdobiony 
figurami, na którym wyryty napis: "Sigismundus D. G. 
Rex Pol. 1510", oraz srebrną monstrancję w stylu 
gotyckim z datą 1542 roku. 
Stefan B:Jtory złożył tu dwa 
rzedmioty, któ- 
rym wierny był całe życie: krzyż i miecz, z piękną 
rękojeścią, turkusalJli wysadzaną. Pochwa musiała 
być uniesioną już w dawniejszych czasach. 
Najwięcej pamiątek pozostawił na Jasnej Gó- 
rze Jan Sobieski. Wspaniały typ króla katolickiego, 
miał szczególną miłośc do Matki Boskiej Często- 
chowskiej, to też podąża na Jasną Górę kilkakro- 
tnie. Spiesząc nawet z odsieczą pod Wiedeń; przy- 
bywa tu po błogosławieńst.vo do Matki Najświętszej 
wraz z całą rodziną. To miejsce też przeznacza n3 
pożegnaniu z żoną i dziećmi, tak ciężkie dla nic- 
zmiernie miłującego życie rodzinne króla. Tu, gdy 
mu Ojcowie ofiarowali szablę o rękojeści i pochwie 
złotej, bogato turkusami sadzonej, wspaniałomyślny 
monarcha, z rzymskim iście gestem, zatrzymał miecz, 
składając złoto i drogie kamienie Bogu. Po zwy- 
cięstwie pod Wiedniem nadesłał Sobieski mnóstwo 
cennych przedmiotów. Wśród buńczuków. sajdaków 
licznych H-:htarzy; wyróżnia się ciekawy zegar l zabrany 
Turkom, którego naprawy parokrotnie proponowanej 
nie podjęli się zegarmistrze. Na zegarze znajdował się 
półksiężyc. który zegarmistrz, braciszek zakonny,
		

/img0118_0001.djvu

			107 - 


przy odnawianiu zdjął i zastąpił złotym krukiem 
z bochenkiem chleba w dziobie, godłem zakonu św. 
Pawła: Jest też tutaj ołtarzyk polowy, który poboż- 
nemu królowi towarzyszył we wszystkich wyprawach 
wojennych. 
Michał-Kory tut Wiśniowiecki, z racji zaślubin 
sWl1ich z arcyksiężniczką Eleonorą, zlołył tu kilka 
wspanialych darów. Jest między nimi przecudne 
włoskiej roboty złoty kielich, ampułki i kropielnicz- 
kd, koralami sadzonej jest monstrancja kryształowa 
i takież cudne lichtarze. oraz kilka wotów pomniej- 
szych. Bogaty naszyjnik brylantowy. złożony tu przez 
królowę, musiał dostarczyć kamieni do jednej z su- 
kien. nie spotykamy się bowiem ze wspomnieniem 
o nim oddawna. 
Fryderyk August III również okazywał się szczo- 
drym względem Jasnej Góry; na wota, pozostawio- 
ne przez niego, składają się: złoto, kamienie, i-"ysz- 
tały, saska porcelana. wszystko":wypracowane z sub- 
telnym artyzmem, właściwym jego epoce. 
Z większą lubością, oglądamy kapliczkę. ołtarzyk 
i pudełeczko z kości słoniowej, własnoręcznie wy- 
rzeźbione przez Tadeusza Kościuszkę w smutnych 
ścian:ich peterbuskiego więzienia. Trzy lilje srebrne. 
dar Joanny z Grudzińskich, księżnej Łowickiej, oraz 
przedmioty, wykonywane w kazamatach przez wię- 
źniów 65 roku: kwiaty. lepione z chleb , pierścienie 
plecione z włosów..." 
Dużo tu jest jeszcze rzeczy pomniejszych. a 
każde świadczy o miłowaniu Częstochowskiej Pa- 
nienki przez cały naród polski. 
Skarbiec w ostatnich dwu latach jest porządko-
		

/img0119_0001.djvu

			- 108- 


wany. Znawca starożytności, profesor Tarczyński. 
wraz z przydanymi sobie braćmi zakonnymi podda- 
je ścisłemu badaniu naukowemu każdą pamiątkę i 
przygotowuje katalog i prócz tego nowe szafy wy- 
konane będą według planu prof. Szyszko-Bohusza. 
Robota już się rozpoczęła i dlatego na pewien czas 
skarbiec dł.& zwiedzających jest niedostępny. 
Długim korytarzem z Sali Rycerskiej dochodzi 
się do jednego z najpiękniejszych zabytków prze- 
szłości, do miejsca, świadczącego. jak wysoko stali 
Panlini Jasnogórscy pod względem naukowym przez 
szeregi wieków. - do biblioteki. Wspaniała skle- 
piona sala, malowana al fresco, wzniesiona jest w r. 
1739 na miejsce dawnej drewnianej, która spłonęła 
w 1710 r. Księgozbiór podzielony jest na 18 dzia- 
lów naukowych i rozmieszczony w szafach, zdobnych 
w inkrustację, zapełnionych futerałami. z których 
każdy zawiera pojedyńczą księgę. futerały te, jak 
również olbrzymie, fornirowane stoły, są owocem 
benedyktyńskiej iście pracy braciszka Grzegorza 
Woźniakowskiego - wzbudziły one pożądliwość Pru- 
saków, którzy chcieli je zabrać do Berlina, ale ro- 
bione na miejscu, są tak wielkie, że ani drzwiami,_ 
ani oknem wynieśćby się nie dały. 
Paulini wielce dbali o rozwój biblioteki Jasno- 
órskiej. Dowodem jest przechowane w księgach 
rozporządzenie, że wyznaczono stale znaczne kwoty 
n a utrzymanie i powiększanie biblioteki. Pomimo 
dwukrotnego pożaru, przechowało się tu wiele bar- 
dzo pamiątkowych książek. Znajduje się tu więc 
usta wa Bractwa Aniołów Stróżów, wydana 1624 ro- 
ku: ("Liber Confraternitatis S. Angeli Custodis pro-
		

/img0120_0001.djvu

			- 1 09 
- 


pter nobiliores personas, Anno 1625"), w aksamit 
o;Jrawna. cenny dar Mikołaja Radziwiłła, zwanego 
Sierotką. Mieszczą się w niej podpisy członków 
Bractwa. Pierwszy zapisał się król Zygmunt HI z ro- 
dziną; jest więc żona jego Konstancja Austryjacka, 
królewicz Władysław i siedmioro młodszych dzieci, 
a dalej damy dworu królowej. pomiędzy któremi wi- 
dzimy podpis Ludwiki Maryji Gonsaga, późniejszej 
żony Władysława IV i Jana Kazimierza, a zarazem 
towarzyszki nieszczęsnego króla
tułacza. Przechowu
 
je się też Gigantomachia - opis oblężenia Jasnej 
Góry, oprawna w srebro, Antyfonarz ks. Augustyna 
Kordeckiego i wiele innych książek, stanowiących 
już dzisiaj unikaty. 
W książce, gdzie zapisują się zwiedzający Jasną 
Górę, znajdziemy własnoręczne podpisy: b. cesarza 
Wilhelma, króla saskiego, gen. Hindeburga, Beselera, 
gen. Hallera, gen. Muśnickiego, Naczelnika Państwa 
Piłsudskiego, a pomiędzy wielu innymi podpisy 
Górnoślązaków. 
Ponieważ biblioteka mleSCl się za klauzurą. 
więc zwiedzać ją mogą tylko mężczyżni i to w okre- 
ślonych godzinach, najlepiej po południu. Pozwole- 
nie na zwiedzanie bibliotek daje sam Ojciec Przeor 
i wyznacza jednego z braci do towarzystwa. 
Oprócz biblioteki dOl-'iero co opisanej, klasztor 
posiada jeszcze bibliotekę nową, gdzie się mieszczą 
ksi«iżki, wydane od 1 869 roku; stanowi ona źródło 
podręczne dla kaznodziejów i studjujących nauki 
teologiczne. 
Godną obejrzenia jest jeszcze 
sala, mianowicie refettarz, czyli sala 


jedna piękna 
jadalna, wybu-
		

/img0121_0001.djvu

			- 110 


dowana dla sprawowania w niej godów weselnych 
króla Michała Wiśniowieckiedo w 1670 roku. Znaj- 
duje się tu marmurowa umywalnia z herbem Zako- 
nu. służąca do obmywania rąk. Całe sklepienie jest 
ozdobione freskami; na ścianach wiszą portrety za- 
konników i rycerzy polskich. którzy w dniach nie- 
bezpieczeństwa lub tryumfu Ojczyzny tutaj się łą- 
czyli. 
Na tej sali znajdował się też Cudowny Wize- 
runek UkrzYLowanego. który obecnie jest w ołtarzu 
kaplicy Matki Boskiej. 
Obeznaliśmy się więc z zabytkami wewnątrz koś- 
-cioła i klasztoru. przejdziemy teraz do zewnętrznych. 


ROZDZIAŁ IX. 



WIEŻA JAS
OGÓRS;KA 


I PAJIU; 1'!ZCZEG LÓ'V z CZASÓW OS'I'ATNIE.J WOollVY. 


M tóż z Polaków nie zna tej wieży? Komu na jej 
widok serce nie zadrży? Kto. patrząc na wysoką 
a wspaniałą wieżę, nie oderwie się choć na chwilę 
od ziemskich trosk i codziennej szarzyzny. a myśl 
swą nie podniesie wzwyż? 
Bo ta wieża każde:mu pątnikowi już zdala mó- 
wi o Jasnej Górze i królowaniu Marji. Ma ona też 
swoją historję. 
Pierwotnie po sprowadzeniu Cudownego Obra- 
zu była wieża przy kościele. ale w innym miejscu i 
daleko niższa. Później na te
 miejscu. gdzie obec- 
nie stoi. powstała drewniana. dosyć wyniosła. która
		

/img0122_0001.djvu

			- 111 - 


w 1654 r. spaliła się od pioruna, a spadając sprawi- 
ła wielką ruinę w kościele i klasztorze. Odbudowa- 
no ją z drzewa w 1664, lecz w pożarze 1690 roku 
znowu zgorzała. Po niej rozpoczęto budowę wieży 
z kamienia i cegły, a tylko szczyt był drewniany; 
ukończono ją 1714 rokuj miała 135 metrów i 43 cen- 
tymetry wysokości, więc była wyższa od wieży św. 
Szczepana w Wiedniu. Była ona wielką ozdobą ko- 
ścioła i klasztoru Jasnogórskiego. Niestety, spłnęła 
w 1900 roku, a powód był taki: 
Na odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryji 
Panny przybywa sporo kompanii. a między nimi 
zwykle i kompanja z Kalisza. Otóż 15 sierpnia 
kompania,..ta weszła na wieżę nad wieczorem i za- 
częła puszczać stamtąd sztuczne ognie. Ponieważ 
wyższa część wieży była z drzewa, wewnątrz zaś by- 
ło dużo gniazd kawek, więc od iskier zapaliło się 
jedno z gniazd, potem drugie, następnie zajęły się 
od nich części drewniane, a po kilku minutach szczyt 
cały stanął w płonieniach. lejąc na dół stopioną 
miedzią, siejąc na wszystkie strony snopami iskier 
i palących się głowni. Była obawa, że ogień 'prze- 
ni
ść się może na kościół i kaplicę, a cała wieża 
spaść na budynki, Matka Boża cudownie ochroniła 
od większych nieszczęść. bo kolumny i cały ciężar 
spadł na dziedziniec przed kościół i kaplice. 
Zaraz się wzięto do budowy. ale postanowiono 
że cała wieża ma być z kamienia i żelaza. Zew- 
sząd płynął ofiarny grosz i 15 lierpnia 1905 roku 
odbyło się już poświęcenie obecnej wieży. 
Je.st ona nieco wyższa od poprzedniej, a szczyt 
jej widać na kilkanaście kilometrów w promieniu.
		

/img0123_0001.djvu

			- 112 - 


Choć tak wysoka i masywna. jednak ma w sobie 
lekkość i piękno. gdyż zachowana jest proporCJa 1 
symetrja. Drzewa nie użyto wcale. Na wierzchołek 
wieży prowadzą wygodne; żelazne schody a każdy 
zwłaszcza z młodszych, uważa sobie za obowiązek 
wejść do samej góry i stamtąd popatrzeć na niziny. 
Bo też co za wspaniały widok z tej wieży! Cała 
Częstochowa z okolicą, jak na dłoni... A jak stam
 
tąd płynie śpiew lub muzyka!... Każda wycieczka, 
skoro się tam dostanie. nie może powstrzymać się 
od śpiewu. Umieszczony jest w wieży duży obraz 
przedstawiający oblężenie Jasnej Góry przez Szwedów. 
Jest tam i pamiątkowa książka, gdzie się pod
 
pisują ci, co wchodzą na wieżę. 
Najbardziej ściąga na siebie uwagę na wieży 
grający zegar, którego mechanizm wypełnia znaczna 
część wnętrza wieży. Właściwy mechanizm zegaro
 
wy, t. j. ten, który wskazówki porusza. mieści się 
niżej i od niego wychodzą zegarowe struny na czte- 
ry strony, mechanizm zaś grający jest umieszczony 
znacznie wyżej i dla niego urządzono żelazne osz
 
klone pomieszczenie. Jest tam wielki cylinder me
 
talowy. obracany specjalnym aparatem z regulatora- 
mi, przyczem nabite na nim ćwieki różnej wielko
 
ści zaczepiają o rodzaj klawiatury. połączonej z młot
 
karni dzwonków. Melodye są różne: krótkie na kwan
 
dras i półgodziny, na godziny zaś zegar wygrywa 
całe pieśni. Wydzwanianie hejnałów można dowol
 
nre regulować i melodye zmieniać. zegar bowiem 
posiada 36 dzwonów harmonijnie dostrojonych, sta- 
nowiących trzy oktawy z półtonami. Na tych dzwo
 
nach można również grać, jak na fortepianie. gdyż
		

/img0124_0001.djvu

			- 113 - 


klawi(dura odpowiednia jest przygotowana. Zegar ten 
pochodzi z Malines w Belgji. 
W nocy na wieży pali się elektryczna lampa. 
rzucając w nocne mroki promienie światła z góry. 
Symbolizuje ona Marję
Gwiazdę Zaranną. Gwiazdę 
Morza i Światła wśród mroków. 
Na wieży prusacy mieli obserwatorjum. gdy 
były walki pod Częstochową. 
Z wieżą łączy się wiele wspomnień z czasów 
najazdu pruskiego. Wojska rosyjskie, przebywające 
w Częstochowie, przy wkroczeniu Niemców uciekały 
w panicznym stral;:hu i nieładzie w stronę Mstowa. 
zostawiając olbrzymie zapasy żywności i materjału 
wojennego. Ci, co wierzyli w niezwyciężone boha
 
terstwo wschodnich opiekunów i ich potęgę, nie mo- 
gli się wydziwić takiemu tchórzostwu i tłomaczyli 
sobie, że to manewr wojenny, by wroga złapać w 
pułapkę. Dużo zapasów Moskale s p a,li li. Jaka pani- 
ka ogarnęła wtedy Moskali. niech zaświadczy i ten 
fakt. że uciekając, zapomnieli o żołnierzu, który 
przez dzień cały naczczo stał na posterunku obser- 
wacyjnym na wieży Jasnogórskiej i dopiero prze:z 
Niemców był uwolniony z tego więzienia i dostał się 
do niewoli. 
Z czasów walk pod Częstochową w grudniu 
1914 roku zasługuje też na uwagę drobne na pozór, 
ale dla każdego serca katolickiego pocieszające zda- 
rzenie. W godzinach popołudniowych przed 3
cil}. 
kiedy obraz Matki Bożej bywa zawsze zasłonięty, 
przybył do klasztoru pułkownik niemiecki i zwrócił 
się do O. Przeora z prośbą o pokazanie mu Cudow
 
;!lego Obrazu, gdyż za godzinę ma jechać na plac
		

/img0125_0001.djvu

			-' 114 - 


boju i nie ma czasu czekać dłużej. Na przedstawie- 
nie, że obraz odsuwany bywa tylko w określonych 
godzinach i że z powodu nieobecności służby trudno. 
jest prośbie jego uczynić zadość, odpowiedzią były 
dwie duże łzy, które, spływając po marsowym obli- 
czu wojaka zatrzymały się na policzkach, a ledno- 
cześnie wydobyło się z piersi ciężkie westchnienie. 
O. Przeor nie mógł się już dłużej opierać. tern wię- 
cej, że uścisk dłoni i powtórna prośba pułkownika 
świadczyły, że jest w tern coś bardzo ważnego. Sam 
więc zaprowadził go do Cudownej Kaplicy, polecił 
odsłonić obraz i był świadkiem, jak wojskowy po- 
trafi się modlić. kajać i o opiekę Bożą żebrać. 
Kwandrans przeleciał, jak minuta. Serdeczne 
podziękowanie towarzyszyło pożegnaniu, a łzy, co- 
posadzkę zrosiły podczas modlitwy, zastąpiły łzy na- 
s'Zego ludu, który tu przed wojną korzył się przed 
swą Panią. Na drugi dzień przybył do O. Przeora' 
ordynans pułkownika, z polecenia swego pana, z za-o 
wiadomieniem, że pan został wczoraj śmiertelnie ra- 
niony, dziękuje za łaskę raz jeszcze i prosi o mod- 
litwę. Na zapytanie, czy pułkownik jest katolikiem, 
ordynans odpowiedział: "Protestantem". 
Oto piękny przykład wielkiej łaski Matki Bos- 
kiej Jasnogórskiej i wiary pułkownika (umarł. a pO_o 
chowany jest w Częstochowie). 
Po odstąpieniu Moskali od Częstochowy, 'już 
do końca wojny zamilkły armaty w okolicy, bo cała 
burza przesuwała się coraz więcej na wschód, to też 
i opisywanie wypadków wojennych późniejszych po- 
mijam. 
Dodać tylko trzeba, że Niemcy na początku
		

/img0126_0001.djvu

			- 115 - 


wojny. po zajęciu Częstochowy, nie liczyli się 
z ewentualnem zniszczeniem Jasnej Góry" gdyby te- 
go plany wojenne wymagały, gdyż umyślnie całą ba- 
terję armat umieścili na polu klasztornem, by pod 
osłoną klasztoru bić wroga; opiece tyiko Matki Bo- 
skiej zawdzięczać należy, że Moskale wtedy nie 
szturmowali i nie myśleli o ofenzywie. 


* 


* * 


Procesje Bożego Ciała były corocznie obcho- 
dzone uroczyście, po ulicach miasta - i to w każ- 
dym kościele oddzielnie. Warto na tem miejscu 
zanotować zachowanie się Prusaków. 
Najbrutalniej zachowali się oni w 1915 roku. 
kiedy buta ich granic nie znała. Były takie fakty. 
że podczas czytania Ewangelji, wobec wystawionego 
Pana Jezusa, grupa żołdaków, nawet i wyższych ofi- 
cerów, przepychała się przez szeregi wiernych, 
w czapkach na głowie, z cygarami w ustach, a s.ta- 
nąwszy vis a vis Monstrancyi, śmieli się i szydzili 
z naszych rzeczy najświętszych. Krew po prostu 
uderzała do głowy na widok takiej profanacyi; kto 
wie. czy nie przyszłoby do krwawych wydarzeń. 

dyby duchowieństwo, przeczuwając. co się stać mo- 
że, nie uprzedziło ludu i nie uzbroiło go -w cierpli- 
wość i spokój. 
A czy Prusacy nie zabrali co w klasztorze? 
- zapyta niejeden z czytelników. - Nic nie zabra- 
li. bo opieka Matki Bożej czuwała. 
00. Paulini dokładali wszelkich sił, by ręka 
rekwizycji nie pozbawiła Jasnej Góry tych skarbów. 
na które się wieki złożyły. Chodziło tu głównieo 
II 
,
		

/img0127_0001.djvu

			- 116 - 


miedź i SplZ. Że Niemcy ostrzyli od początku zęby 
na wszelkie metale. których jest sporo na Jasnej 
Górze, widać było po ich minach, gdy zwiedzali 
klasztor. Dzwony. dachy miedziane. drzwi i nawet 
stacje Męki Pańskiej były dla nich atrakcją. I Bóg 
wie. co by się stało. gdyby klasztor był pod pano
 
waniem Prusaków. Od Austrjaków można się było 
spodziewać pewnych ulg, ale i oni z niejednej rze- 
czy ogołociliby Jasną Górę, gdyby Ojcowie temu 
nie zapobiegli. Jeszcze w 1916 r. przyjechał dele
 
gowany urzędnik z Lublina, by spisać wszystkie rze- 
czy miedziane i mosiężne, a więc: sprzęty kuchen- 
ne, wanny i t. p. Zrobił spis tego wszystkiego 
i odjechał, zapowiadając, że wszystkie te rzeczy 
będą zabrane, skoro tylko fabryki wojskowe przygo
 
tują takież sprzęty z blachy i żelaza. 
Upłynęło pół roku i nic nie było słychać o re
 
kwizycji. W maju 1917 r. znowu przyjechał urzę
 
dnik
żyd i ponownie spisał. tłomacząc. że tamten 
spis zaginął. Wprawdzie chodziło tu tylko o rzeczy 
użytku domowego, ale jakże pozwolić na rekwizy. 
cję choćby sprzętów kuchennych z Jasnej Góry! 
O. Przeor dobrze rozumiał, że ustępstwo w rze
 
czy bodaj najmniejszej jest niedopuszczalne, gdyż 
pociągnąć może za sobą żądania coraz większe. Za- 
rekwirują nasamprzód rondle. potem wanny. potem 
przyjdą do dachów, a w końcu wezmą dzwony i or
 
gany. Sądził więc O. Przeor. że, nie dopuściwszy 
do jednego, uniknie się i następnych. Wziął się 
więc energicznie do rzeczy. Przedstawił komendan
 
towi klasztoru znaczenie Jasnej Góry dla Polaków, 
zaznaczył, że wszystko, co jest na tern miejscu, po.
		

/img0128_0001.djvu

			- 117 - 


chodzi z ofiar ludu i uważane być powinno za rzecz 
świętą, nietykalną; ostrzegł wreszcie. że rekwizycj::\ 
wywoła straszne oburzenie. bo lud powie, że rząd 
katolicki grabi Jasną Górę, zamiast się nią opieko- 
wać. Komendant nie omieszkał tego wszystkiegJ 
przedstawić w Lublinie, radząc ze swej strony, aby 
nie drażniono uczuć religijnych Polaków, bo rze- 
czywiście Jasna Góra jest sercem narodu, i każda 
rekwizycja odbije się bardzo wrogiem echem po ca 
lej Polsce. To też przez cały 1917 i początek 1918 
roku było cicho, choć krążyły wieści, że Lublin nie 
ustąpi, gdy przyjdzie czas krytyczny. 
Jakoś w marcu 1918 r. zjawił się znów urzę- 
dnik z Lublina i oznajmił. że, prócz spisania mie- 
dzi drobnej, polecono mu zmierzyć dachy klasztor 
ne. Powstała w klasztorze obawa. O. Przeor znów 
udaje się do komendanta. zaznacza, że do pomiar\.! 
dachów nie dopuści, i żąda trzydniowej zwłoki, aż 
do powrotu swego z Lublina, dokąd natychmiast je 
dzie w tej sprawie. Tegoż dnia O. Przeor pojechał 
do Lublina, gdzie po wielkich staraniach uzyskał 
odłożenie rekwizycji do czasu nieokreślonego. 
Groza jednak rekwizycji wciąż wisiała, a nie. 
pokój wzrastał, tembardziej. że po gazetach zaczęły 
krążyć wiadomości. jakoby na Jasnej Górze doko' 
,ywa się rekwizycja, co było na rękę okupantom. 
)0 przez to opinja publiczna oswajała się z tą my- 
.5lą. Niebezpieczeństwo więc było poważne. 
W maju czy czerwcu znów przyjeżdża urzędnik 
dla dokonania pomiarów i zaznacza, że ma zlecenie 
przygotować blachę cynkową zamiast miedzianej. 
Nie wolno było ani godziny zmarnować. Tu już
		

/img0129_0001.djvu

			- 118 - 


komendant był bezradny. Więc tegoż dnia O. Przeor 
wysyła telegram do Lublina, prosząc o zaprzestanie 
rekwizycji. Otrzymał odpowiedź. te władza Gen. 
Gubernatora nie sięga tak daleko, by rekwizycję 
wstrzymać, gdyż to rozkaz kategoryczny z Wiednia 
i wyjątku tu być nie może. Nie było innej rady, 
jak z Wiedniem traktować. Zdecydowany był O. Przebr 
jechać do Wiednia i cały stan przedstawić cesarzo- 
wi, - poradzono mu jednak wprzód zwrócić się te
 
legraficznie. Obszerny telegram, w którym wyłusz
 
czono wszystkie motywy i racje, był więc posłany 
na imię ministra wojny Wraz z zaznaczeniem, te 
w razie odmowy sprawa przedstawiona będzie cesa
 
rzowi, gdyż chodzi tu o cały naród. nie zaś o k1a
 
sztor, jako taki. Skutek był pomyślny: przyszła od- 
powiedź do Lublina, te Jasna Góra jast wyjęta z pod 
ogólnego prawa rekwizycji. 
Radość w klasztorze była wielka, że udało się 
uratować już przeszło 200 lat mające dachy na koś
 
ciele, jak również dachy na klasztorze. i że z tego, 
co naród powierzył Zakonowi, ani jedna jota nie 
została stracona. Tak więc, gdy wszystkie kościoły 
odarto z ich ozdób najpiękniejszych. Jasna Góra, 
jak królowa, dzięki opiece Matki Bożej i zabiegom 
zakonników. pozostała nietkniętą, Ił zbrodnicza rę- 
. ka okupantów nie splamiła 
tych tradycją i wiekami 
uświęconych ofiar, z jakich się
 składa cała 
 Jasna 
Góra.
		

/img0130_0001.djvu

			-- 119 - 


ROZDZIAŁ X. 


DZIEDZINIEC KLASZTORNY, W AI:. T I 

O
I
BK .KS. KORDECKIEGO. 



1 a koniec zwiedzania pozostawały zwykle wały i 
dziedziniec i o nich wiele rzeczy ciekawych się do- 
wiemy. Na dziedziniec idzie się przez bramę na le
 
wo od kościoła lub kaplicy; ujrzymy tam cały sze- 
reg budynków, a wszystkie mają swoją historję. 
Zaraz na początku jest wysoki budynek, wy
 
sunięty mocno naprzód, z dużemi drzwiami i pię
 
knym orłem nad niemi. Obok orła są kule armatnie, 
karabiny i chorągwie wojenne. Te wszystkie insyg
 
nia każdego naprowadzają 
.
. myśl, że tu musiało 
być coś, co z woj
 ma łączność. I rzeczywiście, 
tutaj mieścił się dawniej arsenał, czyli zbrojownia. 
Kiedy Jasna Góra była twierdzą. w tym budynku 
przechowywano armaty, karabiny, proch, kule i inne 
potrzebne do boju przybory. Niejeden z odwiedza- 
jących dziwi się. patrząc na tego białego orła, że 
Moskale zostawili go na takiem widocznem miejscu, 
kiedy przecież przechowywanie białego orła uważa
 
no za polityczną zbrodnię i karano więzieniem. Czyż
 
by go Moskale nie zauważyli? Owszem, zauważyli i 
chcieli go usunąć, ale mały. lecz śmiały dowcip te
 
mu zapobiegł. Kiedy bowiem Moskale zapytali Oj
 
ców, co to za ptak jest na tym budynku, jeden ze 
śmielszych odpowiedział, że to kruk, a około niego 
bochenki chleba, czyli że jest to wyobrażenie tego 
kruka, który nosił św. Pawłowi chleb na puszczy.
		

/img0131_0001.djvu

			- 120 - 


!'1oskale byliby nie uwierzyli, ale postarano się 
przedtem, by orła zamienić na kruka, kładąc mu 
w dziób tradycyjny z życia ś-go Pawła bochenek 
chleba. W ten sposób ocalała piękna pamiątka daw- 
nych czasów Jasnej Góry. 
Obok zbrojowni po tej samej stronie dziedzińca 
klasztornego jest długi piętrowy budynek z dwoma 
wejściami. Dawniej tutaj mieściła się drukarnia kla- 
sztorna, a książki. drukowane na Jasnej Górze. roz- 
chodziły się na Ślązku, w Czechach, Morawach i 
innych krajach. Wszystkie maszyny i przyrządy 
z drukarni w roku 1864. t. j. po powstaniu, Moska- 
le zabrali do Piotrkowa, a do gmachu przysłali woj- 
sko, które przebywało na Jasnej Górze do 1897. czy 
1898 roku. Mo-żna sobie wyobrazić. co to było za 
wstrętne sąsiedztwo z takimi żołnierzami. Rząd przy- l 
syłał żołnierzy z różnych dzikich jeszcze krajów, 
nie dziw też. że na Jasnej Górze, na Cudownem 
Miejscu, zachowywali się bardzo gorsząco. Kiedy na- 
bożeństwo uroczyste odprawiano w kościele. on 
śpiewali. grali i bębnili, ludzi i przychodzących na 
odpust, rozpędzali w bramach. odzywali się obel- 
żywe mi słowy i dopuszczali się wielkich gorszących 
występków. Straszne to były czasy! Dzisiaj widzi 
się dopiero, jak to Pan Bóg nie rychliwy, ale spra- 
wiedliwy. Moskal dzisiaj w nędzy. w ruinie, na tro- 
nie carów potężnych siedzi żyd-bolszewik, a Jasna 
Góra pozostała w majestacie swej chwały i 
wielkości. 
W samym końcu podwórza. od północnej strony 
widać okrągły budynek, pokryty blachą. Jest to stu- 
dnia, w skale wykuta i zasilająca wodą całą Jasną
		

/img0132_0001.djvu

			- 121 


Górę. Pamięta ona czasy szwedzkie i podczas o- 
blężenia była jedyną studnią, skąd wodę dla całej 
załogi czerpano. Wszystkie inne dokoła Jasnej Gó- 
ry były pozaąypywane, a Szwedzi, nie mogąc wziąć 
twierdzy orężem. chcieli podkopać się i przeciąć do- 
pływ wody, nie zdołali jednak tego uczynić. gdyż 
nie mogli przebić twardej skały. Tutaj należy włrą- 
cić małą uwagę, że cała Jasna Góra stoi na wa- 
piennej skale, która warstwami poziomo się układa. 
Po
iędzy kamieniami bardzo często odnaleźć moż- 
na skamieniałe węże i ślimaki morskie, co napro- 
wadza na słuszny wniosek, że przed wiekami na tern 
miejscu musiało być morze, prawdopodobnie Baltyc- 
kieł które ślady tu swoje pozostawiło. 
Z drugiej strony dziedzińca są gmachy, prze- 
dzielone przejściem, prowadzącem do Cudownej Ka- 
plicy.. Jeden z nich, naprzeciw zbrojowni. który się 
ciągnie aż do przejścia - to dalszy ciąg królew- 
skich pokoi. Bliżej kościoła mieszkał król z rodziną, 
a od tej strony jego otoczenie: dwór i służba. W tej 
części gmachu od podwórza mieszkał od 1915 do 
1918 roku austryacki komendant i jego żandarmerjaj 
obecnie pokoje te służą jako gościnne dla przy- 
bywających księży. 
Obok tego gmachu i wlezy widać mały, wązki 
korytarzyk nad arkadąj łączył on królewskie pokoje 
z kaplicą Matki Bożej. 
Pozostaje jeszcze jeden gmach do obejrzenia. 
Jest to piętrowy stary budynek, leżący między stu- 
dnią a pokojami królewskimi. Przez ten budynek 
prowadzi brama na podwórkoj ponieważ budynek ten 
jest jeden z najstarszych. więc najprawdopodobniej
		

/img0133_0001.djvu

			- 122 


w tych murach, dzisiaj opuszczonych, mieszk
ł wiel- 
ki Kordecki, Obrońca Jasnej Góry; wychowywał się 
on w ubóstwie i umartwieniu, i takie życie prowadził 
do samej starości. Do Kordeckiego można zastoso- 
wać te słowa Czarneckiego: "że nie z soli. ani z ro- 
li, ale z tego, co mnie boli, wyrosłem", Wyrósł po- 
na
 wszystkich, i kiedy wszyscy rodacy zwątpili, on 
jeden nie zwątpił i był narzędziem. przez które 
Matka Najświętsza dokonała cudu uwolnienia Polski 
od najazdu Szwedów
 
Kordecki jest dowodem, jak pod ubogim i skro- 
mnym habitem bić może wielkie ogniste serce, jak 
zakonnik. co Bogu się tylko oddał na służbę. nie 
przestał kochać Ojczyzny, jak przeor, co braci za- 
konnych do nieba prowadził. potrafił ich w chwili 
niebezpieczeństwa na wojsko zamienić i sam rolę 
dowódcy sprawować. Kordecki - bohater w białej 
sukni - to typ zakonnika-patrjoty. który mocą swe- 
go ducha i siłlł wymowy umie wlać nowe życie 
w wątpiących, zapalić oziębłych. umocnić słabych. 
a wszystkich podnieść ponad szarzyznę pojęć świa- 
towych. Ten to wielki człowiek. zakonnik-patrjota. 
mieszkał w tym budynku, bo to jest część starego 
klasztoru. 
Tutaj słusznie można zrobić uwagę co do dzi- 
siej5zego wychowania. To, co zauważyliśmy na ks. 
Kordeckim, spostrzedz się daje stale w życiu. Kto 
został wychowany w twardych warunkach. kto za- 
znał chłodu i głodu, kogo nie pieszczoty i dogadza- 
nie, ale twarda ręka w karności prowadziła przez 
młodość - ten nie łatwo się w niebezpieczeństwie 
zachwieje. bez szemrania i skargi znieść potrafi nie-
		

/img0134_0001.djvu

			123 - 


jeden ból, potrafi przed nieszczęsclem nie ugiąć 
czoła. Przeciwnie - miękkość, używanie, dostatek 
osłabia w człowieku hart woli. czyni go chwiejnym. 
niestałym, wygodnisiem i niezdolnym do rzeczy 
wyższych. Przykładem choćby nasi Górnoślązacy. 
Na kowadle pruskich praw, pod młotem hakatysty
 
cznych ustaw wychowani. wychodzą oni z tej próby 
ognia zahartowani, męZnl. pełni nadziei i wiary 
w przyszłość. By żelazo stalą się stało, trzeba je 
ogniem i pod młotami hartować. - by dusza ludzka 
krzepła w moc i siłę, trzeba dlań wychowania twar
 
dego. Dziś Górnoślązaka nic już nie powstrzyma 
od dążenia do złączenia się z Macierzą i Polską. ani 
obietnice niemieckie, ani groźby prusactwa, - on 
wszystko przetrwa i złamać się nie pozwoli. bo po
 
nad wszystko u niego Bóg i Ojczyzna. 
Pozostaje nam jeszcze obejrzeć wały. które 
dokoła Jasną Górę opasują. Wejście na nie prowa
 
dzi obok bramy wałowej i to z dwu stron przeciw
 
nych. Co mówi o tych wałach historja - posłu
 
chajmy. 
Kiedy spowadzono Cudowny Obraz i O. O. Pa
 
ulini zostali tutaj osiedleni. wcale nie myślano o 
zrobieniu tego miejsca obronnem. gdyż 200 lat po
 
tem, t. j, w 1577 roku, klasztor nie tylko wałów, ale 
nawet prostego ogrodzenia nie posiadał. Pierwsze 
zawiązki fortecznych murów pochodzą od króla Zy
 
gmunta III, który w 1620 roku przysłał na Jasną Gó
 
rę swego budowniczego. i kazał klasztor od napa
 
dów złoczyńców zabezpieczyć. Władysław IV. syn 
jego, kilka razy przebywając na Jasnej Górze, za- 
myślił zrobić tutaj fortecę i w 1631 roku zaczęto ro
		

/img0135_0001.djvu

			- 124 - 


boty; pod koniec jego panowania powstała obok 
klasztoru mała forteca pod opieką, Najświętszej Pa- 
nienki. Przydała się ona za Jana Kazimierza. wy- 
trzymując 6-tygodniowe oblężenie Szwedów 1655 r. 
Przy kopaniu fosy sam król Jan Kazimierz uchwy- 
cił za rydel i pomagał razem z wieloma pana mi. 
królowa zaś Marja Ludwika z paniami wynosiły 
w koszach ziemię. To samo uczynił Władysław IV 
przy kopaniu fundamentów pod mury fortecy. Prócz 
murów. była dokoła i fosa. czyli rów, 4 metry głę- 
boki i 4 szeroki. 
Od czasów szwedzkich były jeszcze różne zmia- 
ny w wałach. Obmurowanie, które widzimy obecnie. 
pochodzi z XVIII wieku i powstało z fundacyi róż- 
nych prywatnych osób. Poprzednie mury były o kil- 
ka metrów bliżej klasztoru, ślady ich możemy zau- 
ważyć w paru miejscach. Nawet w roku zeszłym przy 
odwadnianiu wałów ze strony północno-zachodniej 
odkopano cały bastjon z czasów Kordeckiego. Przed 
1813 rokiem wały były o kilka metrów wyższe. tak 
że zakrywały okna na pierwszem piętrze. Wały ma- 
ją cztery narożniki, czyli bastjony. W obmurowaniu 
bastjonów są tajemne drzwi. które prowadzą do 
wnętrza; z nich podczas oblężenia czyniono wycie- 
czki do obozu szwedzkiego. Od strony północnej 
w wałach mieszczą się stajnie i obory, a w innych 
miejscach są murowane piwnice. których otwory wi- 
dać na zewnątrz. 
Idąc tak po wałach. przychodzimy na stronę 
wschodnią przed szczytem Kaplicy Matki Boskiej 
Częstochowskiej. Podczas wielkich odpustów tutaj 
odprawia się nabożeństwo i z wałów wygłaszane
		

/img0136_0001.djvu

			- 125 - 


bywa kazanie; tutaj też wieczorem kompanje śpie- 
wają do późnej nocy. 
Niejednego zaciekawi, dlaczego baszta tuż oko
 
ło kaplicy jest tak kulami zniszczona. Pochodzi to 
stąd, że w 1913 roku pewien zbrodniarz, ścigany 
przez policję, wpadł do klasztoru i, uciekając przez 
korytarze, trafił do tej baszty. Otoczono wtedy kla
 
sztor wojskiem i policją; strzelano. ale napróżno- 
zbrodniarz, nie chcąc się dać pojmać, sam się 
zabił. 
Z przed szczytu rozciąga się piękny widok na 
całą Częstochowę, u stóp zaś założono ładny kwietnik. 
Idąc dalej ku bastjonowi południowemu. spot
 
kamy pomnik Obrońcy Jasnej Góry, ks. Augustyna 
Kordeckiego. Na trzystopniowym fundamencie mar
 
murowym ustawiona czworoboczna podstawa mar
- 
murowa; na jej rogach umieszczono herby Zamoj
 
skich, Czarneckich, Krzysztoporskich i Skórzewskich, 
walczących podczas oblężenia szwedzkiego. Wyżej 
wznosi się czworoboczny piedestał marmurowy 
z bronzowemi tablicami. Na jednej z tablic umie
 
szczony jest obraz Matki Boskiej i napis: "Księdzu 
Augustynowi Kordeckiemu, Przeorowi Jasnogórskie
 
go Klasztoru.. Na trzech pozostałych są wieńce i 
napisy. "Obrońcy Jasnogóry w czasie wojny szwedz
 
kiej w 1655 roku, urodzonemu w Iwanowicach w r. 
1603, zmarłemu w r. 1672". Pomnik ten wystawiono 
w roku 1859. Umieszczona na piedestale statua bron
 
zowa przedstawia Kordeckiego w szacie zakonnej 
w postawie stojącej. ze wzniesionemi ku niebu ocza
 
mi i z krzyżem w ręku. Pomnik otoczony żelazną. 
kratą, wyobrażającą miecze i halabardy. Statua wy
		

/img0137_0001.djvu

			- 126 - 


konana w Warszawie podług rysunku rzeźbiarza 
Henryka Stattlera. 
Z tej części wałów widać bardzo dobrze cały 
plac podjasnogórski, dziś uporządkowany i mogący 
pomieścić paręset tysięcy pątników. Ma tutaj być 
również urządzony z czasem kwietnik i. ogrodzenie, 
tak. że cała Jasna Góra dokoła będzie otoczona 
zielenią i kwiatami, radując wzrok strudzonego pą- 
tnika przyjemnym widokiem. 
Pod wałami od strony północnej, zachodniej i 
częścią południowej są urządzone wspaniałe Stacje 
Męki Pańskiej. Na kamiennych podstawach, z pol- 
nych głazów zrobionych, są spiżowe postacie. Po- 
dobnych stacyj spiżowych niema w całym świecie ka- 
tolickim, bo też żaden może naród nie przeniósł 
tyle cierpień i prześladowań, i źaden obecnie nie 
potrzebuje tyle hartu i spiżowego charakteru, jak 
naród nasz - a ten obowiązek przypominają mu 
te spiżowe Stacje Męki Pańskiej. Figury są dziełem 
artysty Welońskiego, a podstawy - dziełem archi- 
tekta Szyllera.
		

/img0138_0001.djvu

			- 127 - 


ROZDZIAŁ XI. 



;; A KOŃ C Z E N I E.. 


3 tych opowiadań o Jasnej Górze czytelnik wy- 
nieść powinien przedewszystkiem dwa uczucia: go- 
rętszego umiłowania Królowej Korony Polskiej, któ- 
ra tak cudownie opiekowała się narodem naszym. 
i serdeczną wdzięczność za to, że nie gdzieindziej, 
lecz na Jasnej Górze. Maryja - obrała sobie stolicę. 
skąd na całą Polskę promienieje. 
Mamy na ziemiach naszych wiele miejsc pa- 
miątkowych i cudownych, mamy Kraków. Ostrą Bra- 
mę, Kalwarję - ale nigdzier.dusza tak się nie otwie- 
ra i nie wylewa w szczerej modlitwie, jak na Jasnej 
Górze; nigdzie też nie spotykamy się z tak serde- 
cznymi i nadzwyczajnymi ohjawami pobożności na- 
szego ludu, jak u stóp Jasnogórskiej Pani. 
Jeśli jest w Ojczyźnie naszej, podobnie jak 
dawniej była w Jerozolimie, sadzawka Siloe. gdzie 
chorzy na duszy i ciele otrzymują zdrowie - to 
jest nią bezwątpienia Jasna Góra. Każdy, kto tutaj 
przychodzi i w te mury wiekowe kroki swoje kieru- 
je, odczuwa, jak go bierze w swe objęcia nadprzy- 
rodzona. niebieska moc, jak do serca puka, a gło- 
sem kochającej matki n"akłania do wniknięcia w swą 
duszę i do jej uporządkowania. 
To też praca nad duszami jest 
rze ułatwiona, Tam nie potrzeba 
kaznodziei, nie potrzeba wysiłków w 
potrzeba tylko obmywać i oczyszczać. 
przysyła sama Maryja. 


na Jasnej Gó- 
piorunujących 


nawracaniu - 
a grzeszników
		

/img0139_0001.djvu

			128 


Jej głos. do duszy skierowany, choć cichy i ła
 
-godny. więcej znaczy, niż wszystkie słowa ludzkie, 
'Choćby naj wymowniejsze. i dlatego. kto na Jasnej 
Górze nie odrodzi się, temu gdzieindziej będzie to 

tokroć trudniej. 
Patrząc więc ze zrozumieniem na te szacowne 
pamiątki, wielbijmy Boga, że swą Matkę dał nam 
za Królowę, a Maryji przyrzeknijmy w duszy. że ża- 
dna przemoc z Jej opieki wyrwać nas nie zdoła. 


K O N I F- C. 



, 
t{'--' . ' Jl . 


 
<41( 
, .,-; 

:-
, 

' 


.
		

/img0140_0001.djvu

			-- 129 - 


ROZDZIAŁ XII. 


JDum1n
- DO MATKI BOŻEJ 
.JJ ASNOGÓRSKIEJ. 


Gwiazdo śliczna wspaniała, 
Częstochowska Maryja. 
Do Ciebie się uciekamy, 
O Maryja, Maryja! 
Usłyszałem wdzięczny głos, 
Jak Maryja woła nas, 
Pójdźcie do mnie moje dzieci, 
Przyszedł czas, ach przyszedł czas. 
I ptasz
owie śpiewają, 
Maryją, wychwalają. 
Słowkzkowie wdzięcznym głosem, 
Śpiewają. ach śpiewają: 
I my też zgromadzeni, 
Pokłon dajmy Maryji, 
Czyste serce Bożej Matce. 
Darujmy, ach darujmy. 
O przed rogi klejnocie. 
Maryja na tym świecie, 
Kto Ciebie ma, ten się z Tobą, 
Raduje, ach raduje. 
Jak szczęśliwy tron Boży, 
Pannie Maryji służy, 
Herubini, Serafini, 
Śpiewają, ach śpiewaję. 
O Maryja, Maryja, 
Tyś nam pomocy jedna.
		

/img0141_0001.djvu

			- 130 - 


Ma dusza się w twoim ciele. 
Raduje, ach raduje. 
Ty się przyczyń za nami, 
O Częstochowska Pani, 
Niech się nad nami zmiłuje, 
Synaczek Twój kochany. 
O Ty Pani Anielska, 
Ma'ryja Częstochowska. 
Prosimy cię dopomóż nam, 
Tam gdzie i Syn Twój mieszka. 
O Maryja, Maryja. 
Nasza pomoc jedyna, 
Przyjmij to nasze śpiewanie. 
O Maryja, Maryja. 
A gdy będzie m umierać. 
Racz o Pani przy nas stać. 
Ażebyśmy dzisiaj mogli, 
Z Tobą wiecznie królować. Amen. 


k" !" 
 
 \.: 

 f


 r 
r 
 
> 
.
" ' .... r:
 " 

 
 II 


'- 

"'< -
		

/img0142_0001.djvu

			IrtFORMACJE. 


Dla wiadomości pielgrzymów podajemy porzą
 
dek nabożeństw Jasnogórskich w miesiącach letnich 
i jesiennych. 
W Kaplicy Matki Bożej odprawiają się codzien
 
nie Msze Ś
te od godziny 6
ej rano do południa; po 
pierwszych czterech Mszach św. około 8-ej godziny 
wychodzi uroczysta grana wotywa konwencka z su- 
plikacyami na końcu. W Środy, Soboty wotywy te 
łączą się z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. 
Ostatnia Msza św. w Kaplicy Cudownej jest również 
grana. 
W Wielkim kościele codziennie wychodzi su
 
ma po skończonej wotywie konwenckiej; a po połu- 
dniu codzień są nieszpory około godziny wpół do 
czwartej. po ukończeniu których w Kaplicy Matki 
Bożej 00. Paulini śpiewają litanję do Najśw. Maryi 
Panny. W Maju zamiast t
j litanii odprawia się na
 
bożeństwo Majowe z nauką, a w październiku na- 
bożeństwo różańcowe. 
W Niedziele i Święta Suma z kazaniem rozpo- 
czyna się w Wielkim Kościele o godzinie wp6ł 
do 11-ej. 
Pielgrzymki w godzinach po za nabożeństwem 
w kościele odprawiają wspólnie drogę krzyżową, ob- 
chodząc stacje po wałach klasztornych. W godzinoch 
zaś wieczornych śpiewają pieśni pobożne po zawa- 
łami przed uSuzytem", to jest przed obrazem Mat- 


,
		

/img0143_0001.djvu

			II. 


ki Bożej umieszczonym wysoko na zewnątrz jej Cu. 
downej Kaplicy. Tu W większe uroczystości odpra. 
wiają się do - południa, Msze S.te, oraz druga suma 
z kazaniem, i wieczorem również nabożeństwo z ka- 
zaniem wobec wystawionego Najśw. Sakrumentuj po. 
,"zem muzyka religijna i śpiew
 I pobożne trwają przy 
oświetlonym obrazie do późnej godziny. 


..1111.1 IIII '. 111"'111111'111".. ,,'. '. Inl'II'I:'1 '. 1',1:1111 1'1111'111 .' I ,1"11111111'.' ','1"111 ' 11 I "II 1,1 "1 I I I I I 


O. O. Paulini znalazłszy się w trudnych wa- 
runkach materjalnych z powodu wielu r6J;nych ro. 
bót i budowli wydali do wiernych następującą odezwę. 
W roku zeszłym rozpoczęliśmy monumentalną 
budowę Spowiednicy i Krużganków do uddzielananid 
komunji świętej. Budowę tą prowadzimy !i tylko 
z ofiar wiernych. Koszta jej obliczone są na kilka. 
dziesiąt miljon6w. O ofiary na ten cel wszystkich 
miłujących Jasną Górę gorąco upraszamy. 


O. Piotr Markiewicz Z. p. 
Pl'zeor Jasnogórski 
Częstochowa, Jasna Góra. 


'1'11''1.'1.,1111111111''1'1.1,,11'1''11111','1,11'11'1111'1.1 Iii '1,",11.11 11."1-11,11,"1.111,111111'111'111"111 111111"1 ,IILli.IJlIIIIUILII'11 'Idl ,I 


Wysłrzegat .1-:1 złodziei. 
Nie można nigdy dosyć ostrzegać pielgrzymów. 
by się bardzo mieli na baczności przed szajką zło. 
dziei, jakie tu w letnich miesiącach się Ol.ganizujq, 
by niebacznych okradać z pieniędzy, zegark6w i t. p. 
Znają oni doskonale wszystkie sposoby noszenia i 
chowania monety i wiedzą gdzie u kop,o i co szu-
		

/img0144_0001.djvu

			m. 


kać, aby im zabrać. Złodzieje ci wytwarzają sztucz- 
nie ścisk i tłok w"kaplicy, kościele, zakrystyi. a zwła- 
szcza w ciasnych przejściach. Niech przeto jedni 
drugich ostrzegają, by byli uważni, a gdy spostrzegą 
na gorącym uczynku złodzieja niech go wskażą gło- 
śno otaczającym. a ci winni go zaprowadzić ze 
świadkiem do zak jstji, skąd będzie wydany w ręce 
sprawiedliwości. 


Ważniejsze omyłki drukarskie. 
Str. 56, wiersz 10 od góry, zamiast .muszkie- 
t6w" winno być "muszkieterów". · 
Str. 59, wiersz 3 od góry. zamiast "pierwszy" 
winno być "pierwszych". 
Str. 66. wiersz 13 od dołu. zaminst 1659 win- 
no być 1669. 
Str. 69, wiersz 15 od góry, po wyrazie "król" 
opuszczono wyraz "jedną". 
Str. 70, wiersz od dołu. po wyrazie "kraju" o- 
puszczono wyraz "jak". 
Str. 78, wiersz 14 od dołu, zamiast "Dubień- 
skiego" winno być "Łubieńskiego". 
Str. 80, wiersz 8 od góry. zamiast "Henry" win- 
no być .flenry". 
Str. 83. wiersz 9 od góry, przed wyrazem "umie- 
szczenia" opuszczono wyraz "do". 
Str. 85, wiersz 1 od góry. zamiast "J6zefowa" 
winno być IJJezusowa". 
Str. 85, wiersz 13 od góry. po wyrazie "pobu- 
dzony" opuszczono wyraz "był". 
Str. 87, wiersz 6 od góry, przed wyrazem IJna" 
opuszczono wyraz "przyjęta".
		

/img0145_0001.djvu

			IV. 


Str. 87. wiersz 16 od g6ry. po wyrazie "godzi
 
ny" opuszczono "w trudzie". 
Str. 89, wiersz 15 od dołu, zamiagt "współza- 
wodniczego" winno być "współzawodniczącego". 
Str. 93, wiersz 16 od góry, zamiast "złotej" 
winno być "srebrnej". 
Str. 97, wiersz 13 od góry, po wyrazie "nabo
 
żeństwo" opuszczono: "i że od początku był odwie- 
dzany, możemy wywnioskować". 
Str. 100. wiersz 17 od dołu. zamiast "przywró- 
conem do" winno być "przywróconego". 
Str. 103, wiersz 14 od dołu, przed wyrazem 


"zabrano" opuszczono 
Str. 104. wiersz 
winno być" 1584". 
Str. 105, wiersz 15 od g6ry. zamiast "osobi . 
stym" winno być "osobliwym". 
Str. 105, wiersz 8 od dołu. zamiast "szatana" 
winno być "szafami". 
Str. 107. wiersz 8 od góry. zamiast "przecu- 
dne" winno być "przecudnej". 
Str. 107, wiersz 6 od dołu. zamiast ,,65" win- 
no być ,,63". 
Str. ,,108. wiersz 4 od góry. zamiast "i" wi- 
nien być średnik. 
Str. 108, wiersz 2 od dołu, zamiast ,,2624" 
winno być ,,1625". 
Str. 111, wiersz 9 od dołu, 
"Matka" opuszczono wyraz ale". 
Str. 112, wiersz 17 o '-:dołu, 
-- 
winno być "znaczną". . 5.: %\ 
., 
* 
./I- IZĘr" 


"z niego". 
5 od góry. 


zamiast 


,,15' ," 


przed wyrazem 
....... 
zam st "znaczna" 


.. 

 
* 
....
		

/img0146_0001.djvu

			Zakłady Wydawnicze i PrzeUlysłowe 
Sp. Akc. 
RY"GRAF" 
, w KRAKOWIE 
ODDZIAŁ W CZĘSTOCDOWIB 
uf. Ks. Kardeckiego 21 vis' vis Jasnej G6r» 
SprzedIIi hurtowlI i detlllicznll. 
POLECAMY: 
horągwie i sztandary kościelne, cechowe, g6rnlcze, 
fa straży ogniowych, bractw J slowarzyszeli. 
p a r a t y k o' c II I n Wyrob" z m..talu - '1szały. 
w u ..łk kta. Kanony 
fi ty If proc yj. Br"wlarze. 
a p y I 
c1..nn.. Kslói - do nabl te". 
ł - ł'lon. t.
 IC., od narwykwintnJe)- 
t' ol n- szychwak..ręlko__ 
'I
 i ho słoni OWił opraw " 
h r Zyw.,t- _wJę'ych o .. 
ne rell 1\ bro- 


j "'e. 
I 
wat,. 
I, 
ł 11 u k 
KrOpi.... 1 n ,,....... 
o I :tvrar 
L 
mpll
r 
....I......'... 
"Jum I 
La' rnle pr 
do chor.1 c.
. 
L"wnnł prOc e j 
poc vor e-h..rmo- 
nijne. 
Z..laza do piel 
opł tkaw I do w Cl- 
I nan,a HostIi i komu- 
n .k R nt6w. 
c; VO ". I 0410 
Feretrony różnych styll. Figury 
wlł2tych I Stacje 
Mt;kl Palisklej terrakotowe, z masy Inletalu. 
ZlIkłlldy b
gllto zlloplltrzone w obrllzy ołtllrzowe. rzetbione. 
lowene 1111 cyprysie, nil płcstnie i nil miedzi, ubierene imi. 
tllcją drogich kil mieni, orez obrezy róinych .ielko
ci oprllwne 
i niecpnwne, jek ró.niei oleodruki i obrazki do ksilłłek. 
Towar! t!nO ",łaan!ch fabr1k I ",!ł",órnJ oraz z firm chrześcljańakieh. 
Wielebnemu Duchowieńsfw'u i Sodlllicjom Mllrjllńskim 
s p ec j II l ny -łllb II t. 


I by. 
o II tv. 
), 


d 


lo kom 
ym
kie cz 
en 
 


na p' 
unl In1 łW. 
.. i pod"ta" 
rai 


walniC. 

rporały. 
uyf !atf 


, Jo kl..lichó", 
"Y. 
. .y. 
mpułk.. 


c
-,o. 
e. 


ury. 
W) lawnlctwo własne 
00 Jezu,tów. Misjo- 
narzy. I apucynów 
n la ń C e. koronkI. 
zkapler 8 mI .liki 
okowy . I lotra. 
paski Św. ł'ranc.szka 

WI cewoskowe , steli 
rynow.. I parafino- 
we własne) fabryk). 
Aparaty do 
wlec oł- 
tarzowych. .ozdobne 
I :!:ałobne do kata- 
falk6w.
		

/img0147_0001.djvu

			,.,,-, 
===:::::i--' 


......
 
t I -:: 


ł 


"